Ochrona może mieć efekty uboczne

System rekompensat dla oszukanych przy inwestowaniu w obligacje może mieć skutki odwrotne od zamierzonych, sygnalizują eksperci

Pozytywnie oceniamy propozycje zmian dotyczących wzmocnienia nadzoru oraz ochrony inwestorów na rynku finansowym — tak Marek Chrzanowski, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, skomentował projekt zmian w prawie, które dotkną m.in. uczestników rynku obligacji korporacyjnych. To echo afery GetBacku, który nie wykupił znacznej części wyemitowanych obligacji, a przy ich sprzedaży prawdopodobnie dochodziło do nieprawidłowości.

IDZIE
NOWE:
Zobacz więcej

IDZIE NOWE:

KDPW, którym od 10 września kierować będzie Maciej Trybuchowski, dostanie nowe zadania. Fot. GK

Zobacz także

Zmiany idą w dwóch kierunkach — po pierwsze: edukować, po drugie — jeśli już mleko się rozlało — częściowo zrekompensować w tych przypadkach, w których kupujący obligacje zostali wprowadzeni w błąd. Zadania te realizować będzie nowy Fundusz Edukacji Finansowej , który ma powstać przy Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych. To instytucja kojarzona głównie z prowadzeniem i nadzorowaniem systemu rejestracji papierów wartościowych (w tym obligacji korporacyjnych) i rozliczaniem transakcji. Administruje już nawet systemem rekompensat, tyle że dla klientów upadłych domów maklerskich.

Nowy fundusz miałby wypłacić rekompensatę m.in. w sytuacji, w której w procesie oferowania obligacji inwestor został wprowadzony w błąd lub jeśli zaoferowano mu produkt, który nie był dostosowany do jego potrzeb i wiedzy co do ryzyka, związanego z taką inwestycją. Wypisz wymaluj — sprawa GetBacku, w przypadku której skarżących się obligatariuszy KNF odsyłał do prokuratury, zaznaczając, że „z niektórych skarg i załączonych do nich wydruków mailowych wynika, że inwestorzy mogli zostać wprowadzeni w błąd co do natury instrumentu finansowego, jakim są obligacje oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w te papiery wartościowe”.

Maksymalna wartość rekompensaty wynosiłaby 100 tys. zł, przy czym byłaby to kwota równa co najwyżej jednej czwartej straty, wyliczonej jako różnica między zobowiązaniem emitenta (czyli w przypadku obligacji — jej nominałem) a tym, co udało się odzyskać. Rekompensatą nie byłyby objęte odsetki, premia i dyskonto.

Pieniądze, którymi dysponowałby fundusz, pochodzić mają z m.in. kar administracyjnych, nakładanych przez KNF, Prezesa UOKiK lub Komisję Nadzoru Audytowego.

— Obecnie wpływy z kar trafiają do budżetu państwa, co ma podwójnie zły skutek. Z jednej strony bowiem może pojawić się pokusa finansowania rosnącego apetytu fiskusa za pomocą restrykcyjnej polityki nadzorczej, z drugiej zaś — inwestorzy, zamiast być beneficjentami nadzoru, są jego ofiarami, gdyż w praktyce te sankcje płacone są z ich pieniędzy. Jako SEG od lat postulowaliśmy, aby pieniądze z sankcji pozostawały na rynku — mówi dr Mirosław Kachniewski, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.

Nie tak być powinno

To jedna z nielicznych pochlebnych opinii, jakie o części możliwych zmian w prawie mają uczestnicy rynku obligacji. — System rekompensat w mojej ocenie jest nie do zrealizowania. Szybko dojdzie do wypaczeń, czyli celowego wykorzystania tego mechanizmu — uważa Karol Matczak, dyrektor departamentu doradztwa inwestycyjnego w mBanku. Wbrew intencjom projektodawców, system rekompensat może doprowadzić do sytuacji, w której inwestorzy indywidualni mniej uwagi poświęcą ocenie ryzyka, bo będą mieli świadomość (lub będzie ich o tym przekonywał sprzedawca), że istnieje w razie czego system rekompensat.

Koniec końców system doprowadzi do usunięcia obligacji korporacyjnych z portfeli indywidualnych inwestorów — uważa Emil Szweda z portalu Obligacje.pl.

— Skoro o przyznaniu rekompensaty ma przesądzać, czy inwestor został wprowadzony w błąd, to naturalnie zawsze powie on, że właśnie został. Nikt nie powiedział mu, że spółka może ogłosić upadłość, albo że windykacja z zabezpieczenia, które zresztą okazało się warte ułamek tego, co w operacie, będzie trwała np. pięć lat. Ostatecznie mało który inwestor indywidualny może o sobie powiedzieć, że jest biegłym rzeczoznawcą albo specjalistą w ocenie kondycji finansowej przedsiębiorstw — w tym względzie inwestorzy indywidualni ufają zwykle umiejętnościom oferującego. W razie defaultu łatwo więc będzie powiedzieć, że produkt nie był dostosowany do wiedzy o ryzyku inwestycji — dodaje Emil Szweda.

Zdaniem Emila Szwedy, to sądy powinny rozstrzygać, czy przy oferowaniu obligacji doszło do nieprawidłowości na drodze pozwów cywilnych. A jeśli doszło — zasądzać odszkodowania i skazywać winnych.

— Skoro sądy tego nie potrafią (lub trwa to długo), to czy będzie potrafił to urzędnik? Być może tak, ale to oznacza dublowanie wymiaru sprawiedliwości. W ostatecznym rozrachunku może się okazać, że domy maklerskie po prostu nie będą chciały zaciągać takiego ryzyka i zrezygnują z oferowania obligacji inwestorom indywidualnym albo koszt takiej oferty radykalnie wzrośnie i uczyni ją nieopłacalną dla emitenta. Dlatego przeforsowanie tej propozycji może zagrozić istnieniu obligacji firm w portfelach indywidualnych inwestorów i zamiast zwiększyć ich bezpieczeństwo, wyeliminuje ich z rynku — uważa ekspert.

Jego zdaniem, konsekwencją przyjęcia nowych regulacji może być też obniżenie oprocentowania obligacji, przy jednoczesnym zwiększeniu kosztów przeprowadzenia emisji.

— Przyjmując, że koszt dla emitenta będzie per saldo taki sam, straci na tym głównie inwestor, bo otrzyma niższe odsetki za to samo ryzyko kredytowe. Inwestorzy indywidualni już teraz mogą na rynku obligacji poruszać się po pełnej skali ryzyka, wybierając obligacje np. banków czy firm z ratingami inwestycyjnymi, przez papiery dużych i średnich przedsiębiorstw, aż po takie, których rentowność liczona jest w dziesiątkach procent. Inwestorzy indywidualni mogą więc bez żadnych przeszkód sami regulować ryzyko swojego portfela obligacji. A przymusu, żeby obligacje korporacyjne kupować, też przecież nie ma, nie jest to nawet produkt powszechnie obecny w portfelach inwestorów indywidualnych, lecz niszowy. Reasumując — jest to pomysł pozornie zwiększający bezpieczeństwo, a faktycznie ograniczający rozwój rynku, którego ryzyko jest naturalnym elementem — dodaje Emil Szweda, który uważa, że instrumentów, by karać przypadki misselingu, nie brakuje.

Nowe obowiązki

Karol Matczak sceptyczny jest wobec drugiego z pomysłów — konieczności dematerializacji i rejestracji wszystkich obligacji w KDPW — niezależnie, czy były oferowane publicznie, czy prywatnie i czy będą wchodzić do obrotu.

— To podniesie koszty. Nie widzę też uzasadnienia do ujawniania prywatnych emisji. Część rynku będzie pewnie próbowała obchodzić ten przepis innymi instrumentami, np. pożyczką — uważa ekspert mBanku.

Mirosław Kachniewski uważa jednak, że emisja obligacji w formie zdematerializowanej powinna być tańsza i szybsza, a jednocześnie ułatwiać obrót i nadzór.

— Oczywiście wszystko zależy od szczegółowych rozwiązań, bo niejednokrotnie mogliśmy obserwować bardzo nieefektywne wdrażanie efektywnych pomysłów — zaznacza szef SEG.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Ochrona może mieć efekty uboczne