Legimi próbuje zrównoważyć dług

opublikowano: 11-06-2019, 22:00

Przymierzająca się do debiutu na NewConnect spółka prowadząca platformę z e-bookami ma długi do spłacenia. Pilnie, a na pieniądzach jej nie zbywa.

„Istnieje ryzyko, że w przypadku braku osiągnięcia dodatkowych wpływów w kwocie 0,8 mln zł z emisji obligacji emitent może mieć trudność z terminowym wykupem obligacji zapadających w czerwcu bieżącego roku, co może przełożyć się na zagrożenie kontynuacji działalności”. To zdanie zawarte w opublikowanym na początku czerwca sprawozdaniu finansowym Legimi, a także w memorandachinformacyjnych opublikowanych przy okazji trwających emisji obligacji wywołało niepokój osób obserwujących spółkę znaną z serwisu z e-bookami i audiobookami. Jej zarząd zapewnia, że ryzyko się nie zmaterializuje.

Legimi, którego prezesem jest Mikołaj Małaczyński, finansuje się
głównie z krótkich i wysoko oprocentowanych emisji obligacji, skierowanych do
inwestorów indywidualnych. Spółka zapewnia, że jej model biznesowy, bazujący na
opłatach abonamentowych, pozwala na obsługę zadłużenia zapadającego w
najbliższych dniach i miesiącach
Zobacz więcej

RYZYKO ZAWODOWE:

Legimi, którego prezesem jest Mikołaj Małaczyński, finansuje się głównie z krótkich i wysoko oprocentowanych emisji obligacji, skierowanych do inwestorów indywidualnych. Spółka zapewnia, że jej model biznesowy, bazujący na opłatach abonamentowych, pozwala na obsługę zadłużenia zapadającego w najbliższych dniach i miesiącach Fot. ARC

— Pogłoski o naszej rychłej śmierci są znacznie przesadzone — mówi Mikołaj Małaczyński, prezes i znaczący akcjonariusz Legimi, który podkreśla, że spółka przeprowadziła w ubiegłym tygodniu rebranding i uruchomiła nowy serwis.

Obligacyjne manewry

Legimi ma w tym tygodniu do wykupienia dwie serie obligacji: w środę 12 czerwca, zapadają papiery na 0,75 mln zł, a w sobotę 15 czerwca na 1,2 mln zł. Czy Legimi ma pieniądze na ich wykup?

— Ze względów prawnych nie mogę odpowiedzieć wprost na to pytanie. Mogę jednak podkreślić, że do tej pory spółka zawsze wykupywała obligacje w terminie, a zapadające 12 czerwca już są wykupione. Finansujemy się w ten sposób od dawna i mamy znaczące grono zadowolonych indywidualnych inwestorów, którzy obejmują kolejne serie naszych obligacji — mówi Mikołaj Małaczyński.

Kolejne serie zapadają we wrześniu i listopadzie — wtedy spółka będzie musiała wykupić obligacje za łącznie 5,78 mln zł. Legimi miało w ubiegłym roku 11,3 mln zł przychodów, o 59 proc. więcej niż rok wcześniej. Na poziomie operacyjnym zarobiło 0,86 mln zł, co oznacza wzrost o 55 proc. W szybkim tempie rosło też jednak zadłużenie — na koniec 2018 r. krótkoterminowe zobowiązania z tytułu emisji dłużnych papierów wartościowychsięgały 8,26 mln zł i były o 140 proc. wyższe niż rok wcześniej. Tylko na odsetki spółka przeznaczyła w ubiegłym roku 0,68 mln zł. Od obligacji płaci wysoki kupon — w zależności od serii 8,5-9,5 proc.

— Można dyskutować, czy taka formuła finansowania jest optymalna, ale w obecnych warunkach rynkowych nic nie możemy z tym zrobić. Kupon rzeczywiście jest wysoki, ale jego atrakcyjność musi być adekwatna do poziomu ryzyka wynikającego z zabezpieczenia — jest nim zastaw rejestrowy na umowach abonenckich. Dochodzimy jednak do momentu, w którym przychody będą nadal rosły z wysoką dynamiką, a zadłużenie pozostanie stabilne — mówi prezes Legimi.

Inwestorskie przymiarki

Teraz Legimi oferuje inwestorom roczne obligacje, z których chce pozyskać do 2 mln zł (na 8,5 proc.), oraz dwuletnie — z 9,5-procentowym kuponem. Druga emisja ma mieć wartość 0,8-4 mln zł. Spółka pod koniec maja szykowała nawet emisję na 0,4 mln zł z jeszcze wyższym kuponem — oprocentowanie miało wynosić 12 proc.

— To była próba przeprowadzenia emisji pod inwestora finansowego, którym miało być jedno z TFI. Zrezygnowaliśmy z niej, bo uznaliśmy, że znajdą się chętni na niższe oprocentowanie. Naszą intencją jest jednak finansowanie się w przyszłości z emisji długu do funduszy obligacji korporacyjnych, które po problemach na rynku znów zaczynają aktywnieposzukiwać emitentów — mówi Mikołaj Małaczyński.

Największym udziałowcem Legimi jest fundusz Venture Capital Satus SpeedUp Investments, który ma nieco ponad jedną czwartą kapitału. Po 17 proc. należy do członków zarządu — Mikołaja Małaczyńskiego i Mateusza Frukacza. Legimi finansowało się też z emisji akcji. W marcu tego roku Legimi przystąpiło do kolejnej emisji akcji, z której chciało pozyskać do 4 mln zł. Inwestorów kusiło nie tylko perspektywami, ale także darmowym dostępem do usług. Zebrało jednak mniej, niż oczekiwało — 1,98 mln zł.

— Jesteśmy w trakcie rejestrowania tej emisji, mamy jeszcze upoważnienie walnego zgromadzenia do podwyższenia kapitału. Podtrzymujemy zamiar zadebiutowania na rynku NewConnect w czwartym kwartale tego roku — mówi Mikołaj Małaczyński.

Telekomowy model

Legimi ma w ofercie ponad 61 tys. książek, współpracuje z 300 wydawcami i czterema międzynarodowymi agregatorami treści. Spółka generuje przychody przede wszystkim w Polsce, ale próbuje też sił na rynku niemieckim, gdzie zainwestowała w platformę z darmowymi książkami Readfy. O ile działalność w Polsce jest rentowna, a Legimi podtrzymuje prognozę 16,9 mln zł przychodów i około 1 mln zł zysku netto w tym roku, o tyle wynikami w Niemczech się nie chwali.

— W Readfy najcenniejsza jest baza użytkowników, która jest dla nas fundamentem do budowy płatnej oferty premium. Mamy w Niemczech systematycznie rosnącą bazę płacących użytkowników — mówi Mikołaj Małaczyński.

W Polsce spółka działa w modelu abonamentowym — użytkownicy w zamian za stałą opłatę otrzymują dostęp do bazy e- i audiobooków. Legimi oferuje też użytkownikom czytniki książek za 1 zł, o ile zobowiążą się do płacenia abonamentu.

— Działamy w takim modelu jak firmy telekomunikacyjne i tak powinni patrzeć na nas inwestorzy. Na początku dopłacamy do sprzętu, potrzebujemy więc kapitału obrotowego na jego zakup, ale wiążemy się z użytkownikami długimi umowami abonamentowymi, zapewniającymi stabilne i przewidywalne przychody — mówi prezes Legimi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy