Na wypadek wojny się nie ubezpieczysz

Polisy: Żaden ubezpieczyciel nie weźmie na siebie odpowiedzialności za zniszczenie majątku w wyniku wojny. To ryzyko, które wymyka się statystykom

Wojna toczy się zaledwie nieco ponad tysiąc kilometrów od naszych granic. Co, jeśli je przekroczy? Firmy, które w przypływie takich refleksji martwią się głównie o swój majątek, informujemy — żaden ubezpieczyciel nie weźmie na siebie odpowiedzialności za skutki zniszczenia mienia w wyniku wojny.

FOT. Bloomberg
Zobacz więcej

FOT. Bloomberg

— Wszyscy ubezpieczyciele majątkowi na naszym rynku wyłączają z ochrony standardowych ubezpieczeń majątkowych rodzaju ryzyka związane z wojną, stanem wojennym, powstaniem zbrojnym i innymi zdarzeniami o charakterze politycznym, w tym także nacjonalizacją, konfiskatą i tym podobne. Nie funkcjonują także w tych polisach żadne dodatkowe klauzule czy rozszerzenia, które umożliwiałyby włączenie takich rodzajów ryzyk do ochrony w ramach powszechnej oferty — mówi Michał Kiesiński, dyrektor biura rozwoju w EIB.

Bezwzględne wyłączenie

Ubezpieczyciele zapytani, czy istnieje jednak jakakolwiek możliwość ubezpieczenia majątku na wypadek wojny, kręcą nosami. Temat jest dla nich trudny i delikatny.

— Czy w ogóle mamy jeszcze do czynienia z ryzykiem? — retorycznie pyta przedstawiciel jednej z firm, sugerując, że ubezpieczenia mają zabezpieczać na wypadek zdarzeń przyszłych i niepewnych, a nie… pewnych.

— Wyłączenie ryzyka wojny jest powszechnie stosowane przez ubezpieczycieli na rynku polskim i międzynarodowym — mówi Michał Witkowski, rzecznik PZU.

— Ryzyko to jest wyłączone zarówno z zakresu ochrony zarówno w pakiecie MSP, jak i w ubezpieczeniach korporacyjnych — wtóruje mu Mikołaj Orzechowski, kierownik ubezpieczeń korporacyjnych, z departamentu Ubezpieczeń Majątkowych w spółce Uniqa. Ubezpieczyciele potwierdzają także brak istnienia jakichkolwiek klauzul rozszerzających ochronę o ryzyko wojny.

— Można ją rozszerzyć o terroryzm, zamieszki, strajki czy rozruchy, ale o działania wojenne nie — informuje Marcin Golko, zastępca dyrektora Biura Ubezpieczeń Małych i Średnich Przedsiębiorstw w Ergo Hestii. Szansę na objęcie ochroną tego ryzyka mają tylko najbardziej zdesperowane firmy, a właściwie — korporacje, które na to stać.

— Możliwość wykupienia ochrony dla ryzyka związanego z wojną istnieje na bazie indywidualnych uzgodnień z ubezpieczycielem. Nasi lokalni ubezpieczycielenie mają własnego know-how, trzeba więc ochrony szukać na zagranicznych rynkach. Najbardziej popularnym jest rynek londyński, a w szczególności rynek Lloyd’s na którym funkcjonują wyspecjalizowane syndykaty oferujące ochronę ubezpieczeniową, m.in. dla rodzajów ryzyka wojennego. Trzeba też pamiętać, że ubezpieczyciele zaoferują taką ochronę raczej dużym, kluczowym klientom, którzy chcą zabezpieczyć majątek o wysokiej wartości. Firmy z segmentu MSP także mogą próbować rozmawiać na temat takiej ochrony, ale trzeba pamiętać, że jeżeli w ogóle będzie taka możliwość, wiązać się może ze sporym kosztem — tłumaczy Michał Kiesiński.

— Składka za taką ochronę byłaby wysoka — przyznaje Marcin Tarczyński, analityk Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). Ponadto będzie to możliwe, kiedy realnego ryzyka wojny jeszcze nie ma. — Sytuacja z ubezpieczeniem wojny w kraju, gdzie konflikt już trwa, jest analogiczna do próby ubezpieczenia domu od powodzi, w sytuacji gdy mieszkamy nad rzeką, a fala powodziowa jest np. o dwa dni od domu — tłumaczy Mikołaj Orzechowski.

Jednak jego zdaniem, dzisiaj jeszcze o ubezpieczeniu takiego ryzyka można rozmawiać. — Ze względu na przynależność Polski do Unii Europejskiej i NATO nie widzimy w tej chwili podwyższonego ryzyka politycznego dla mienia zlokalizowanego na stałe na terenie Polski — mówi przedstawiciel Uniqi.

Na wojnę nie ma sposobu

Ubezpieczyciele unikają odpowiedzialności za skutki wojny, ponieważ nie są w stanie tego ryzyka ująć w żadne ramy. Nie istnieje model, który umożliwiałby jego oszacowanie.

— Można na przykład oszacować prawdopodobieństwo i rozmiar potencjalnych skutków takich zdarzeń losowych jak uderzenie pioruna czy powódź, na podstawie doświadczeń, danych historycznych, miejsca położenia przedmiotu ubezpieczenia i tak dalej. Ubezpieczyciele zbierają podobne dane od dziesięcioleci. Natomiast prawdopodobieństwo wojny nie charakteryzuje się żadnymi prawami. Jeszcze trudniej w tym przypadku przewidzieć ewentualną skalę strat — objaśnia Michał Kiesiński.

— Ponadto szkody występujące podczas wojny mają charakter masowy, ciągły i niejako nawarstwiający się — dodaje Marcin Tarczyński. Mikołaj Orzechowski tłumaczy, że problemem w sytuacji realizacji takiego ryzyka mogłaby być wypłacalność.

— Jest prawie pewne, że w razie wojny fundusz ubezpieczeniowy oraz pojemności reasekuracyjne zostaną wyczerpane. W konsekwencji nie byłoby możliwości wypłacania jakichkolwiek odszkodowań — mówi Mikołaj Orzechowski. Trzeba też pamiętać, że w sytuacji wojny prawdopodobieństwo zachwiania działalności gospodarczej danego obszaru jest duże. — Zachwiane może zatem zostać również normalne funkcjonowanie towarzystwa ubezpieczeń — zwraca uwagę Anna Zielińska, zastępca dyrektora biura STBU w Warszawie.

Transport i należności z ochroną

Istnieją jednak obszary, gdzie ubezpieczyciele obejmują ochroną ryzyko polityczne. Taka ochrona funkcjonuje na przykład w ubezpieczeniach transportów międzynarodowych.

— Ryzyko wojny można włączyć za pomocą odpowiedniej instytutowej klauzuli ładunkowej. Ale istnieją tu różnego rodzaju obostrzenia. Na przykład polisa nie obejmie miejsc z listy krajów o podwyższonym ryzyku politycznym. Jeśli transport będzie przebiegał przez teren takiego kraju, ochrona może w tym miejscu nie zadziałać. Jest jednak możliwość włączenia do ochrony miejsc, w których z góry wiadomo, że prowadzone są działania wojenne lub zbrojne, na bazie odrębnego uzgodnienia i za opłatą dodatkowej składki — tłumaczy Michał Kiesiński. Innego zdania jest Mikołaj Orzechowski.

— Gdy z góry wiadomo, że transport będzie się odbywał przez kraj, w którym trwają działania wojenne, ryzyka wojny nie będzie można ubezpieczyć — twierdzi Mikołaj Orzechowski.

Na wypadek wojny można także ubezpieczyć sprzęt i ludzi, którzy są wysyłani na tereny objęte konfliktem. Chodzi m.in. o dziennikarzy a także sprzęt wojenny czy budowlany.

— W tym zakresie funkcjonują specjalistyczne ubezpieczenia, które oferują również ubezpieczyciele na naszym rynku — mówi Michał Kiesiński. W przypadku dziennikarzy można na przykład rozszerzyć ubezpieczenie NNW o tereny działań wojennych. — Taka polisa nie obejmie jednak tzw. aktywnego uczestnictwa w działaniach zbrojnych — przestrzega Anna Zielińska. Ochronę na wypadek wojny znajdziemy również w ubezpieczeniach należności handlowych.

— Przykładem może być dedykowany produkt KUKE Polisa na Wschód z gwarancjami skarbu państwa, zapewniający ochronę w krajach o podwyższonym ryzyku politycznym takich jak Rosja, Ukraina czy Białoruś. Ubezpieczenie ochroni firmę w przypadku braku otrzymania płatności od kontrahenta w wyniku zdarzeń, takich jak brak możliwości dokonania transferu pieniędzy z przyczyn prawno–administracyjnych, wojna, zamieszki, działanie siły wyższej — mówi Mateusz Morze, broker specjalista w spółce Marsh.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Na wypadek wojny się nie ubezpieczysz