Mała wojna o duże pieniądze

Kamil Zatoński
opublikowano: 16-10-2018, 22:00

Audyt, obligacje korporacyjne, wzajemne oskarżenia i aktywa warte miliardy — to nie sprawa GetBacku, ale jej dalekie echa. W rolach głównych Agio Funds TFI i mBank

Wszystkich Kolegów i Koleżanki z mBanku przepraszamy! Jednak nie dało się znieść tego zakłamania dłużej! (…) — tak Adam Dakowicz, prezes AgioFunds TFI skomentował na Facebooku decyzję o wypowiedzeniu mBankowi umowy na dystrybucję funduszy. Poszło o fundusz Agio Kapitał, którego aktywa wynosiły na koniec września 356,8 mln zł. To fundusz inwestujący głównie w papiery dłużne przedsiębiorstw. Od początku działalności w lipcu 2009 r. zarobił 41,2 proc., a przez ostatni rok 2,6 proc. To jeden z najlepszych wyników w kategorii. Jego syntetyczny wskaźnik ryzyka, tzw. SRRI, to 1 w skali 1-7, gdzie jedynka to najniższe ryzyko. Wskaźnik obliczany jest na podstawie odchylenia standardowego tygodniowych stóp zwrotu. W Agio Kapitał zmienność wyceny jednostki była niewielka, dlatego wykres jej wartości krzywa wznosząca się niemal bez zakłóceń. Według klasyfikacji Analiz Online, firmy monitorującej rynek funduszy, Agio Kapitał i jego bardziej przystępna cenowo wersja — Agio Kapitał Plus zaliczane są do kategorii funduszy dłużnych korporacyjnych.

W tej grupie zdecydowana większość funduszy charakteryzuje się wskaźnikiem SRRI 2 lub 3. Wśród wyjątków z „jedynką” są m.in. UniLokata (1,57 mld zł aktywów) i UniWIBID Plus (1,1 mld zł), które — podobnie jak Agio Kapitał — mają w portfelu obligacje korporacyjne. Część jest wyceniana liniowo. Podobnie jest też w „jedynkowym” funduszy Quercus Ochrony Kapitału (1,64 mld zł). Zarządzający funduszami korzystają z tej metody, kiedy ze względu na brak aktywnego rynku lub pozostawanie obligacji poza obrotem nie jest możliwe sięgnięcie po metodę opartą o dane rynkowe. Ministerstwo Finansów ogłosiło kilka tygodni temu, że od początku 2019 r. zamierza to zmienić, wymuszając wycenę rynkową wszystkich papierów dłużnych. W uzasadnieniu projektu rozporządzenia napisano, że metoda liniowa wytwarza w klientach TFI nieprawdziwe postrzeganie funduszy dłużnych jako produktów o niskiej zmienności i tym samym wysokim bezpieczeństwie, utożsamianych z bezpieczną lokatą. W tej metodzie wartość obligacji to bowiem 100 proc. nominału powiększane codziennie o taką kwotę odsetek, jaka proporcjonalnie przypada na każdy dzień z podziału kuponu za aktualny okres odsetkowy.

Praktycznym skutkiem zmian w metodzie wyceny będzie prawdopodobnie zwiększenie zmienności wartości jednostek. Krzysztof Bratos, szef bankowości prywatnej w mBanku, przyznaje, że po publikacji planów Ministerstwa Finansów wzięto w banku ponownie pod lupę fundusze, korzystające z wyceny liniowej i wskazano klientom te rozwiązania, podkreślając, że ryzyko niektórych instrumentów wzrosło w porównaniu z momentem, w którym klienci kupowali jednostki. mBank jest jednym z największych dystrybutorów wśród tych, którzy mają tzw. otwartą architekturę, czyli sprzedają jednostki różnych TFI.

Intencje i czyny

Adam Dakowicz, prezes Agio Funds, w rozmowie z „PB” przekonuje, że w jego ocenie istnieją wystarczające podstawy pozwalające przypuszczać, że doradcy banku przekazywali klientom nieuzgodnione z towarzystwem informacje, mogące wprowadzać ich w błąd.

— Obserwując skalę odkupień jednostek uczestnictwa, realizowanych za pośrednictwem tego dystrybutora, jesteśmy przekonani, że działania te miały wpływ na decyzje inwestycyjne klientów. Pomimo naszego dwukrotnego wezwania do zaprzestania komunikowania nieuzgodnionych treści, dystrybutor nie zaprzestał swoich praktyk. W trosce o bezpieczeństwo inwestycji uczestników naszych funduszy podjęliśmy decyzję o rozwiązaniu umowy w trybie natychmiastowym — mówi Adam Dakowicz.

Z przedstawionych przez niego pism, wysyłanych do sprzedawców mBanku przez dyrektorów regionu wynika, że zwracali oni uwagę na problem z wyceną liniową w kilku funduszach, w tym Agio Kapitał, skutkującą niską zmiennością, a tym samym potencjalnie błędnym postrzeganiem ryzyka danego rozwiązania w ocenie klientów.

„Klienci, którzy kupili „prawie lokaty’ w ich mniemaniu zobaczą zmienność i może to powodować nerwowe ruchy z ich strony, czyli zwiększone umorzenia w tych rozwiązaniach. Jeśli tak się stanie, będzie to miało destrukcyjny wpływ na portfele tych funduszy. Zarządzający będzie sprzedawał w pierwszej kolejności aktywa o większym poziomie bezpieczeństwa” — wynika z pisma, które zawiera zalecenie kontaktu z klientami w celu wyartykułowania ryzyka, które jest na horyzoncie.

„Jeśli ten scenariusz ulegnie materializacji, portfel Pana/Pani funduszu będzie dużo gorszej jakości kredytowej” — dodano.

— W ostatnim tygodniu odnotowaliśmy kilkadziesiąt kontaktów od klientów mBanku. Po wyjaśnieniu sytuacji większość klientów decyduje się kontynuować inwestowanie z AgioFunds TFI, z racji zadowolenia z osiąganych wyników inwestycyjnych — mówi Adam Dakowicz.

— Straszenie tym, że zmiana ewentualnego modelu wyceny obligacji korporacyjnych w Polsce zmieni radykalnie wahania wycen funduszy jest sporym nadużyciem — dodaje Zbigniew Kowalczyk, zarządzający funduszem Agio Kapitał, który uważa, że zmienność notowań nie ulegnie istotnej zmianie.

Jego zdaniem, Polski rynek obligacji korporacyjnych jest specyficzny, ponieważ większość obligacji korporacyjnych jest emitowanych przy zmiennym oprocentowaniu, przez co są one bardziej odporne na zmiany otoczenia makroekonomicznego. Za granicą częściej mamy do czynienia z emisjami o stałym oprocentowaniu, czego konsekwencją jest wpływ uwarunkowań makro na wahania ich wycen.

Skutki audytu

Przedstawiciele mBanku odpierają zarzuty szefa Agio Funds TFI. Jak informują, do przeglądu funduszy, znajdujących się w ofercie, zabrali się wiosną tego roku.

— Po sprawie GetBacku zmieniła się sytuacja na rynku obligacji korporacyjnych. Fundusze tego typu obligacji stały się też niewspółmiernie duże w stosunku do wielkości rynku, co oznacza, że zwiększyło się ryzyko płynności. Do tego doszła dyrektywa unijna dotycząca nazewnictwa funduszy i MIFID II — mówi Bartosz Pawłowski, CIO w bankowości prywatnej mBanku.

— Zapytaliśmy wszystkich partnerów o m.in. sposób wyceny obligacji, średnią zapadalność instrumentów z portfela, skalę koncentracji i zaangażowania w obligacje korporacyjne — dodaje Krzysztof Bratos.

Po audycie na nowo oceniono poszczególne fundusze, co w niektórych przypadkach doprowadziło do nadania nowej oceny ryzyka.

— Najmniejszy problem był z zagranicznym towarzystwami, dość dobrze wyszedł przegląd funduszy TFI, należących do grup bankowych i ubezpieczeniowych, największa dyskusja była natomiast z niezależnymi TFI. Poinformowaliśmy ich, że w wybranych przypadkach ich fundusze zostaną przeklasyfikowane — mówi Krzysztof Bratos, który podkreśla, że celem audytu nie było zniechęcenie partnerów do współpracy, ale działanie w interesie klientów.

Przedstawiciele mBanku przyklaskują planom resortu finansów, zmierzającym do wyeliminowania wyceny liniowej. Ich zdaniem, taka wycena zaciemnia obraz ryzyka, a obecność w portfelu papierów dłużnych, w przypadku których rynek jest niepłynny, zwielokrotnia ryzyko.

— Jak sprzedać takie papiery w przypadku większych umorzeń? — pyta Bartosz Pawłowski, który uważa, że wycena rynkowa wymusza dyscyplinę na zarządzających funduszami.

— Jeśli TFI upiera się przy wycenie liniowej, to niech tak będzie, ale jako dystrybutor musimy wiedzieć, co jest w portfelach — dodaje CIO w bankowości prywatnej, który postuluje zwiększenie częstotliwości publikacji sprawozdań finansowych przez fundusze.

Teraz robią to zwykle dwa razy w roku, choć brak jest jakichkolwiek przeszkód prawnych, aby robiły to częściej.

— Brak powszechności tego rodzaju publikacji stanowi wynik decyzji podejmowanych przez TFI będących organami funduszy — mówi Jacek Barszczewski, p.o. dyrektor departamentu komunikacji społecznej w UKNF, który rozwiewa jednak nadzieje na to, że nadzorca zdecyduje się na zaostrzenie wymagań.

— Obowiązujący stan prawny umożliwia prezentowanie tego rodzaju informacji, w związku z czym brak jest potrzeby wprowadzania jakichkolwiek zmian przepisów prawa w tym zakresie — dodaje. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Banki / Mała wojna o duże pieniądze