Obligacje nie skarżą się na epidemię

Rozprzestrzenianie się epidemi koronawirusa zepchnęło rentowności obligacji na globalnych rynkach w okolice historycznych minimów, a hossa na nich ma jeszcze potencjał.

Związana z epidemią koronawirusa panika wywołała gwałtowną falę umocnienia na rynkach obligacji. W piątek po południu rentowność 10-letnich papierów polskiego skarbu sięgała 1,70 proc., po chwilowym zanurkowaniu najniżej w historii. Polski rynek podążał w ślad za bazowymi rynkami. Rentowność niemieckich 10-latek spadła do minus 0,60 proc. — niższa była tylko na kilkunastu sesjach w sierpniu i wrześniu 2019 r., a analogicznych papierów rządu w Waszyngtonie z impetem zeszła do nienotowanego nigdy pułapu 1,20 proc.

Prognozy wzrostu pod nóż

Ledwie Chiny zaczęły podnosić się po ciosie, jakim epidemia była dla łańcuchów dostaw, turystyki i handlu, a jej rozprzestrzenianie się na świat zagroziło powtórką sytuacji w Europie i Ameryce. Ekonomiści przystąpili do obniżania prognoz wzrostu gospodarczego, a to niechybnie oznaczałoby korzystne dla obligacji znaczące łagodzenie polityki pieniężnej głównych banków centralnych. Choć według szacunków Bloomberg Economics wykorzystanie mocy produkcyjnych w chińskim przemyśle wzrosło w ubiegłym tygodniu do 60-70 proc. z notowanych tydzień wcześniej 50- 60 proc., to Bank of America zapowiada, że globalny wzrost będzie w tym roku najniższy od 2009 r. Wzrost w Chinach będzie najsłabszy od 1990 r., a USA odnotują najniższe tempo od czterech lat — dodają ekonomiści banku.

Według Krishny Guha, wiceprezesa ośrodka badawczego Evercore ISI, coraz więcej wskazuje na to, że wpływ epidemii i jej gospodarczych konsekwencji na globalną aktywność będzie dużo bardziej rozciągnięty w czasie. „Wpływ ten powinien przybrać kształt litery „U”, a nie „V”, bo zakłócenia w łańcuchach dostaw i spadek popytu konsumpcyjnego będą bardziej trwałe, niż sądzono. Dlatego zmieniamy nasz scenariusz bazowy na zakładający, że w odpowiedzi na ten szok Fed wróci do łagodzenia polityki, i to prawdopodobnie szybko”— ocenia specjalista w nocie do klientów.

Jeszcze dwa tygodnie temu takiego pogorszenia perspektyw prawdopodobnie spodziewało się niewielu inwestorów. Indeksy rynków akcji utrzymywały się przy szczytach hossy, rynek obligacji zachowywał się względnie spokojnie, a surowce odrabiały straty. Nastawienie inwestorów zmieniło się o 180 stopni dopiero po tym, jak rozprzestrzenianie się epidemii we Włoszech dowiodło, że jej skutki nie ograniczą się do Chin. Tymczasem przed gospodarczymikonsekwencjami pandemii chorób wirusowych jeszcze w 2007 r. ostrzegał Bank Światowy. Zgodnie z ówczesnymi wyliczeniami koszt łagodnej pandemii grypy mógłby sięgnąć równowartości 0,7 proc. globalnego produktu, a poważnej — 4,8. „W obecnych warunkach oznaczałoby koszt między 630 mld a 4,3 bln USD, czyli między bolesnymi, ale możliwymi do kontrolowania stratami, a globalną recesją” — napisał w nocie Tom Orlik, główny ekonomista Bloomberg Economics.

Banki do tablicy

W czwartkowej rozmowie z „Wall Street Journal” Christine Lagarde, szefowa EBC, oceniła, że wciąż jest za wcześnie, by bank zareagował na rozprzestrzenianie się epidemii. Jednak już Kevin Warsh, były gubernator Fedu, wezwał na łamach „New York Timesa” amerykańskie władze monetarne do skoordynowanych z bankami w Europie, Chinach i Japonii cięć kosztu pieniądza.

Skuteczność polityki pieniężnej chociażby wobec problemów związanych z zakłóceniem łańcuchów dostaw może się okazać ograniczona. Mimo to coraz mniej wątpliwości co do tego, w którą stronę ona podąży, mają ekonomiści globalnych banków, którzy prześcigają się w prognozach zasięgu spadku rentowności obligacji.

Według strategów ING Groep dochodowość 10-latek amerykańskiegoskarbu sięgnie 1,0 proc., a w pesymistycznym wariancie nakreślonym przez FHN Financial jesienią może znaleźć się między 0,0 a 1,0 proc. Nawet w umiarkowanym scenariuszu niewielkiego zasięgu epidemii poza Chinami specjaliści FHN Financial zakładają dwie lub trzy obniżki stóp Fedu, mające zapobiec potencjalnemu spowolnieniu.

W pesymistycznym scenariuszu silnych zakłóceń globalnego łańcucha dostaw i znaczących strat w produkcji poza Chinami Fed mógłby jednak obniżyć stopy do przedziału 0,0-0,25 proc., wznowić skup obligacji i utrzymać taką politykę do 2021 r. — przewiduje FHN Financial.

Polska to nie wyspa

Ten pierwszy scenariusz już jest zdyskontowany przez inwestorów. Na początku przyszłego roku stopa funduszy federalnych powinna sięgać zaledwie 83 pkt bazowych — wynika z notowań kontraktów na stopę procentową. To bezpośrednio przekłada się na oczekiwania wobec polityki pieniężnej w Polsce, której do niedawna wydawał się wiązać ręce skok inflacji. Choć opublikowane w piątek dane pokazały szybszy od prognoz wzrost gospodarczy w IV kw. (sięgnął 3,2 proc. w skali roku), to inwestorzy z rynku obligacji dyskontowali dalsze spowolnienie, potencjalnie napędzane skutkami epidemii. Jeśli mają rację, to obawy przed nią mogą okazać się dla władz monetarnych ważniejszym czynnikiem niż krótkotrwały — według ekonomistów — skok inflacji. Najlepiej widać to po notowaniach na rynku kontraktów na stopę procentową, które zapowiadają korzystną dla obligacji obniżkę stóp.

„Jeszcze miesiąc temu rynek uwzględniał w cenach przed końcem roku dwie podwyżki stóp, teraz spodziewa się dwóch obniżek” — napisał na Twitterze Mikołaj Raczyński, zarządzający Noble Funds TFI.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu