Między nami ministrami

Agnieszka Berger, Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 2007-03-06 00:00

ROZMOWA Piotr Woźniak, minister gospodarki, chce, aby spółki o specjalnym znaczeniu dla państwa przeszły pod jego kontrolę. Ale ma kłopot. Z kolegą z gabinetu.

„Puls Biznesu”: Szef pana gabinetu politycznego zadzwonił do nas po lekturze tekstu o konflikcie Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP) z Ministerstwem Gospodarki (MG).

Piotr Woźniak: O domniemanym konflikcie, chcieliście państwo powiedzieć. Nie ma konfliktu.

Nie ma?

Tylko bieżące spory, które wychodzą w praniu. Bardzo nam doskwiera brak możliwości bezpośredniego wpływu na organy korporacyjne. To utrudnia pracę, a czasem ją opóźnia. Jak człowiek, który biegnie na długim dystansie, potyka się o wystający patyk, tak szczególnie opóźnienia decyzyjne — nie zawsze wynikające ze złej woli, niemrawości czy z siermięgi biurokratycznej, lecz spowodowane procedurami — koszmarnie komplikują sprawę. Wystarczy, że jeden z dyrektorów u mnie albo w skarbie ma katar, idzie na urlop i już jest problem, bo nie ma łącznika. Nie mogę wydać polecenia dyrektorowi w MSP, a minister skarbu — mojemu.

Chce pan przejąć kontrolę nad spółkami podlegającymi MSP?

Dzielę spółki na takie, które powinny być sprywatyzowane — szybko czy wolno — i na takie, których nie należy prywatyzować. Tych ostatnich jest niewiele. Nie mówię o tempie. Coś, co ma być sprywatyzowane, nie musi być sprywatyzowane jutro, może to nastąpić za 10 lat. I do tych tworów, jako minister gospodarki, żadnych pretensji sobie nie roszczę. Są jednak takie spółki, jak Państwowa Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ), Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP), spółki przesyłowe w energetyce, które nie będą nigdy sprzedane. Nawet w jednym procencie. I te powinny podlegać Ministerstwu Gospodarki.

Rozmawiał pan o tym pomyśle z premierem?

Z obydwoma, z którymi pracowałem. Najpierw z jednym, a potem z drugim.

Jaka jest różnica między poglądami na ten temat premierów Marcinkiewicza i Kaczyńskiego? Bo rozumiemy, że premiera Marcinkiewicza nie udało się panu przekonać do swojej koncepcji?

Nie zdążyłem. To bardzo trudne, ponieważ wymaga wyjęcia spod domeny ministra skarbu jakiejś części jego administracji. Żadna biurokracja nie lubi takich zmian.

Powiedzmy, że nas pan przekonał. Ale nie przekonał pan premiera Marcinkiewicza. A premiera Kaczyńskiego?

Wciąż go przekonuję. Zostało to także zawarte w projekcie tzw. ustawy działowej.

Co na to resort skarbu?

Jeszcze się do tego nie odniósł. Projekt ustawy jest w ustaleniach międzyresortowych.

Nie rozmawiał pan o tym z Wojciechem Jasińskim?

Ja mu to permanentnie powtarzam.

Co on na to?

Permanentnie nie odpowiada.

Dlaczego? Szwankuje komunikacja w rządzie, i to na najwyższym szczeblu?

Nie. Potrzeba czasu na podjęcie decyzji o takiej zmianie.

Czyli minister Jasiński odsyła pana piętro wyżej?

Zmiana ustawy działowej nie leży w kompetencjach ani jednego, ani drugiego ministra, tylko w gestii premiera.

Gdybyście się dogadali, łatwiej byłoby przekonać premiera.

Na pewno.

Tylko że na razie Wojciech Jasiński nie jest pana sojusznikiem we wspieraniu tej idei.

Moim zdaniem, nie jest jeszcze do niej przekonany. Ale ja nie ustaję w wysiłkach.

Nadzór nad spółkami, które nie będą sprywatyzowane, to jedyne pole sporu?

