Królowie kryzysu zostali już wybici

opublikowano: 20-01-2019, 22:00

Kto będzie rządził, gdy nastanie recesja? Król w zbroi powalczyłby o tron z marszałkiem, bo popyt na monety wydaje się mieć w nosie giełdowe wahania

O ile przy inwestycjach alternatywnych poważne prognozowanie uchodzi za bolączkę nowego roku, jedno przebija się z wypowiedzi ekspertów najśmielej: rynek numizmatyczny nie drży przed zapowiadanym przez giełdowych analityków spadkiem wskaźników. Jak wynika z doświadczeń organizatorów aukcji, podczas ewentualnego zawirowania w gospodarce topór cenowej korekty spada przeważnie na obiekty współczesne i przeciętne, tymczasem na dawne pieniądze obiegowe inwestorzy miewają podobny apetyt jak na mało wyszukane złoto.

Pytanie do rynku: gdzie się podziały najdroższe dukaty?

Na wątpliwość, co jest mało wyszukanego w złocie, najtrafniej odpowiedzą chociażby miedziane grosze, dlatego że trudno o bardziej jaskrawy przykład na oderwanie rynkowej wartości od bieżących cen surowca. Niektóre z emitowanych obecnie monet — inwestycyjne, bulionowe — zbierane są przeważnie jako trochę bardziej urozmaicona forma lokaty na rynku metalu, chociaż nawet w ich przypadku na stawkę potrafi wpłynąć czynnik zarozumiały tylko dla kolekcjonerów. W niemal całkowitym oderwaniu od wykresów na surowcowych giełdach pozostają natomiast wiekowe monety obiegowe — niemal, dlatego że trudno odeprzeć wrażenie aury magnackiego skarbca, kiedy na antykwarycznym blacie blikuje na żółto lustro królewskiego dukata.

Sam fakt, że na egzemplarze wybite w złocie kolekcjonerzy z reguły patrzą cieplej niż na próby niklowe, nie oznacza jednak bezpośredniego przełożenia ceny za uncję na wartość numizmatu — inwestycją na tym rynku może być przecież średniowieczny pieniądz gabarytów kukurydzianego płatka albo miedziany grosz, który ze względu na wyjątkowy stan zachowania kosztuje solidną krotność stawki za egzemplarz lekko zarysowany. Na pytanie, która z tych kategorii ożywi się w niedalekiej przyszłości na tyle, żeby móc wskazywać tendencję, odpowiedzieć można kolejnym znakiem zapytania: czego na rynku ostatnio brakowało?

— Numizmatyka nie należy do obszarów najsilniej narażonych na ewentualny kryzys finansowy — wręcz przeciwnie, na lata 2008- 2013 przypadła bardzo wyrazista zwyżka na rynku monet najwyższej klasy i właśnie powrotu tej koniunktury spodziewam się w tym roku albo w najbliższych latach. Obecnie tych najrzadszych egzemplarzy — notowanych w setkach tysięcy złotych — raczej nie widuje się w obiegu, wobec czego jeśli pojawią się pojedyncze rekordy wskazujące na wzrost cen, w niektórych kolekcjonerach wyzwoli to chęć upłynnienia części zbiorów i segment zasili na powrót obfitsza podaż — komentuje Ryszard Kondrat z Warszawskiego Centrum Numizmatycznego, wskazując, że drugim odporniejszym na zawirowania obszarem są monety drobne i znacznie tańsze.

Niezachwiany popyt na ciągłe uzupełnienia kolekcji w tym segmencie ekspert tłumaczy tak głębokim zaangażowaniem, że oprócz rynku numizmatów obserwowane bywa chyba tylko w stanach szaleńczego zakochania.

Pytanie do rynku: czy podaż nie będzie malała?

Mimo że intuicja podpowiada korzystny wpływ niskiej podaży na rynkowe stawki, o ożywieniu mówi się wtedy, kiedy handel nie przygasa, a do obiegu wciąż trafiają okazy, na które kolekcjonerzyczekali. Czy odważniejsza skłonność do kupowania może niebawem niebezpiecznie uszczuplić ofertę? Eksperci są zdania, że niekoniecznie, dlatego że w nadchodzącym okresie rynek przechodził będzie jeszcze pokoleniowy przełom — równowagę popytu i podaży być może podtrzyma nieubłagana starość.

— W 2019 r. jeszcze wyraźniej przypomnimy sobie dekadę lat 70., w której rynki numizmatyki czy filatelistyki przeżywały okres bardzo intensywnego rozwoju — czas wydawania najróżniejszych katalogów, nowatorskich opracowań, rozpoczynania prawdziwie zaawansowanych zbiorów. Mając na uwadze ówczesną głębokość rynku, a także siłę nabywczą pieniądza obiegowego, wartościowe dzisiaj mennictwo było nieporównanie tańsze. Obecnie zauważamy więc pokoleniową zmianę, dlatego że kolekcjonerzy nie znajdujący wśród bliskich kontynuatorów swojej pasji często decydują się na spieniężenie zbiorów — niekiedy starcza na mieszkanie, a tylko wnuki dziwią się czasem, kiedy kilkadziesiąt dziadkowych monet okazuje się odpowiadać kwocie bliskiej miliona złotych — komentuje Damian Marciniak, również prowadzący swój Gabinet Numizmatyczny w Warszawie.

Jak pokazują wyniki pierwszych tego typu aukcji — kolekcji wystawianych jako zbiór, a nie rozpraszanych na kilka licytacji — rynek odpowiada na taki zastrzyk, wbrew pozorom, jeszcze większym łakomstwem, dlatego że dodatkowym czynnikiem decydującym o wartości obiektu okazuje się proweniencja. Nie dosyć, że pochodzenie z konkretnych zbiorów w przyszłości również może podnieść cenę, do licytacji popychać może zwyczajne lenistwo, uznawane w końcu za cechę inteligentnych. Jeśli nie ma się specjalnie czasu na szukanie osobistego klucza doboru monet do swojego zbioru, można w końcu „zgodzić się z przedmówcą”, a kiedyś może i odciąć od jego wiedzy kupony.

OKIEM EKSPERTA

II RP w trendzie

Jarogniew Muszyński, właściciel platformy Onebid.pl

Miniony rok był rekordowy dla rynku aukcyjnego monet i banknotów w Polsce. Na 27 aukcjach sprzedanych zostało niemal 20 tys. pozycji za łącznie 35 mln zł. Obrazuje to doskonale potencjał tego rynku, który z roku na rok staje się coraz większy. Klienci doceniają oferowane monety i chętnie je kupują, gdyż tylko 8 proc. pozycji nie znajduje nabywców. W zeszłym roku nastąpił niebywały dotychczas wzrost ilości oferowanych monet najwyższej klasy. Na aukcjach oferowane były drogie oraz poszukiwane monety, które nie pokazywały się na rynku przez wiele ostatnich lat i zdecydowana większość z nich została sprzedana, nierzadko za ceny powyżej estymacji.

Największym zainteresowaniem cieszyły się monety Polski królewskiej, szczególnie z okresu od panowania Zygmunta III Wazy do Stanisława Augusta Poniatowskiego. Aukcje monet z tych czasów gromadziły najwięcej klientów podczas licytacji na sali oraz przed ekranami komputerów. Interesującym zjawiskiem zaobserwowanym w minionym roku był sukces wystawianych na aukcji całych kolekcji i zbiorów. Pokazuje to, że kupujący — oprócz wysokich stanów zachowania monet — cenią sobie także wysoko proweniencję i chętnie nabywają monety ze starych kolekcji. W 2018 r., tak jak w poprzednich latach, wielką popularnością cieszyły się monety II RP. Monety w najlepszych stanach zachowania biją kolejne rekordy cenowe i są coraz częściej kupowane jako inwestycja. Drugim zjawiskiem, które zostało utrzymane także w zeszłym roku, to niesłabnące zainteresowanie monetami Stanisława Augusta Poniatowskiego, które osiągały ceny niespotykane w latach ubiegłych. W oferowanych na aukcjach pozycjach zdecydowanie królują monety, które stanowią 71 proc. asortymentu. Wśród 50 najdrożej sprzedanych pozycji w 2018 r. było aż 41 monet, 5 banknotów, 3 medale i jedna akcja. Utrzymana została tendencja wzrostu uczestnictwa w aukcjach za pośrednictwem Internetu. W 2018 r. na aukcjach z udziałem sali — czyli stacjonarnych — aż 93 proc. pozycji zostało kupionych przez licytację online wobec 80 proc. w 2017 roku. Kupujący coraz częściej doceniają wygodę licytacji z domu lub z dowolnego miejsca bez konieczności osobistego udziału w aukcjach: niemal 22 proc. pozycji zostało kupionych w drodze licytacji przez urządzenia mobilne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu