Kto nie zaryzykował, ten nie zarobił

Gdyby racjonalny inwestor mógł cofnąć czas o rok, postawiłby na krajowe akcje małych i średnich spółek. Ale źle zrobił, jeśli na tym poprzestał

Fundusze akcji małych i średnich spółek w 2016 r. wypracowały średnio 13,1 proc., co dało im 4,2 pkt. proc. przewagi nad konkurentami z grupy akcji polskich uniwersalnych, które obok „misiów” z reguły mają w portfelach także blue chipy. Trudno uznać taki układ sił za zaskoczenie, bo miniony rok był wyjątkowo dobry dla podmiotów o mniejszej kapitalizacji. mWIG40 urósł o ponad 18 proc., podczas gdy WIG20 zyskał ledwie 5 proc. Pod koniec roku role się odwróciły. W grudniu mWIG40 zwolnił tempo wzrostu do 2,7 proc. Wiatr w żagle złapały natomiast blue chipy — ich notowania urosły o 8,3 proc. Skorzystały na tym przede wszystkim fundusze akcji uniwersalne. W ostatnim miesiącu ubiegłego roku średni zysk w wysokości 4,8 proc. był prawie dwukrotnie wyższy niż w przypadku funduszy stawiających głównie na małe i średnie spółki. Ale żeby spijać śmietankę z odbicia najbardziej płynnych firm, trzeba było postawić na nie nieco wcześniej. Tak zrobił Andrzej Lis, zarządzający funduszem Skok Akcji z oferty Altus TFI, który w rocznym zestawieniu z wynikiem 16,4 proc. zajął drugie miejsce w grupie funduszy akcji polskich uniwersalnych.

— Na dobrych wynikach funduszu zaważyła przede wszystkim selekcja w obszarze małych i średnich spółek oraz rotacja aktywów w kierunku blue chipów w drugiej połowie roku. Pierwszy krok w procesie przebudowy portfela zrobiliśmy tuż po brexicie, a więc na początku lipca — mówi zarządzający Altusa.

Misie wystarczyły

Dobra selekcja spółek z sektora małych i średnich była w stanie obronić wynik roczny nawet bez wyraźnego przeważenia w kierunku blue chipów. Niekwestionowany lider z grupy funduszy akcji polskich uniwersalnych, a więc fundusz PZU Akcji Spółek Dywidendowych, zarządzany przez Piotra Bienia i Rocha Pietronia, który w rok zarobił 33,9 proc., jest tego najlepszym przykładem.

— Końcówka roku była dla funduszu nieco słabsza, bo nie doceniliśmy spółek z WIG20, niemniej całoroczny wynik bardzo nas cieszy. Tym bardziej że udało się go osiągnąć przy znacznym wzroście aktywów — mówi Piotr Bień. Na koniec listopada 2016 r. fundusz zarządzał aktywami o wartości blisko 150 mln zł, a to oznacza, że przez 11 miesięcy napłynęło do niego ponad 100 mln zł. To nie byle jakie osiągnięcie, bo w minionym roku nowy kapitał raczej stronił od rozwiązań akcyjnych. Ekspert ujawnia, że tym, co odróżnia fundusz od konkurencji, jest przede wszystkim aktywność, która w minionym roku zaowocowała kilkakrotną rotacją aktywów oraz relatywnie wyższy stopień koncentracji na danej spółce. Andrzej Lis zwraca uwagę na to, że jeszcze na początku grudnia ubiegłego roku mogło się wydawać, iż utrzymanie zwiększonego udziału dużych spółek w portfelu to dobre rozwiązanie na rok 2017. Ale grudniowy wyskok indeksu rodzi obawy o nieutrzymanie tempa wzrostu.