To nie pole sporu, lecz autorski pomysł ministra gospodarki. Jest jeszcze jedna sprawa: jeśli jakiś sektor podlega tak głębokiej restrukturyzacji jak górnictwo czy elektroenergetyka, to do czasu jej zakończenia wszystkie decyzje powinny zapadać w jednym miejscu. Oczywiście przy odpowiednim trybie kontroli i nadzoru, z udziałem zespołów sterujących, złożonych m.in. z przedstawicieli resortów skarbu i gospodarki, jak też Urzędu Regulacji Energetyki (URE), Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) oraz Ministerstwa Finansów (MF). Dla większych projektów powołuje się interdyscyplinarne zespoły, więc nie chodzi o to, by uciec spod kontroli. Przy tak dużych projektach restrukturyzacyjnych nadzór właścicielski powinien pozostawać w jednym ręku.

Czyim?

Ministra gospodarki.

Czyli minister gospodarki powinien być walnym zgromadzeniem?

Na czas restrukturyzacji tak. Ponadto, podobnie jak to się robi w firmach, można określić czas albo warunek, którego spełnienie powoduje, że konkretne sektory wracają tam, skąd przyszły. Czyli pod kuratelę resortu skarbu. Z wyjątkiem operatora sieci przesyłowych. Tu twardo stoję na stanowisku, że powinni pozostawać w rękach ministra gospodarki.

O tym też rozmawialiście z MSP?

Oczywiście, choć wiele obszarów pozostało niedookreślonych, bo najtwardsze argumenty zostawia się na koniec.

Czego się pan spodziewa?

Najważniejszym kontrargumentem ministra skarbu będzie zapewne to, że takie rozwiązanie sprowadzi rolę jego resortu do roli ministerstwa prywatyzacji. Ja chcę takiego podziału. Choć jeśli premier zdecyduje, żebym działał w zakresie swoich obecnych kompetencji — to tak będzie.

A dlaczego nie przenieść tych uprawnień do MSP? Minister skarbu może powiedzieć, że to on nadzoruje spółki energetyczne, ma wszystkie narzędzia w rękach, w dużej mierze tworzył program.

Za bezpieczeństwo energetyczne odpowiada minister gospodarki. Nie musi tak być, może być kto inny, np. szef resortu skarbu, ale na razie to on za to odpowiada.

Są jeszcze jakieś inne niedogodności utrudniające panu pracę ze względu na podział kompetencji w resortach gospodarki i skarbu?

Nie ma.

Nie kłóciliście się np. o stocznie?

To już kwestia ARP. Nie mamy ambicji posiadania stoczni, chcemy je sprzedać, i to jak najszybciej.

Minister Jasiński też mówi, że chce.

Tylko że minister Jasiński mówi, że chce, i ma do tego instrumenty. Ja mówię, że chcę, ale ich nie mam.

Jak premier ocenia podział uprawnień?

Trwają konsultacje międzyresortowe projektu ustawy, a to oznacza, że obnaża się główna oś sporu. Zobaczymy, jaki będzie skutek. Z całą pewnością usprawniłoby to proces decyzyjny: w przypadku stoczni będzie to prywatyzacja, w energetyce — restrukturyzacja. Chodzi zatem o dwa dość proste i zwyczajne cięcia. Ministrowie przychodzą i odchodzą, a sektory zostają, a dziś są bardzo niedoinwestowane.

Może warto połączyć oba resorty?

Z mojego punktu widzenia jest to kompletnie obojętne. Minister gospodarki zajmuje się gospodarką na co dzień: planuje, prognozuje, projektuje strategie, programy. Nie mam ambicji prywatyzacyjnych.

Gdyby resort skarbu stał się jedną z komórek MG, dwa problemy, o których mówił pan wcześniej, zniknęłyby same.

Tak.

Więc nie jest to zupełnie bez znaczenia.

Tylko że dostalibyśmy ogromny bagaż, około 1,7 tys. przedsiębiorstw i różnych spółek do sprywatyzowania.

Zająłby się nim Departament Prywatyzacji resortu gospodarki.

Nie, to jest jednak olbrzymi aparat. Powstałoby ogromne przedsięwzięcie.

Niemożliwe do zrealizowania?

Teoretycznie możliwe. Można spróbować nadzorować 1700 pojedynczych spółek.

Skarb próbuje.

Nic złego o skarbie nie powiem.

Jeśli nie tworzenie molocha, to może zwiększenie roli ministra gospodarki w rządzie m.in. dzięki nadaniu mu funkcji wicepremiera odpowiedzialnego za politykę gospodarczą rządu?

Za sprawy gospodarcze na końcu odpowiada premier. To jest dobre umocowanie kompetencji. Trudno wyważyć, czy wicepremierem ds. gospodarczych powinien być minister finansów czy minister gospodarki. Minister finansów jest strażnikiem finansów państwa. Nie widzę przeszkód, by to on pełnił tę rolę.

Czy pana ministerstwu przydałoby się poszerzenie obecnych kompetencji — oprócz tych dwóch spraw, o których pan wspomniał?

Więcej nie potrzeba.

I żadnego sporu personalnego między panem a ministrem Jasińskim nie ma?

Nie. Nie ma powodów, by był.

Jak premier ocenił pana działalność w resorcie?

Wydaje mi się, że pozytywnie.

Nie powiedział panu?

Nie stawiał stopni. Rozdawał kartki: żółte i czerwone, ale nie dostałem żadnej. Ustawił natomiast trochę inaczej, niż miałem do tej pory, hierarchię priorytetów.

To znaczy?

Zajmujemy się wieloma rzeczami, np. inwestycjami, programami wieloletnimi, specjalnymi strefami ekonomicznymi, ściąganiem inwestorów poprzez PAIIZ, tzw. reformą regulacji itd. Premier w czasie przeglądu położył jednak nacisk na sprawy energetyczne, na dokończenie programu dla tego sektora.

Czy premier zgodził się na przeniesienie z MSP do MG kompetencji w energetyce na czas realizacji programu?

Premier o tym wie.

Podobno był pan ostatnio na dywaniku?

Ja się stawiam bardzo często na dywaniku, podobnie jak inni ministrowie. To naturalne, że premier spotyka się regularnie z szefami resortów.

Jak pan obstawia swoje szanse?

Na 100 proc. Inaczej bym o to nie walczył. n

Nadzieja dla mniejszych

Wojciech Jasiński, minister skarbu, ma opinię hamulcowego prywatyzacji, niechętnego ograniczaniu państwowej kontroli nad spółkami i gospodarką. Przygotowany przez jego resort projekt ustawy o nadzorze właścicielskim i przekształceniach własnościowych budzi jednak nadzieję na prywatyzację małych i średnich państwowych firm.

Stary problem:

Krótka historia resortów skarbu i gospodarki obfituje w napięcia niezależnie od tego, kto pozostaje u władzy. Konflikty dotyczyły zwykle kompetencji obu ministerstw i tego, jak ich szefowie postrzegali swą rolę w rządzie. Pole przenikania się wpływów obu resortów wywoływało liczne napięcia. Wydaje się, że między ministrami w rządzie Jarosława Kaczyńskiego też iskrzy.

Kwestia bezpieczeństwa

Część postulatów ministra gospodarki o podziale kompetencji w nadzorze nad państwową energetyką znalazła odbicie w przygotowanym przez resort projekcie nowelizacji ustawy o działach gospodarki i zasadach wykonywania uprawnień przysługujących skarbowi państwa. Ministerstwo Gospodarki zaproponowało przeniesienie pod swoje skrzydła spółek operatorskich — Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, PSE-Operator i Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych Przyjaźń. Pełną listę miałaby ustalić Rada Ministrów w drodze rozporządzenia. Resort argumentuje, że bezpośredniej kontroli potrzebuje do zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego. Podkreśla też, że to jemu rząd powierzył realizację programu dla energetyki.

Kolos pod kontrolą

Rząd uczynił ministra gospodarki odpowiedzialnym za realizację programu konsolidacji branży energetycznej. To jeden ze sztandarowych projektów gospodarczych ekipy Jarosława Kaczyńskiego. Docelowo na rynku mają powstać dwie duże i dwie mniejsze państwowe grupy. Nad największą z nich, Polską Grupą Energetyczną (PGE), państwo zamierza zachować kontrolę kapitałową. W jej skład wejdą aktywa pozostałe po wydzieleniu z Polskich Sieci Elektroenergetycznych majątku przesyłowego (sieci trafią w ręce państwowych PSE-Operator), największa w kraju grupa producentów energii — BOT Górnictwo i Energetyka, Zespół Elektrowni Dolna Odra i osiem spółek dystrybucyjnych ze wschodniej Polski. Mniejszościowy pakiet akcji PGE ma trafić na giełdę.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce Energa Obrót

Możesz zainteresować się również: