Najpierw rekord, później płytka bessa

Przecena na parkiecie przy Książęcej powinna sprowadzić WIG o 14 proc. w dół, w porównaniu z obecnymi notowaniami, podpowiadają zależności historyczne

Od początku tygodnia indeks WIG zyskał 2,1 proc., wychodząc najwyżej od lipca 2007 r. Do zanotowanego 10,5 roku temu historycznego szczytu już niewiele, dlatego pobicie rekordu, jeśli nie w najbliższych dniach, to w najbliższych tygodniach, jest więcej niż prawdopodobne. Jednak wcale nie będzie ono oznaczać wygenerowania nowego sygnału kupna. Wszystko dlatego, że zwyżki WIG ogranicza bliskość kluczowego oporu, jakim jest górne ograniczenie opisującego 25 lat jego notowań klina zwyżkującego — podpowiada analiza techniczna.

WIG przekroczył 50 tys. pkt. w listopadzie 2016 r. Niespełna
rok później ustanowiono dotychczas niepobity rekord na poziomie 67,5 tys. pkt.
Wyświetl galerię [1/3]

WIG przekroczył 50 tys. pkt. w listopadzie 2016 r. Niespełna rok później ustanowiono dotychczas niepobity rekord na poziomie 67,5 tys. pkt. Fot. Grzegorz Kawecki

Zobacz także

Nawet wybicie z formacji górą będzie należało początkowo traktować zaledwie jako naruszenie oporu. Za tak ostrożnym podejściem przemawia fakt, że rynek wkroczył w fazę spadkową teoretycznego cyklu koniunkturalnego. Przyjrzeliśmy się bliżej, na czym polega owa cykliczność. W historii notowań głównego wskaźnika warszawskiej giełdy można wyodrębnić wyraźne cykle, których czas trwania to 40 miesięcy — dokładnie tyle, ile wynosi długość podstawowego cyklu koniunkturalnego w gospodarce. Jest wręcz zaskakujące, jak ściśle teoretyczny cykl zbiegał się w przeszłości z rzeczywistym kształtowaniem się notowań indeksu.

Rzeczywisty szczyt koniunktury zwykle wypadał w nie większym niż kilka miesięcy odstępie od szczytu teoretycznego, a wartość indeksu była wówczas zbliżona do pułapu, na którym przebiegał kluczowy długoterminowy opór. Mowa o górnym ograniczeniu klina — wyraźnie powyżej niego wypadły tylko szczyty baniek spekulacyjnych kulminujących w latach 1994 oraz 2007, a w statystycznym (uśrednionym) cyklu szczyt średnio wypadał zaledwie 7 proc. powyżej ograniczenia klina. Tymczasem dno następującej po hossie bessy, rozumiane jako ostatni (niekoniecznie najniższy) dołek przed zmianą trendu na wzrostowy, było ustanawiane przeciętnie po roku i pięciu miesiącach od teoretycznego szczytu hossy. Również w przypadku trendu spadkowego można było z przybliżeniem przewidzieć wysokość, na której ukształtuje się dno.

Aby to zrobić, przyjęliśmy podział na bessy głębokie oraz bessy płytkie, które dotychczas wypadały dokładnie naprzemiennie z tymi pierwszymi. W czterech głębokich bessach dno wypadało niemal dokładnie na dolnym ograniczeniu długoterminowego klina, przy czym statystyczny szczyt od statystycznego dołka dzielił rok i osiem miesięcy oraz spadek o 44 proc.

W pozostałych trzech łagodnych rynkach niedźwiedzia (w tym „płaskiej” lub „pędzącej” bessie lat 2004-05) WIG spadał przeciętnie w okolice połowy wysokości klina. Statystyczny szczyt spóźniał się w takiej płytkiej bessie o 7 miesięcy w porównaniu z teoretycznym momentem, kiedy powinien wypaść, jeśli brać pod uwagę wszystkie cykle. Od późniejszego statystycznego dołka szczyt dzieliło zaledwie sześć miesięcy, a zasięg spadku sięgał 22 proc. Jaki przebieg koniunktury w najbliższych miesiącach wynikałby z takiego modelu? Otóż WIG byłby o krok od wejścia w płytką, choć niekoniecznie spokojną, bessę.

W marcu WIG znajdzie się dokładnie w miejscu, gdzie statystycznie wypada spóźniony szczyt cyklu z płytką bessą (a jednocześnie minie osiem miesięcy od momentu wypadnięcia teoretycznego szczytu bez podziału na dwa rodzaje cykli). Gdyby wzór płytkiej bessy sprawdził się idealnie, to marcowy szczyt ustanowiono by o 10 proc. powyżej obecnych notowań WIG. Tymczasem następujący statystycznie po sześciu miesiącach dołek wypadłby na przełomie sierpnia i września w okolicach 56 tys. pkt., czyli połowy wysokości, jaką będzie wówczas miał klin. To dawałoby 14-procentowy potencjał spadkowy indeksu WIG w porównaniu z obecnymi notowaniami oraz 22-procentowy potencjał zniżek w porównaniu ze zbliżającym się zapewne szczytem hossy.

Następnie rozpoczynałaby się dwuletnia hossa, w czasie której WIG zyskałby 50 proc. w porównaniu z obecnymi notowaniami oraz 93 proc. względem poziomu, na którym wypadnie dno oczekiwanego rynku niedźwiedzia. Warto zauważyć, że taki scenariusz, choć oznaczałby bessę oraz zbliżoną do zera stopę zwrotu z WIG za najbliższe 12 miesięcy, w gruncie rzeczy byłby całkiem optymistyczny — już za rok wskaźnik odrobiłby całość strat w porównaniu z obecnie notowanym poziomem, po czym wróciłby do bicia kolejnych rekordów wszech czasów.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Najpierw rekord, później płytka bessa