„Nabici” kontra mBank - sąd odroczył rozprawę

Dziś miała odbyć się ostatnia przed wyrokiem rozprawa w sporze zbiorowym frankowiczów z kredytodawcą. Wiele miało zależeć od biegłego, który przygotował… cztery sprzeczne ekspertyzy. Sąd jednak odroczył rozprawę.

„Nabici w mBank”, jak nazwała się przed laty grupa frankowiczów, napsuła kredytodawcy sporo krwi, a na koniec miała mu zepsuć długi majowy weekend. We wtorek miała odbyć się prawdopodobnie ostatnia rozprawa przed wydaniem wyroku w sprawie pozwu zbiorowego wytoczonego bankowi przez grupę ponad 1,2 tys. posiadaczy kredytów frankowych. Sąd Okręgowy w Łodzi, który zajmuje się sprawą, zamknął już listę świadków do przesłuchania. Miał wysłuchać jeszcze tylko biegłego i zapoznać się ze stanowiskami stron.

MŁYNY SPRAWIEDLIWOŚCI:
Zobacz więcej

MŁYNY SPRAWIEDLIWOŚCI:

Nowy wyrok w sprawie pozwu zbiorowego przeciw mBankowi zapadnie trzy lata po skutecznej kasacji poprzedniego (na zdjęciu Mirosław Bączyk, sędzia Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, członek składu orzekającego). Jest niemal pewne, że niezależnie od rozstrzygnięcia sprawa wróci do Sądu Najwyższego. Fot. Leszek Szyma/PAP

Jak poinformował PAP, sąd bezterminowo odroczył rozprawę z powodu konieczności uzupełnienia materiału dowodowego na wniosek pełnomocnika powodów. Zobowiązał bank do dostarczenia potrzebnych dokumentów. Jednocześnie sąd odrzucił wniosek pełnomocników banku o przesłuchanie kilku świadków, w tym prezesa mBanku. Nim sąd jednak podjął decyzję o odroczeniu rozprawy, wysłuchał biegłego z zakresu bankowości, finansów i ubezpieczeń.

Opinia eksperta ma kluczowe znaczenie, gdyż w postępowaniu na obecnym etapie ważniejsze od zawiłości prawnych było ustalenie, czy mBank jest winien pieniądze klientom, a jeśli tak, to ile. Udzielenie odpowiedzi na to pytanie należy do biegłego.

Dwa wyroki i kasacja

Przypomnijmy, że sprawa zaczęła się ponad osiem lat temu, tuż po wybuchu kryzysu finansowego. Pod koniec 2008 r., kiedy świat finansowy chwiał się w posadach, Bank Szwajcarski serią szybkich cięć obniżył stopy z 3 proc. do 0,5 proc. Podążył za nimi LIBOR, co z satysfakcją odnotowały tysiące polskich kredytobiorców zadłużonych we frankach szwajcarskich. Nie wszyscy — część klientów mBanku zorientowała się, że oprocentowanie ich kredytów nie tylko nie maleje, ale wręcz rośnie. Byli to kredytobiorcy z tzw. starego portfela kredytów, udzielanych do 2006 r., których oprocentowanie kształtował zarząd, a nie prosty mechanizm LIBOR plus marża. W umowie kredytowej był zapis, że wysokość raty zależy od parametrów makroekonomicznych i innych okoliczności wpływających na koszt finansowania. mBank nie był jedynym dostawcą kredytów hipotecznych, stosującym taką metodę — do czasu, aż UOKiK uznał, że jest to niedozwolony, bo nieprzejrzysty sposób ustalania kosztu kredytu, robiły to również m.in. Raiffeisen i Santander Consumer Bank.

Kredytobiorcy ze starego portfela — łącznie około 20 tys. osób — zauważyli, że kiedy w 2007 r. LIBOR szedł w górę, zarząd podwyższał oprocentowanie, powołując się na zmianę parametrów rynkowych. Kiedy jednak wskaźnik zanurkował, oprocentowanie ich kredytów za nim nie podążyło. Zaczęła się głośna kampania społeczna wymierzona w mBank z hasłami „mStop” i „nabici w mBank”. Próba mediacji zakończyła się fiaskiem. Bank oferował zamianę sposobu ustalania oprocentowania na LIBOR i marżę, tyle że według stawek obowiązujących w 2010 r., a kredytobiorcy żądali marży z 2006 r., kiedy zaciągali dług. Ostatecznie w grudniu 2010 r. grupa ponad 700 osób złożyła pozew zbiorowy przeciwko bankowi, domagając się rekompensaty z tytułu ponoszenia nieuzasadnionych, wyższych kosztów kredytu. Później do pozwu przystąpili kolejni kredytobiorcy i ostatecznie lista skarżących wydłużyła się do przeszło 1,2 tys. osób.

Początkowo sprawy w sądzie w Łodzi toczyły się po myśli powodów: w pierwszej i drugiej instancji zapadły korzystne dla nich wyroki. mBank nie składał jednak broni i odwołał się do Sądu Najwyższego. W 2015 r., podczas posiedzenia w pełnym składzie, sędziowie orzekli, że sercem są po stronie klientów, ale rozum i zdrowy rozsądek nakazują zwrócić sprawę do ponownego rozpoznania. W ocenie sądu wszystkie argumenty banku, poza jednym, były nietrafione. Mimo to wyrok w sprawie uznali za wadliwy. Nie wystarczy bowiem, jak zrobiły sądy dwóch pierwszych instancji, stwierdzić, że klauzula o zmiennym oprocentowaniu była niezgodna z prawem. Trzeba jeszcze zbadać, czy mBank w rzetelny sposób obliczał koszt kredytów, czy też faktycznie, jak twierdzą klienci, zawyżał go, żeby czerpać dodatkowe zyski.

Sąd Najwyższy stwierdził, że rachunek musi zrobić biegły, i wytknął Sądowi Apelacyjnemu w Łodzi, że przedwcześnie zrezygnował z jego pomocy.

Cztery ekspertyzy

Dzisiejsze przesłuchanie biegłego mogło więc mieć przełomowe znaczenie. Na zlecenie sądu przygotował on w ciągu dwóch lat cztery opinie, z których dwie pierwsze można uznać za idące po myśli mBanku, a dwie kolejne, będące rewizją poprzednich, za korzystne dla powodów. W pierwszej ekspertyzie, z marca 2016 r., biegły potwierdził to, co wcześniej mówił bank — że można sporządzić zamknięty katalog parametrów do ustalania oprocentowania (nie są one wymienione w umowie kredytowej) kredytów starego portfela. Przyznał, że mBank finansował się na rynkowych zasadach i nie zawyżał w sztuczny sposób kosztów finansowania. Następnie opracował model wzorcowego oprocentowania, jaki powinien był stosować pozwany, i korzystając z niego, przeliczył koszt kredytu dla wybranych umów. Okazało się, że w przypadku dwóch klientów koszty nie były zawyżane. mBank natychmiast uchwycił się tych wyliczeń, argumentując, że pozew zbiorowy jest bezzasadny, skoro w grupie skarżących są kredytobiorcy, którzy żadnych strat nie ponieśli.

Frankowicze mocno skrytykowali opinię i w sierpniu 2016 r. biegły przygotował drugą — podtrzymał jednak tezy z pierwszej ekspertyzy. We wrześniu 2017 r. ekspert przedłożył w sądzie trzecią opinię, zupełnie odmienną od dwóch poprzednich. Porzucił poprzedni model i prawidłowość obliczeń kosztów kredytów starego portfela ocenił, stosując standardowy parametr: LIBOR plus marża z momentu zaciągnięcia kredytu. mBank natychmiast podniósł, że przecież istota sporu dotyczy właśnie tego, że bank ustalał oprocentowanie samodzielnie, a nie na podstawie stawki LIBOR, zatem odwoływanie się do niej jest bezzasadne. W grudniu 2017 r. biegły przygotował czwartą i ostatnią opinię, w której podtrzymał obliczenia z czwartej ekspertyzy.

Autocasco z niezmienną stawką

Koncepcję z LIBOR i marżą skrytykował prof. Witold Orłowski. Jego opinia, przygotowana na zlecenie mBanku, została dołączona do akt sprawy. Profesor stwierdził, że kredyty ze starego portfela, z ruchomą marżą, różnią się od kredytów z marżą stałą rozkładem ryzyka między klientem a bankiem — w zamian za preferencyjne oprocentowanie kredytobiorca godzi się zaryzykować więcej. Jak wskazuje Witold Orłowski, stare kredyty w okresie przed wybuchem kryzysu były korzystniej oprocentowane niż kredyty bazujące na LIBOR — średnio o 0,8 proc. Po załamaniu rynku w 2008 r., kiedy stopy w Szwajcarii raptownie spadły, a dynamicznie w górę poszły koszty finansowania dla banków, relacja się odwróciła: kredyty z LIBOR były oprocentowane o 1,1 proc. niżej niż stary portfel. Profesor zwraca uwagę, że gdyby nie wybuch kryzysu, „nabici” prawdopodobnie nadal korzystaliby z bonifikaty. Jego zdaniem, nie można, jak zrobił to biegły, do obliczania wzorcowego oprocentowania używać stawki LIBOR plus marża z dnia zaciągnięcia kredytu, gdyż przypominałoby to sytuację kierowcy, który po rozbiciu samochodu zażądał od ubezpieczyciela stawek autocasco sprzed wypadku.

Nie udało nam się uzyskać komentarza od mBanku, jak również kancelarii reprezentującej pozywających.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Prawo / „Nabici” kontra mBank - sąd odroczył rozprawę