Najciekawsze przypadki krajowych blue chipów

Adrian Boczkowski
opublikowano: 03-02-2009, 00:00

Gaz i telefon są w cenie, benzyna, mieszkania i długi odstraszają inwestorów. Przed rokiem było zupełnie inaczej.

Gaz i telefon są w cenie, benzyna, mieszkania i długi odstraszają inwestorów. Przed rokiem było zupełnie inaczej.

Teoretycznie w gronie blue chipów powinny znajdować się największe, płynne spółki, które na giełdowym morzu są stabilne jak wielkie masowce. Kursy spółek z WIG20 powinny cechować się relatywnie wysoką stabilnością, a firmy powinny być przewidywalne. W naszych warunkach tak nie jest. Analitycy podają nam dużą porcję zamieszania (ostre cięcia wycen dla Biotonu, "zerowa" wycena Lotosu), kursy mocno się wahają, a sesyjne obroty niektórymi walorami nie przekraczają 1 mln zł.

Nie wszyscy akcjonariusze blue chipów mają jednak powody do narzekania. Podczas obecnej bessy można było znaleźć oparcie w spółkach defensywnych. Podczas gdy WIG20 zanurkował w rok o 46 proc., kursy TP czy PGNiG zniżkowały o 13-14 proc. Do tego w minionym miesiącu były 3-6 proc. na plusie. Inwestorzy mogą jednak znaleźć na parkiecie wiele paradoksów. Choć po głębszej analizie da się je racjonalnie wytłumaczyć, w pierwszej chwili mogą budzić zdziwienie (patrz opisy spółek z WIG20 obok).

Popatrzmy, co kryzys finansowy zrobił z wycenami trójmiejskich spółek z GPW. Przed rokiem odzieżowe LPP było warte 3,6 mld zł, podczas gdy paliwowy Lotos 4,4 mld zł. Ta strategiczna spółka kontrolowana przez skarb państwa wyceniana jest jednak obecnie na zaledwie 840 mln zł. Tymczasem właściciel marki Reserved trzyma formę. Jego kapitalizacja to wciąż prawie 2 mld zł. To 2,5 razy więcej niż spora rafineria, jaką jest Lotos. Krótkoterminowo jednak Lotos przyniesie stratę, a jego duże zadłużenie w dolarach, przeliczone na złote, mocno wzrosło (więcej o Lotosie dziś na s. 24).

Ciekawie wygląda mocne "bujanie" notowaniami największych krajowych banków, które odpowiadają w ponad 37 proc. za zachowanie WIG20. Zależnie od globalnych nastrojów do branży i naszego regionu obserwujemy dynamiczne spadki kursów, po czym następuje równie gwałtowny ruch powrotny w górę. Sprawni aktywni gracze mogli dzięki temu w drugiej połowie grudnia i na początku stycznia zarobić kilkadziesiąt procent. Warto pamiętać, że nie tylko podczas hossy można osiągać wysokie stopy zwro

Wielu rynkowych ekspertów zapowiada, że branża informatyczna jako jedna z pierwszych odczuje skutki spowolnienia gospodarki. Ucieczka z akcjonariatu Asseco Poland w ostatnich tygodniach nie była jednak uzasadniona. Kurs zachowuje się w tym roku stabilnie, choć niewiele powyżej październikowego dołka. Rozchwiane notowania z końca 2008 r. uspokoiły się, ale wzrosty może hamować ograniczanie zamówień z sektora budżetowego.

W rok kapitalizacja gdańskiej spółki stopniała o 80 proc., czyli o ponad 3,5 mld zł. Obecnie cały Lotos wyceniany jest na mniej niż 850 mln zł. Kapitalizacja konkurencyjnego Orlenu jest wyższa blisko 11 razy, przed-tem była wyższa tylko 4 razy. Lotos realizuje właśnie ambitny program inwestycyjny, który pozwoli na skokowy wzrost sprze-daży oleju napędowego. Balastem w oczach inwestorów jest jednak duże zadłużenie w drożejących dolarach oraz "zerowa" wycena Uni-credit CA IB. Broker jest jednak w trakcie jej aktualizacji.

WIG20 stracił w miesiąc około 10 proc., a gazowy monopolista zyskał na wartości 5 proc. Nie zaszkodziły mu nawet rosyjsko-ukraińskie przepychanki nad zaworami, które odcięły dostawy rosyjskiego gazu dla Europy. PGNiG urosło w oczach inwestorów dzięki zapasom błękitnego paliwa i własnemu wydobyciu. W trzy miesiące kurs PGNiG skoczył o 15 proc., a od październikowego dołka — o 26 proc. Trend wzrostowy trwa.

Bank kontrolowany przez skarb państwa jest obecnie tańszy o 6 proc. niż pod koniec listopada. Wtedy kurs zanurkował, by w niecały miesiąc wzlecieć o 35,5 proc. Jak na jedną z największych spółek z GPW to imponujący wynik. Bank nie zdążył zaangażować się na rynku opcji walutowych czy ryzykownych kredytów korporacyjnych, a baza depozytowa może budzić zazdrość konkurentów. Niewykluczone, że dzięki zdrowym fundamentom notowania PKO BP wkrótce odbiją się od dna.

Jeszcze kilka miesięcy temu rekomendacje analityków mówiły "kupuj", a roczna cena docelowa pozostawała trzycyfrowa. Sama wartość gruntów dewelopera miała dawać około 100 zł na akcję. Tymczasem inwestorzy dyskontują rynek klienta. Grunty są warte tyle, ile ktoś za nie zapłaci. Podobnie jak wybudowane już mieszkania. To spowodowało, że kurs znalazł się na równi pochyłej. Kapitalizacja wynosi obecnie około 420 mln zł (nieco powyżej 40 proc. wartości księgowej), podczas gdy przed rokiem te same aktywa były wyceniane przez rynek na 2,3 mld zł.

Telekom był wymieniany przez analityków i zarządzających jako dobry typ na bessę. Nie wiadomo czy to samospełniająca się przepowiednia, ale działa. Miesięczna stopa zwrotu jest na plusie, a do dna z październikowej giełdowej paniki brakuje kursowi 9 proc. Stabilność biznesu i notowań podobają się inwestorom, więc walory są w cenie. Kapitalizacja spółki utrzymuje się wciąż powyżej 25 mld zł.

Adrian Boczkowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu