Konstytucyjne fundamenty ustroju

opublikowano: 16-03-2021, 20:00

Sto lat temu prowadzący posiedzenie Sejmu Ustawodawczego marszałek Wojciech Trąmpczyński wypowiedział słowa: „Proszę tych posłów, którzy są za ustawą konstytucyjną, tak jak została uchwalona w trzecim czytaniu, ażeby powstali”.

Następnie na podstawie oceny optycznej, bez przeliczania głosów, oznajmił: „Ogromna większość jest za ustawą z 17 marca 1921 r. – Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej. W trzecim czytaniu została przyjęta”. Był to prawdziwy kamień milowy na szlaku odzyskiwania przez Polskę niepodległości i budowania państwowości, który rozciągnął się na lata 1918-22.

Sejm Ustawodawczy 1919-22 obradował w zaadaptowanej jadalni dawnego Instytutu Aleksandryjsko-Maryjskiego Wychowania Panien, który znajdował się w miejscu obecnego kompleksu sejmowego. Fot. CAW

Poza wielką wartością symboliczną pierwsza konstytucja (zwana marcową) ma przełożenie na współczesność. Obecna Konstytucja RP z 1997 r. zawiera oczywiście masę przepisów, które sto lat temu były wręcz niewyobrażalne, ale fundamenty ustroju III RP zapożyczyła od poprzedniczki z 1921 r. Przez wiek kolejne wersje ustawy zasadniczej targane były różnymi wichrami. Sanacja w 1935 r. przeforsowała nową konstytucję tzw. kwietniową, po wojnie komuniści narzucili Konstytucję PRL z poprawkami naniesionymi przez Józefa Stalina, w pierwszych latach III RP panowała prowizorka i wreszcie od 1997 r. koło wróciło mniej więcej na pozycję z 1921 r., naturalnie z wieloma różnicami. Trójpodział władzy sto lat temu zapisano tak: „Organami narodu w zakresie ustawodawstwa są Sejm i Senat, w zakresie władzy wykonawczej – Prezydent RP łącznie z odpowiedzialnymi ministrami, w zakresie wymiaru sprawiedliwości – niezawisłe sądy”. Diabeł tkwił w szczegółach kompetencji i relacji między dwiema pierwszymi władzami. Prezydent RP, wybierany przez Zgromadzenie Narodowe na 7-letnią kadencję, współdziałał z konkretnymi ministrami, natomiast powoływany przez niego prezes Rady Ministrów realnie sprowadzony został do roli… koordynatora prac rządu. To największa różnica w stosunku do konstytucji obecnej, która niezwykle umocowała premiera, jego rzeczywista decyzyjność jest zdecydowanie większa niż prezydenta, chociaż protokolarnie numerem jeden jest wybierana bezpośrednio głowa państwa.

Treść konstytucji z 1921 r. była trudnym kompromisem, z którego żadna ze stron nie była zadowolona. Prawicy udało się wtedy reaktywować Senat, który w republikańskim ustroju unitarnym, a nie federalnym, był/jest bytem całkowicie w Polsce zbędnym. Dla jego skreślenia komuniści musieli jednak w 1946 r. sfałszować referendum, natomiast w 1989 r. zgodzili się na przywrócenie jako eksperymentu – i tak druga izba wróciła. Od 2019 r. trwa inny eksperyment, oto pierwszy raz od stu lat w Senacie rządzi inna siła polityczna niż w Sejmie. Generalnie konstytucja marcowa bardzo nie podobała się marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu, który odmówił kandydowania na prezydenta RP ze względu na… zbyt małe jego uprawnienia. Po zamachu majowym w 1926 r. wersję z 1921 r. pilnie znowelizowano, umacniając kompetencje głowy państwa wobec parlamentu. Trójpodział władzy zachwiało przyznanie prezydentowi RP prawa wydawania – chociaż w określonych sytuacjach i dziedzinach – rozporządzeń z mocą ustaw. To fatalny błąd ustrojowy, chętnie kopiowany wszędzie przez każdą władzę autorytarną. W epoce PRL funkcjonowały równoważne ustawom dekrety Rady Państwa, właśnie w takim trybie nocą 12/13 grudnia 1981 r. wprowadzono stan wojenny. Na szczęście obecna Konstytucja RP przejęła filozofię poprzedniczki z 1921 r. Pozaustawowe rozporządzenia prezydenta ograniczone zostały w art. 234 do wyjątku – sytuacji braku możliwości działania parlamentu podczas stanu wojennego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane