Niska duracja lekiem na ryzyko

opublikowano: 27-12-2017, 22:00

Przez same podwyżki stóp procentowych rentowności obligacji wzrosną nieznacznie. Są jednak inne rodzeje ryzyka. Ale na wszystko jest to samo lekarstwo

Rok 2017 zostanie zapamiętany jako kolejny, w którym instrumenty o stałym dochodzie przyniosły całkiem pokaźne zyski. Niemniej w Stanach Zjednoczonych cykl podwyżek stóp procentowych już się zaczął i nie ma chyba analityka czy zarządzającego funduszem inwestycyjnym, który by zakładał, że w 2018 r. amerykański bank centralny nie podwyższy stóp procentowych. W dość prosty sposób przekłada się to na atrakcyjność aktywów, jakimi handluje się na rynkach finansowych. Skoro za nowy dług trzeba płacić więcej — bo więcej płaci też amerykański rząd — inwestorzy wolą kupić nowe obligacje, niż trzymać w portfelu wyemitowane jakiś czas temu. To zaś prowadzi do spadku ceny tych ostatnich, zwanej wzrostem rentowności. I właśnie wzrostu rentowności można spodziewać się w 2018 r. na rynku długu.

— Podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych i leciutkie, ale jednak, zaostrzenie tonu przez władze Europejskiego Banku Centralnego obligacjom nie będzie służyło. Spodziewamy się wzrostu rentowności polskich papierów dłużnych. Pamiętajmy jednak, że obligacje mają swoje oprocentowanie. By doszło do sytuacji, w której obligacje przyniosą straty, wzrost rentowności musiałby być bardzo duży — komentuje Mariusz Adamiak, dyrektor biura strategii rynkowych PKO Banku Polskiego.

Nie tylko stopami żyje rynek

Należy w tym kontekście pamiętać, że nie tylko stopami procentowymi żyje rynek długu. Odreagowanie luzowania ilościowego polityki pieniężnej głównych banków centralnych nie ma historycznego precedensu, a właśnie tzw. QE (ang. quantitative easing) doprowadziło do hossy na rynku obligacji stałokuponowych. Bezprecedensowe odwracanie QE może więc doprowadzić do zaskakujących reakcji rynku. Podobnie zresztą jak ewentualne zawirowania w Chinach. Azjatycki rynek papierów dłużnych o podwyższonym ryzyku (tzw. high yield) bardzo się rozwinął. Stało się tak dzięki lokalnym inwestorom, ale ich reakcje na ewentualne zawirowania są na razie trudne do przewidzenia. Bryan Collins, menedżer portfeli Fidelity, uważa jednak, że nie ma co gremialnie uciekać z pozycji na obligacjach high yield. Krótkoterminowe papiery o wysokim dochodzie mogą wręcz zmniejszyć zmienność, którą wprowadzą aktywa do dłuższym terminie zapadalności. Papiery o krótkim terminie do wykupu mają też inną zaletę.

— Wraz z zapadaniem instrumentów o krótkich terminach do wykupu pozwalają one na reinwestowanie i wychwytywanie okazji inwestycyjnych, gdy się pojawią — uważa Bryan Collins.

To oczywiście strategia dla zarządzających funduszami. Jednak ich klienci powinni zwracać uwagę na wskaźnik duracji portfela, czyli średni ważony okres, jaki pozostaje do wykupu obligacji znajdujących się w portfelu funduszu. Unikanie instrumentów o długiej duracji zaleca m.in. Grzegorz Pułkotycki, dyrektor inwestycyjny w spółce Starfunds, która zajmuje się doradztwem przy inwestowaniu w fundusze. Podobne zalecenia płyną z TFI Allianz Polska, które 80 proc. portfela dłużnego radzi trzymać w trzech funduszach o relatywnie małej duracji, w tym jednym z ekspozycją na obligacje skarbowe indeksowane inflacją.

Marża się liczy

Niewątpliwie odpowiedzią na ewentualny wzrost stóp procentowych i inflacji jest też zmienne oprocentowanie papierów dłużnych. Inwestorzy, którzy na krajowym rynku kupują papiery dłużne bezpośrednio od emitentów, powinni więc zwracać uwagę na oferowane marże.

— Przedsmak tego procesu można zauważyć w ostatnich emisjach Bestu i Kredyt Inkaso, gdzie uplasowano odpowiednio: 93 proc. i 48 proc. emisji. Można oczekiwać, że spółki będą zmuszone oferować wyższe kupony — uważa Jan Karczewski z Michael/ Ström Domu Maklerskiego. Jego zdaniem, będzie przy tym w czym wybierać.

— Biorąc pod uwagę mnogość zapowiedzianych emisji na 2018 r. — zarówno w zakresie już opublikowanych prospektów emisyjnych, jak i tych, które zostaną dopiero zgłoszone do KNF — możemy oczekiwać kolejnego rekordu wartości emisji publicznych, a przynajmniej wyrównania obecnego rekordu, którym jest 1,85 mld zł w 2017 r. — zaznacza Jan Karczewski.

Obligacje detaliczne

Propozycji ministra finansów

W stałej ofercie detalicznej Ministerstwa Finansów od września 2017 r. dostępne są trzymiesięczne obligacje skarbowe o oprocentowaniu stałym w wysokości 1,5 proc. Wielkość odsetek aktualizowana jest co miesiąc, ale wobec braku perspektyw na rychłą podwyżkę stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej można założyć, że przez co najmniej kilka miesięcy nie dojdzie do zmian w oprocentowaniu. Dotyczy to także popularnych wśród drobnych inwestorów obligacji dwuletnich, których oprocentowanie wynosi 2,1 proc. rocznie (kapitalizacja odsetek następuje po roku) i jest stałe. Oznacza to w praktyce, że po dwóch latach od obligacji o wartości nominalnej 100 zł odsetki brutto wyniosą 4,24 zł. Trzyletnie obligacje mają oprocentowanie w wysokości 2,2 proc. w pierwszym, sześciomiesięcznym okresie odsetkowym, w kolejnych będzie ono równe iloczynowi mnożnika (obecnie wynosi 1, ale może się zmienić) i stawki WIBOR6M. Odsetki wypłacane są co pół roku. Papiery 4-letnie w pierwszym rocznym okresie odsetkowym dadzą zarobić 2,4 proc., a później oprocentowanie będzie równe sumie 1,25 pkt. proc. i inflacji. Obligacje 10-letnie oferują 2,7 proc. w pierwszym rocznym okresie odsetkowym, a później oprocentowanie będzie równe sumie marży w wysokości 1,5 pkt. proc. i inflacji. W przypadku tych obligacji odsetki nie są wypłacane aż do terminu wykupu, ale są kapitalizowane co rok.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Niska duracja lekiem na ryzyko