— WIG20 może dalej rosnąć, niemniej biorąc pod uwagę skalę odbicia w grudniu, potencjał zwyżki wydaje się ograniczony. Prawdopodobnie jeszcze przez pewien czas spółki z WIG20 będą zachowywały się lepiej niż małe i średnie, ale możliwe, że po pierwszych dwóch-trzech miesiącach trzeba będzie ponownie zainteresować się sektorem mniejszych firm, dla których ważniejsze są czynniki fundamentalne. W przypadku blue chipów ostatnie zwyżki indeksu wynikały w znacznej mierze z ruchów inwestorów zagranicznych, którzy wracali do mocno wyprzedanych sektorów. A to można nazwać ruchem bardziej technicznym niż fundamentalnym — uważa Andrzej Lis.

Bartosz Arenin, zarządzający funduszem Agio Agresywny z oferty AgioFunds TFI, który w rocznym zestawieniu uplasował się na trzecim miejscu, wskazuje, że o dobrym wyniku (15,4 proc.) zdecydowała przede wszystkim selekcja oraz pełna alokacja w akcje.

— Nasza strategia opierała się na wysokim zaangażowaniu w spółki wzrostowe w segmencie małych i średnich w Polsce oraz w sektor producentów kart graficznych w USA. Typ ten okazał się być jednym z najlepszych pomysłów inwestycyjnych w 2016 r., a producenci tacy jak nVidia, prezentując rozwiązania dla segmentu pojazdów autonomicznych, np. tesli, jak również segmentu serwerów i rozwiązań chmurowych, poprawiali swoje wyniki finansowe nawet o ponad 50 proc. w ujęciu rocznym — mówi Bartosz Arenin.

Jeszcze inny przepis na wysokie zyski miał Paweł Gąsior, zarządzający pasywnym funduszem akcji małych i średnich spółek z oferty Ipopema TFI (Ipopema m-INDEKS), który zdobył srebrny medal w swojej kategorii (stopa zwrotu za 2016 r. to 20,3 proc.).

— Konstrukcja mWIG40 i WIG20 jest taka, że często zdarza się sytuacja, gdy spółka po spadkach wypada z WIG20 i potem dobrze się zachowuje. Podobnie często spółka po zwyżkach w mWIG40 trafia do głównego indeksu po cenach historycznie wysokich. W przypadku takich sytuacji zwyżki trafiają na konto pierwszego indeksu, a spadki na konto drugiego. JSW wypadło z WIG20 po niskiej cenie, a osiągnęło bardzo wysoką stopę zwrotu w 2016 r. [w minionym roku notowania spółki wrosły ponadpięciokrotnie — red.] i odpowiadało za prawie 30 proc. wzrostu indeksu średniaków — mówi Paweł Gąsior.

Zagraniczna odsiecz

Coraz więcej inwestycyjnych ekspertów wskazuje jednak na to, że patrzenie tylko na polski parkiet to o wiele za mało. Mają rację, bo ci, którzy w zeszłym roku postawili na giełdowy patriotyzm, przegapili szanse na spore zyski, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. Ale nie tylko. Głównym beneficjentem zeszłorocznej szarży na surowcach była Rosja. Hossa na moskiewskiej giełdzie to w dużej mierze zasługa zapowiedzi Donalda Trumpa wdrożenia programu inwestycji infrastrukturalnych. Dwa fundusze inwestujące w Rosji, dostępne w ofercie Quercus i Investors TFI, w rok zwróciły ponad 50 proc. Marek Buczak, zarządzający funduszem Quercus Rosja, lidera w grupie funduszy akcji zagranicznych rynków wschodzących, wyjaśnia, że rok 2016 okazał się przełomowy z kilku powodów.

— Inwestorzy zaczęli obstawiać, że dołek w cyklu na surowcach jest już za nami. Dodatkowo zaczęli doceniać spółki rosyjskie za dobre wyniki finansowe, będące następstwem restrukturyzacji, jaką większość z nich przeszła w czasie dekoniunktury — wyjaśnia ekspert. Jego zdaniem, mimo wysokich stóp zwrotu za ostatnie 12 miesięcy akcje spółek rosyjskich w dalszym ciągu są atrakcyjne, zaś w perspektywie 2017 r. najciekawsze są spółki finansowe oraz dające ekspozycję na rynek krajowy, a więc m.in. deweloperzy i spółki mediowe. Na rynkach rozwiniętych zwycięzcą został natomiast fundusz, który skupił się na spółkach o niskim zadłużeniu. Legg Mason Małych Spółek Amerykańskich w rok wypracował ponad 20 proc. Łukasz Majkowski, analityk Legg Mason TFI, podkreśla, że oprócz czynników makroekonomicznych za wynikiem stoi także podejście do zarządzania stosowane przez odpowiedzialny za to podmiot — Royce & Associates.

— Wpływ na wynik miała także odpowiednia selekcja spółek. Royce & Associates skupia się na spółkach z atrakcyjnym modelem biznesowym, solidnym bilansem i niskim zadłużeniem. Dzięki temu zarządzający osiągnął wartość dodaną w momencie, w którym wzrosły oczekiwania co do podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych — mówi Łukasz Majkowski.

Kłopotliwe obligacje

Zawirowania na amerykańskiej scenie politycznej zaowocowały nie tylko zwyżką rentowności obligacji USA. Rykoszetem dostało się także papierom dłużnym większości rynków wschodzących, w tym polskim, co zaowocowało spadkiem ich cen. Funduszom z grupy dłużne polskie uniwersalne udało się zakończyć ubiegły rok nad kreską, choć od tego, aby statystyczny przeciętniak z tej grupy przyniósł straty, brakowało jedynie 0,5 pkt. proc. Bogusław Stefaniak, zarządzający funduszem Ipopema Obligacji, który z wynikiem 1,7 proc. uplasował się na czwartym miejscu, przyznaje, że choć stopa zwrotu nie zachwyca, to na tle konkurencji jest całkiem dobra, a na wyniku w ostatnim kwartale 2016 r. zaważyła trudna do przewidzenia skala wzrostu rentowności polskich papierów skarbowych.

— W połowie sierpnia uważaliśmy rentowności krajowych dziesięciolatek na poziomie 3,12 proc. za wysokie. Poziom 3,8 proc., który niebawem zobaczyliśmy, był nie tylko dla nas zaskoczeniem. W pewnym momencie w trzy tygodnie straciliśmy to, co udało się nam wypracować przez kilka miesięcy wstecz — mówi zarządzający Ipopemy.

Kłopotliwe instrumenty można było jednak połączyć z bardziej zyskownymi akcjami. Ci klienci, którzy bardziej zaryzykowali, mogli się cieszyć z nieco wyższych zysków funduszy stabilnego wzrostu (zwróciły średnio 2,3 proc.) i zrównoważonych (5 proc.). Czarnym koniem w tym segmencie rynku były w 2016 r. produkty z oferty Investors TFI. Investor Zabezpieczenia Emerytalnego w rok zarobił 9,7 proc., a Investor Zrównoważony 13,8 proc. Zarządzający nimi Maciej Chudzik przyznaje, że w obu funduszach decydującą rolę odgrywa część akcyjna.

— Fundusze różnią się przede wszystkim udziałem akcji w aktywach. Głównym czynnikiem wpływającym na dobre wyniki funduszy jest nasza długoterminowa strategia inwestycyjna, oparta na selekcji, dążeniu do pełnej alokacji, unikaniu spółek państwowych lub zależnych od państwa oraz dywersyfikacji geograficznej — mówi Maciej Chudzik. Ekspert ujawnia, że kluczem do sukcesu jest także cierpliwość.

— Nasz portfel nie rotuje tak często jak u konkurencji. Nadal mamy w portfelach spółki, które kupiliśmy ponad 3 lata temu i wciąż jesteśmy z nich zadowoleni. To sprawia, że mimo iż w trakcie roku nie poruszamy się w idealnej korelacji z rynkiem, ostatecznie od paru lat systematycznie zajmujemy najlepsze miejsca w rocznych zestawieniach — mówi zarządzający Investors TFI.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Fundusze / Kto nie zaryzykował, ten nie zarobił