Lewary na akcje dobijają indeksy

Kamil Zatoński
opublikowano: 17-07-2008, 00:00

Dopłać lub sprzedaj — to coraz częściej słyszą zadłużeni gracze od maklerów. Brak kapitału zmusza do wyrzucania akcji.

Dopłać lub sprzedaj — to coraz częściej słyszą zadłużeni gracze od maklerów. Brak kapitału zmusza do wyrzucania akcji.

Spiralę przeceny nakręcają już nie tylko masowe umorzenia jednostek funduszy inwestycyjnych. Według niektórych brokerów problem z lewarami nasilił się w ostatnich tygodniach, do czego przyczyniły się kolejne spadki cen akcji i rosnące stopy procentowe. Skutki tego najbardziej odczuwalne są w segmencie małych i średnich firm, gdzie konieczność szybkiego zamykania pozycji zderza się z niską płynnością walorów.

— Problem ujawnił się już jakiś czas temu. Dotyczył on najpierw drobnych inwestorów, teraz dołączyli do tego także więksi gracze. Trudno się dziwić, bo w pewnym momencie hossa rozpieściła inwestorów. Przestali mierzyć siły na zamiary. Tymczasem od początku roku wiele spó- łek straciło 50 i więcej procent. Naturalne jest więc, że zabezpieczenia trzeba uzupełniać — mówi Tomasz Nowak, makler Millennium DM.

Game over

Nie wszyscy dysponują jednak wystarczającą ilością gotówki.

— Bank wtedy musi zlikwidować część pozycji. Nie będzie czekał na odbicie, bo obowiązują go procedury bezpieczeństwa — tłumaczy przedstawiciel jednego z brokerów.

Jego zdaniem, to tylko jeden z czynników dobijających rynek w ostatnich dniach. Głównym wciąż pozostają umorzenia jednostek funduszy inwestycyjnych. Proces zamykania pozycji jest zresztą rozłożony w czasie.

— Nie zdarza się raczej tak, by mógł pogrążyć rynek na jednej sesji, jak na przykład we wtorek. Nie należy przeceniać jego wagi — zaznacza broker.

Ale w przypadku pojedynczych walorach wpływ może być już dużo większy.

— Nagły spadek notowań spółki, której kurs zachowywał się wcześniej względnie dobrze, a przez jedną-dwie sesje mocno spadł, może być właśnie konsekwencją sprzedaży papierów przez kogoś, kto przez kredyty jest przyparty do muru. Im niższe ceny, tym presja z tej strony jest większa. To zresztą sytuacja, która ujawnia się nie po raz pierwszy. Tak już było w czasie poprzedniej bessy, bo spora grupa inwestorów nie sprzedaje wtedy, kiedy powinna, ale kiedy już musi — uważa Tomasz Leśniewski, szef zespołu maklerów DM BZ WBK.

Prosty mechanizm

Mechanizm wygląda zwykle tak: jeśli ktoś wziął 100 tys. kredytu na akcje, to wymagane przez brokera zabezpieczenie na rachunku musi wynosić np. 150 tys. zł (wartości te mogą się różnić w zależności od banku kredytującego). Jeśli rynek spada, a wartość portfela osuwa się do 130 tys. zł, biuro maklerskie dzwoni do klienta, by dopłacił do zabezpieczenia. Jeśli nie ma kapitału, broker sprzedaje akcje, by zabezpieczenie nadal wynosiło 150 proc. Dochodzą do tego koszty odsetek. Minimalna marża ponad stawkę WIBOR wynosi przynajmniej 4-5 proc., co na dziś daje oprocentowanie 11-12 proc. w skali roku. Od kwoty wykorzystanego kredytu wysokości 100 tys. zł daje to dodatkowy koszt 1 tys. zł miesięcznie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy