Nie ma odwrotu od robotyzacji

  • Materiał partnera
opublikowano: 31-01-2021, 17:51

Rozmowa ze Stefanem Życzkowskim, prezesem firmy Astor.

Niech pan opowie o historii firmy Astor.

Założyliśmy firmę w grudniu 1987 r. razem z bratem i czterema wspólnikami. Nasze początki były związane ze sprzedażą komputerów i oprogramowania. Kapitał zakładowy wynosił 100 dolarów – co dzisiaj wydaje się małą kwotą, ale na ówczesne realia było to około czterech średnich pensji krajowych – odpowiednik 20 tys. zł obecnie. Co ciekawe, byliśmy 205. założoną spółką z o.o. jeszcze w starym rejestrze RHB.

Stefan Życzkowski, prezes Astor

W 2001 r. przebranżowiliśmy naszą firmę z komputerów na systemy sterowania, automatykę, robotykę i oprogramowanie przemysłowe. Dzisiaj zajmujemy się głównie sprzedażą tego typu rozwiązań fabrykom i większym przedsiębiorstwom.

W ostatnich czasach z oczywistych względów dużo mówi się o pandemii w kontekście jej wpływu na gospodarkę. Jak bardzo uderzyła w waszą firmę?

Nasza działalność jest bardzo odmienna od takich branż jak hotelarstwo czy gastronomia, które były dotknięte bezpośrednio przez obostrzenia. W początkowym okresie pandemii przewidywaliśmy, że głównym problemem w związku z COVID-19 będą terminy i ciągłość dostaw naszych klientów. Okazało się jednak, że największy wpływ wywarła ona na inwestycje, w które byliśmy zaangażowani. Wiele projektów było opóźnionych z powodu niepewności sytuacji. Udało nam się jednak odzyskać stabilizację i w okresie wakacyjnym zaczęliśmy funkcjonować w miarę normalnie. Oczywiście mieliśmy mniejsze wpływy, ale dzięki odpowiedniemu cięciu kosztów udało nam się finalnie zakończyć rok 2020 zgodnie z założeniami z jego początku. Nie był to łatwy okres, ale rezultat postrzegam jako sukces, patrząc na panującą sytuację.

Innym wpływem pandemii było zwiększenie zainteresowania robotyką. Wynika to głównie z tego, że wiele zakładów produkcyjnych ma problem nie z rynkiem zbytu, ale z mocami produkcyjnymi. Wiele osób nie chce wykonywać typowo fizycznej pracy, a pandemia i obostrzenia tylko pogłębiły tę tendencję. Przykładowo branża meblowa nie narzeka na brak popytu, ale brakuje jej rąk do pracy przy montażu produktów. Jest więc naturalne, że tego typu firmy szukają rozwiązań technologicznych, które mogłyby zastąpić człowieka w tym zakresie.

W ostatnich miesiącach zaangażowaliśmy się w kilka nowych projektów i początek roku uważam za dobry. Nasza branża stosunkowo lekko przeszła przez ostatni rok. Zdajemy sobie jednak sprawę, że wszyscy jesteśmy elementem układu „naczyń połączonych”. Kiedy nadejdzie najprawdopodobniej nieunikniony kryzys, wszyscy to odczujemy w postaci mniejszych obrotów, mniejszej liczby zamówień i niższych zysków.

Poruszył pan temat zastąpienia ludzkiej pracy maszynami. Wiele osób obawia się robotyzacji. Czy obawy o jej wpływ na rynek pracy są słuszne?

W 1988 r. byłem na praktykach w Szwajcarii. Już wówczas rząd tego kraju wprowadził program, którego celem było zastąpienie ludzi w pracach fizycznych i uwolnienie ich potencjału umysłowego. Tak naprawdę robotyzacja zabiera miejsca pracy, której i tak nikt nie chce już wykonywać. Szczególnie to widać u młodych ludzi. Przykładowo nie chcą spędzać ośmiu godzin dziennie w fabryce, przenosząc zgrzewki wody z taśmy na palety. Nie jest to przykład przypadkowy – jeszcze osiem lat temu w Polsce robiono to ręcznie.

Robotyzacja tak naprawdę otwiera nowe możliwości. Tworzy mnóstwo miejsc pracy przy programowaniu, projektowaniu, obsłudze, serwisowaniu i naprawianiu robotów. Jest to proces, który pozwala w pewnym sensie na „uczłowieczenie” pracy i pozwala pracownikowi na operowanie rozumem, a nie rękami. Z jednej strony ludzie obawiają się, że robotyzacja zabierze miejsca pracy. Z drugiej jednak, gdy to się dzieje, nikt po nich nie płacze, bo i tak nie były to prace wysoko opłacane ani przyjemne dla wykonujących je osób.

Często powtarzam, że lepiej pracować głową, a po pracy zagrać w piłkę albo w siatkówkę. Jestem głęboko przekonany, że młode pokolenie ma podobne odczucia.

BARTLOMIEJ TOKARCZYK

Astor jest bardzo zaangażowany w rozwój przemysłu 4.0 w Polsce i na świecie. Jak ocenia pan przebieg tego procesu w Polsce?

Przemysł 4.0 i wiele jego aspektów, takich jak robotyzacja i automatyzacja, jest w początkowej fazie w naszym kraju. Na pewno jesteśmy pod tym względem mocno opóźnieni względem Dalekiego Wschodu czy Europy Zachodniej. Mimo że działamy już wiele lat w tej branży, to wciąż mamy wrażenie, że jest to początek naszej pracy. To ciekawe i motywujące uczucie, że po 18 latach pracy w robotyzacji ciągle mam przeświadczenie, że stoimy u progu wielkich, pozytywnych zmian.

Jeśli chodzi o nasze zaangażowanie w rozwój przemysłu 4.0, to jesteśmy czołowym dostawcą rozwiązań z zakresu robotyki w Polsce. Oferujemy gotowe pomysły i tworzymy projekty od zera. Organizujemy również specjalistyczne szkolenia dla inżynierów, stworzyliśmy też pierwszy w Polsce „white paper” z zakresu robotyki.

Na ten moment stosunkowo mało firm w naszym kraju korzysta z tego typu rozwiązań. Uważam to za pozytywne dla nas, ponieważ daje nam duże możliwości rozwoju. W Polsce jest spory potencjał, jeśli chodzi o wzrost optymalizacji i produktywności. Ogólnie uważam, że jednym z większych problemów naszej gospodarki jest dosyć niska produktywność w porównaniu do krajów zachodnich. Osobiście znam przypadek, w którym 22 pracowników polskiej fabryki wykonywało taką samą pracę jak tylko dwóch niemieckich.

Dlaczego brakuje nam takiej produktywności?

Wynika to przede wszystkim z braku kapitału, który przekłada się na różnice w jakości i efektywności posiadanego sprzętu. Jeśli damy jednej osobie łopatę, a drugiej koparkę, to wiadomo, że ta druga w tym samym czasie wykona większą pracę. Jest to być może bardzo obrazowe porównanie, ale dobrze pokazuje różnicę między polskim i zachodnioeuropejskim rynkiem. Skala inwestycji i kapitału w fabrykach np. w Niemczech jest dużo wyższa niż w Polsce. Gdy zakładałem firmę ponad 30 lat temu, to przez wiele lat borykałem się z problemem zasobów finansowych. Młodzi przedsiębiorcy muszą większość swoich przychodów inwestować w bieżące funkcjonowanie firmy, płacenie podatków itd. Brakuje przez to pieniędzy na rozwój technologiczny. Zawsze życzę młodym polskim przedsiębiorcom płacenia dużego podatku dochodowego. Oznacza to, że dużo zarabiają i mogą akumulować kapitał – który później mogą zainwestować w optymalizację i rozwój. Jeśli się unika płacenia podatków, unika się budowania kapitału. Podsumowując, uważam, że jesteśmy pracowitym narodem, ale drastycznie brakuje nam środków, aby dofinansować linie produkcyjne czy ogólnie biznesy, tak by zwiększyć produktywność i efektywność.

Jakiś czas temu rząd ogłosił, że planuje wdrożenie ustawy o uldze dla firm na robotyzację...

Na razie nie ma ustawy i trudno powiedzieć, czy w ogóle będzie. Co ciekawe, sama informacja o planowanej uldze przyniosła duży efekt marketingowy. Media zwróciły uwagę na robotyzację i pokazały szerszej publiczności, że jest ona drogą do rozwoju.

Jeśli chodzi o samą ulgę, to podobne rozwiązanie było wprowadzone we Włoszech. Przyniosło to natychmiastowy efekt w postaci prawie ośmiokrotnego wzrostu sprzedaży robotów. Osobiście uważam, że tego typu ustawa ma głównie efekt psychologiczny. Plan był taki, że przedsiębiorca może wpisać 150 proc. kosztów inwestycji przy zwrocie podatku. Czyli tak naprawdę rząd dopłacał 10 proc. inwestycji przy 19-procentowym podatku dochodowym. Przykładowo przedsiębiorca, chcąc zainwestować 1 mln zł w daną technologię, mógłby liczyć na zwrot 100 tys. zł od państwa.

Nie ma to w zasadzie dużego znaczenia z punktu widzenia biznesowego. Takie koszty zwracają się nawet po kilku miesiącach użytkowania robotów. Uważam, że to czynniki psychologiczne mają największe znaczenie dla przedsiębiorcy w momencie, w którym podejmuje decyzję, inwestować czy nie inwestować. Jeśli chcemy sprawnie wyjść z zapaści ekonomicznej, jaka nas czeka, to na pewno musimy przeprowadzać tego typu inwestycje, by zwiększyć efektywność naszych zakładów produkcyjnych.

BARTLOMIEJ TOKARCZYK

Przejdźmy do trochę lżejszego tematu. Astor został niedawno oficjalnym sponsorem Wisły Kraków…

Tak, wspólnie z firmą Kawasaki – której jesteśmy dystrybutorem na polski rynek. Od sierpnia zeszłego roku na koszulkach Wisły widnieje logo Kawasaki Robotics. Jest to niewątpliwie nasz duży sukces, że w tak trudnym roku, jakim był 2020, udało nam się to zorganizować. To dość ciekawe, bo jesteśmy firmą z niszowej branży, jaką jest robotyka. Nie ma w Polsce przypadku, by tego typu przedsiębiorstwo było jednym z głównych sponsorów klubu pierwszoligowego. Uważam, że to jeden z lepszych sposobów promocji marki. Oczywiście obostrzenia w związku z pandemią wpływają również na świat sportu. Liczę jednak na to, że niebawem kibice wrócą na stadion przy Reymonta i wspólnie będziemy mogli dopingować i święcić sukcesy Wisły.

Ostatnie pytanie. Jakie wartości sprawiły, że Astor odnosi takie sukcesy na polskim rynku?

Bardzo ważni są dla nas pracownicy. Jesteśmy wobec nich lojalni i oni odwzajemniają się nam tym samym. Zatrudniamy rzeszę pracowników, z których wielu ma ponad 20-letni staż w naszej firmie. Trzy razy otrzymaliśmy również nagrodę „Great Place to Work”. Dzięki naszemu podejściu do kadry mamy do swojej dyspozycji wielu prawdziwych fachowców, których odpowiedzialność i rzetelność pomaga nam odnosić sukcesy. Są to cechy potrzebne szczególnie w branży przemysłowej, które umożliwiają one ciągły rozwój i patrzenie w przyszłość z optymizmem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane