Mikrorewolucja pachnie nawet fiołkiem

Solony karmel, masło i żółtka, smak jak za dawnych lat — producenci pączków dwoją się i troją, by przyciągnąć jeszcze więcej klientów w tłusty czwartek

Najbardziej tłusty dzień roku to nie tylko zawody w pracy, kto zje więcej, kolejki do cukierni i palce ubrudzone lukrem. To też widok żywnościowych trendów i mikrorewolucji, która dotarła do pączków.

REDAKCYJNA STATYSTYKA: Dziennikarz-rekordzista „Pulsu Biznesu” zamierza zjeść 12,5 pączka. Są też tacy, którzy zapewniają, że zjedzą ich... zero. Autorka tekstu zapowiada spożycie co najmniej… pięciu.
Zobacz więcej

REDAKCYJNA STATYSTYKA: Dziennikarz-rekordzista „Pulsu Biznesu” zamierza zjeść 12,5 pączka. Są też tacy, którzy zapewniają, że zjedzą ich... zero. Autorka tekstu zapowiada spożycie co najmniej… pięciu. Fot. Marek Wiśniewski

Po pierwsze naturalność.

— Nasz produkt jest w 100 proc. naturalny, wykorzystujemy tylko najlepsze sprawdzone składniki, nie dodajemy konserwantów, emulgatorów, słodzików i wzmacniaczy smaku. Staramy się zachować w ten sposób tradycję i wierzymy, że konsument to doceni — mówi Michał Wólczyński, szef cukierni A. Blikle.

— Pączki przechodzą mikrorewolucję, jaką przeszły inne produkty żywnościowe na rynku — producenci próbują przyciągać klientów jakością, naturalnymi składnikami/czystą etykietą. W naszej cukierni podkreślamy używanie jakościowych surowców bez korzystania ze spulchniaczy, margaryny oraz tańszych zamienników i tak samo jest też z pączkami. Korzystamy z prawdziwego masła, a nie margaryny. Pączki są przygotowywane na mleku, na żółtkach — dodaje Paweł Sypniewski, twórca Sucré, spółki znanej z francuskich makaroników i lodów.

Po drugie tradycja. Dla A. Bliklego pączki to biznes całoroczny i produkt kultowy. Michał Wólczyński informuje, że w tłusty czwartek firma sprzedaje w swoich lokalach tyle pączków, ile średnio w ciągu całego miesiąca. W Sucré pączki są ten jeden dzień w roku, przynajmniej na razie.

— Być może w przyszłości włączymy je do stałej oferty. Natomiast dziś nie można ich nie mieć w cukierni — dodaje Paweł Sypniewski.

Podkreśla jednak, że skład i sposób wytwarzania pączków tylko na ten jeden dzień służą temu, by miały one smak domowych, jaki pamiętamy z przeszłości.

— My mamy pączki w ofercie całorocznej, poza miesiącami letnimi, bo konsumenci o nie pytają, i to coraz częściej. Tak jak dla Amerykanów oczywiste jest regularne sięganie po donuta, tak dla nas po pączka. Konsumenci mają dość poszukiwania nowości na siłę i wracają do tradycji. To po polskiego pączka chcą też sięgnąć nasi emigranci, gdy przyjeżdżają do kraju — mówi Zdzisław Bartelak, współwłaściciel Consonni, producenta i właściciela cukierni słynących m.in. z ciast drożdżowych.

Po trzecie smakowy wabik.

— Prym wiodą tradycyjne pączki z różanym nadzieniem, ale staramy się, tak jak w przypadku lodów naturalnych, urozmaicać smaki ciekawymi propozycjami — w tym roku poza klasyczną różą będzie czarna porzeczka z fiołkiem i solony karmel. Konsumenci chętnie spróbują czegoś nowego, ale najlepiej sprzedającym się smakiem od lat pozostaje róża — mówi Paweł Sypniewski.

Do stałych smaków Michał Wólczyński dodaje czarny bez i śliwkę, a Zdzisław Bartelak — wiśnię. Tu kusić można też po prostu większą ilością nadzienia.

— Polacy są przyzwyczajeni do pewnych smaków. Wszelkie wynalazki to raczej wabik, a nie widoczna skala sprzedaży — dodaje Zdzisław Bartelak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Mikrorewolucja pachnie nawet fiołkiem