Kulczyk może zetrzeć się z PGE

Agnieszka Berger
05-05-2010, 00:00

Zakup gdańskiej grupy przez PGE ma, zdaniem analityków, biznesowy sens. Rynkowi nie zrobi dobrze.

Skarb państwa rozpoczął poszukiwanie inwestora dla Energi

Zakup gdańskiej grupy przez PGE ma, zdaniem analityków, biznesowy sens. Rynkowi nie zrobi dobrze.

Polska Grupa Energetyczna (PGE) i Kulczyk Investments to dwaj potencjalni inwestorzy, których niemal na pewno można się spodziewać w przetargu na gdańską Energę. Ministerstwo Skarbu Państwa zaprosiło wczoraj do składania ofert na grupę, która jako jedyna z krajowej wielkiej czwórki nie trafi na giełdę. Jako taka nie stanowi obiektu zainteresowania analityków, dla których jest tylko potencjalnym celem inwestycyjnym wielkiej PGE. Ich zdaniem, udział krajowego potentata w tej prywatyzacji ma sens.

— Energa to głównie dystrybucja. Skoro PGE nie jest w stanie sprzedać całej wyprodukowanej energii w obrębie własnej sieci, taki zakup z pewnością można uzasadnić z biznesowego punktu widzenia. Mając pod kontrolą cały łańcuch — od produkcji po sprzedaż — z pewnością można uzyskać dodatkowe synergie — uważa Tomasz Krukowski, analityk DB Securities.

Jednak, jego zdaniem, z perspektywy PGE nie jest to inwestycja z kategorii "być albo nie być".

— PGE ma nadwyżki finansowe, ale ma też inne cele inwestycyjne, o których nie powinna zapominać, np. energetykę odnawialną — dodaje ekspert.

Energa ma obecnie największe w Polsce źródło odnawialne — Elektrownię Wodną we Włocławku, a jej sieć dystrybucyjna obejmuje tereny północnej Polski, gdzie panują najlepsze w kraju warunki dla energetyki wiatrowej. Problem w tym, że spółka nie ma wielu własnych projektów budowy takich źródeł, bo zanim zainteresowała się tym obszarem, najlepsze lokalizacje znalazły już potencjalnych inwestorów. Dlatego Energa ma w planach raczej budowę biogazowni, a nie farm wiatrowych.

Mimo to PGE deklarowała wcześniej zainteresowanie prywatyzacją Energi, a właściciel obu spółek — skarb państwa — wydawał się takim scenariuszem żywo zainteresowany. Dla skarbu to szansa uzyskania dobrej ceny za Eneregę, co w warunkach dziurawego budżetu i ryzyku niewielkiego zainteresowania spółką ze strony innych inwestorów, może okazać się pokusą nie do odparcia.

Nie jest tajemnicą, że sama Energa, choć nie mówi o tym wprost, wolałaby uniknąć połączenia z PGE. Zdaniem Mirosława Bielińskiego, prezesa gdańskiej spółki, istnienie na rynku takiej firmy jak Energa — z niewielkim potencjałem wytwórczym i potężną (liczącą 2,8 mln) bazą klientów — może stać się impulsem do rozwoju konkurencji, której w polskiej energetyce ciągle brakuje.

Podobnie widzi sprawę Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), który — dostrzegając apetyty PGE i skarbu — już zawczasu wypowiedział się na temat takiej koncentracji. Zdaniem UOKiK, PGE jest już za duża i za silna, żeby dodatkowo wzmacniać ją kolejnymi aktywami energetycznymi.

Jeśli UOKiK postawi szlaban dla tego przejęcia, wzrosną szanse innych inwestorów, choć cena, jaką uzyska sprzedający, może na tym ucierpieć. Oprócz PGE i spółki inwestycyjnej Jana Kulczyka wstępne zainteresowanie gdańską grupą deklarował m.in. fiński Fortum. Chętnych może być więcej, bo — jak przekonuje KPMG, które doradza skarbowi przy tej prywatyzacji — w dobie europejskiej histerii związanej z emisją CO2 brak własnych źródeł wytwórczych i wynikająca z niego elastyczność w doborze paliwa dla planowanych projektów, paradoksalnie, może się okazać atutem Energi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Kulczyk może zetrzeć się z PGE