Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Goldman Sachs plus ropa to zabójcza mieszanka

Xelion
27-06-2008, 08:16

W USA obóz byków od początku czwartkowego handlu miał problem, bo zakończenie środowej sesji trudno było uznać za „bycze”, a po sesji kilka spółek rozczarowało raportami kwartalnymi i prognozami (o tym niżej). Jednak to, co działo się w czasie sesji trudno uzasadnić tylko tymi czynnikami. Trudno to również uzasadniać jakością opublikowanych danych makro.

Raport o wzroście amerykańskiego PKB w pierwszym kwartale i o skojarzonych z PKB miarach inflacji (dane ostateczne) nie wniósł nic nowego do obrazu gospodarki. Przede wszystkim dane dotyczyły okresu sprzed 3 – 6 miesięcy i nie miały żadnego znaczenia prognostycznego. Poza tym niewiele różniły się od oczekiwań. Dane z rynku pracy były kiepskie. W ostatnim tygodniu ilość noworejestrowanych bezrobotnych wzrosła o 384 tysięcy (oczekiwano 375 tysięcy). Na pozór można było uznać dane o majowej sprzedaży domów na rynku wtórnym z niezłe, ale tak nie było. Mediana cenowa spadła w stosunku do zeszłego roku o 6,3 procent, a ilość niesprzedanych domów była dwa razy wyższa niż to, co NAR (stowarzyszenie pośredników) uznaje za typowe dla stabilnego rynku.

Niesamowite było zachowanie rynku ropy. Dopóki handlowana była na platformie elektronicznej to jej cena rosła umiarkowanie. Jak tylko rozpoczął się handel na giełdzie w USA to cena błyskawicznie skoczyła do prawie 139 USD. Powodem był nie tylko nadal słabnący dolar, ale również pretekstu dostarczyła prognoza OPEC - twierdzi, że tego lata baryłka będzie kosztowała 150 -170 USD. Od tego skoku cena baryłki utrzymywała się w okolicach 138 USD. Byki jednak w samym końcu sesji zaatakowały i chciały zamknąć dzień powyżej 140 USD. Nie udało się, ale wzrost o ponad 3,5 procent (139,4 USD – na podstawowej serii kontraktów – na innych było wyżej) z przełamaniem oporu należy uznać za ich sukces.

Zachowanie rynku ropy i dolara szkodziło rynkowi akcji, ale to nie były wszystkie czynniki pomagające niedźwiedziom. Raporty kwartalne i prognozy Oracle, RIM i Nike już w środę po sesji zdenerwowały graczy. Sektorowi finansowemu szkodziła rekomendacja „sprzedaj” Goldman Sachs dla Citigroup (podobno bank czeka zwiększenie rezerw o 8,9 mld USD). Akcje Citigroup spadały sięgając blisko dziesięcioletniego dna. Goldman Sachs prognozuje również, że Merrill Lynch zwiększy rezerwy o 4,2 mld USD. Pojawiła się też, szybko zdementowana, plotka o możliwym bankructwie Chryslera. Jednak wiadomo jak to jest z plotkami – bywa, że jest w nich trochę prawdy. Swoją cegiełkę do fatalnego zachowania sektora producentów samochodów dołożył … Goldman Sachs zalecając swoim klientom sprzedaż akcji General Motors (akcje sięgnęła dna z 1955 roku – to nie pomyłka. Można powiedzieć, że za dużą część przeceny odpowiadały rekomendacje i raporty analityków Goldman Sachs.

Zawsze dziwi mnie wiara graczy giełdowych w USA w nieomylność analityków. Prawdą jest jednak, że gdyby nastroje na rynku były lepsze to takie rekomendacje nie miałyby tak piorunującego wpływu. Indeksy już w połowie sesji spadały o ponad dwa procent, a DJIA sięgnął poziomu najniższego od września 2006 roku. W końcu sesji podaż jeszcze się zwiększyła. Trzyprocentowe spadki indeksów i przełamanie przez DJIA poziomu styczniowo – marcowego dna nie pozostawia złudzeń – bessa trwa. Po takiej przecenie można oczekiwać jakiegoś odbicia, ale to nie zmieni „niedźwiedziego” obrazu rynku.

GPW rozpoczęła czwartkową sesję od spadku, ale prawie natychmiast rynek kontraktów zakręcił kasowym i WIG20 zmienił kierunek. Blue chipy nie reagowały na spadki indeksów na innych giełdach europejskich, ale mniejsze spółki nadal taniały (MWIG 40 spadał). W okolicach południa, kiedy indeksy na innych giełdach europejskich „posypały się” również u nas podaż zaczęła zdobywać nowe tereny. Spadki były jednak mniejsze niż na innych rynkach. W końcówce sesji byki spokojnie redukowały nawet te niewielki zniżki, a fixing doprowadził (który to już raz?) do cudownego zakończenia. WIG20 zyskał prawie 20 punktów, dzięki czemu zakończył sesję zwyżką o 0,6 procent.

Skąd takie dziwne zachowanie rynku, który jeszcze dzień wcześniej był tragicznie słaby? Wydaje się, że po prostu duże spółki były broniony przed spadkami, bo nikomu nie zależało na pogłębieniu zniżki na koniec półrocza, a obroty były śladowe. Małe spółki, mimo że w wielu przypadkach bardzo tanie, leżą odłogiem. Indeks MWIG40 odbił się od górnego ograniczenia kanału i szybko idzie ku dolnemu, a ma do niego jeszcze bardzo daleko. Widać jednak też, że nie ma (przynajmniej w czwartek nie było) podaży zdolnej do poprowadzenia WIG20 na południe. Indeks utrzymał się też nad dolnym ograniczeniem kanału trendu spadkowego. To pozytywny sygnał, ale ja bym go nie przeceniał. Małe obroty sprzyjają dziwnym zakończeniom. Wystarczy jeden wystraszony, a duży inwestor, żeby doprowadzić do przeceny.

Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Xelion

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Goldman Sachs plus ropa to zabójcza mieszanka