OPIS2-Kamerzyści Reutera i Tele 5 giną w hotelu w Bagdadzie

Bank Polska Kasa Opieki Spółka Akcyjna
08-04-2003, 19:20

OPIS2-Kamerzyści Reutera i Tele 5 giną w hotelu w Bagdadzie (Depesza uzupełniona o dodatkowe szczegóły) BAGDAD (Reuters) - We wtorek amerykański czołg wystrzelił pocisk w kierunku hotelu w
Bagdadzie zamieszkałego przez zagranicznych dziennikarzy. W wyniku ostrzału zginęło dwóch
kamerzystów, jeden z agencji Reutera, a drugi z telewizji hiszpańskiej. Trzeci dziennikarz pracujący dla telewizji Al-Dżazira zginął w wyniku, jak to
określiła arabska stacja, amerykańskiego nalotu na jej biuro. Trzech innych pracowników agencji Reutera, reporter, fotograf i pracownik techniczny,
odniosło rany. Według dziennikarzy obserwujących całe zdarzenie amerykański czołg skierował lufę w
kierunku Hotelu Palestyna zamieszkanego w większości przez pracowników zagranicznych
mediów w stolicy Iraku. Kilka sekund później jeden pocisk uderzył w biuro Reutera
znajdujace się na 15. piętrze budynku. Amerykańskie dowódctwo poinformowało, że wpierw w kierunku czołgu oddano z hotelu
strzały. Jednak dziennikarze zaprzeczają temu. Ukraiński kamerzysta, pracujące na stałe w Warszawie, Taras Protsyuk zmarł w
szpitalu. Miał 35 lat. Geert Linnebank, redaktor naczelny Reutera powiedział, że jego
śmierć była "zupełnie niepotrzebna", dodając, że "ten incydent rodzi pytania o trafność
decyzji podejmowanych przez nacierające oddziały amerykańskie". Od obrażeń poniesionych w wyniku ataku zmarł również 37-letni Jose Couso, kamerzysta
hiszpańskiej telewizji Tele 5. Podczas ostrzału ranni zostali również Samia Nakhoul, urodzona w Libanie szefowa
biura Reutera w Zatoce Perskiej, iracki fotograf Faleh Kheiber oraz Brytyjczyk Paul
Pasquale odpowiadający za koordynację połączeń satelitarnych. W jednym z najczarniejszych dni dla dziennikarzy raportujących wojnę w Iraku, zginął
również reporter telewizji Al-Dżazira - Tarek Ayoub. Dzień wcześniej śmierć ponieśli też
reporter z Niemiec i Hiszpanii. ŚCIANY ZADRŻAŁY Po ataku z hotelu Palestyna na wschodnim brzegu rzeki Tygrys unosił się słup dymu.
Dziennikarze wynieśli rannych kolegów na zakrwawionych prześcieradłach. Część z nich
została odwieziona do szpitala. Reporter Reutera dzwoniący z niższego piętra hotelu powiedział: "Usłyszeliśmy
ogromny huk, aż zadrżały ściany". Przez cały ranek amerykańskie czołgi, artyleria i lotnictwo nacierało na siły
irackie, a walki przeniosły się do centrum Bagdadu w okolice hotelu Palestyna. Irackie
wojska odpowiedziały ogniem artylerii i granatników. Według Amerykanów z hotelu oddano do nich strzały. "Czołg został ostrzelany ogniem z lekkiej broni i granatników przeciwpancernych z
hotelu i odpowiedział pojedycznym wystrzałem" - powiedział Reuterowi generał Buford
Blount, dowódca Trzeciej Dywizji Piechoty. Jednak dziennikarze obecni na miejscu mają co do tego wątpliwości. "Nigdy nie słyszałem żadnych strzałów z okolic hotelu, nie mówiąc już o samym
budynku" - powiedział korespondent brytyjskiej telewizji Sky News, David Chater. "Przez trzy tygodnie mojej pracy z tego hotelu nie słyszałem choćby raz by oddano
stąd strzały. Nie widziałem też choćby jednej uzbrojonej osoby, która wchodziłaby do
tego hotelu" - powiedział korespondent szwajcarskiego telewizji Ulrich Tilgner. "STRZELANO Z HOTELU" Generał brygady Vincent Brooks, rzecznik centrum dowodzenia sił w Zatoce powiedział: "Z doniesień które otrzymaliśmy wynika, że siły koalicji działające w okolicach
hotelu zostały ostrzelane z holu hotelu i odpowiedziały ogniem". Jednak pytany dlaczego czołg celował tak wysoko, odpowiedział: "Mogłem się pomylić
mówiąć na temat tego skąd dobiegł strzał". Podczas konferencji prasowej Brooks powiedział, że iraccy bojownicy wykorzystują
różne budynki cywilne, w tym hotele by ukryć się podczas walk: "Gdy jesteśmy ostrzeliwani z tych miejsc to decyzje muszą być podejmowane na bardzo
niskim poziomie taktycznym. Ta koalicja nie strzela do dziennikarzy, dlatego wszystkie
takie zdarzenia trzeba będzie zawsze uważać za wypadek". Od początku wojny 20 marca do poniedziałku w Iraku zginęło przynajmniej sześciu
dziennikarzy. Dwóch pozostałych umarło z innych powodów. Linnebank powiedział, że jest wstrząśnięty śmiercią Protsyuka, który pozostawił żonę
Lidię i ośmioletniego syna Denisa. Protsyuk pracował dla Reutera od 1993 roku, między innymi podczas konfliktów w
Bośni, Czeczenii, Afganistanie i Kosowie. Był jednym z członków 18-osobowej ekipy
agencji w stolicy Iraku. "Śmierć Tarasa i rany poniesione przez innych były zupełnie niepotrzebne" - napisał
w kominikacie redaktor naczelny Reutera. "Z pewnością wojna i całe zamieszanie doszły do centrum Bagdadu, jednak ten incydent
rodzi pytania o trafność decyzji podejmowanych przez nacierające oddziały amerykańskie,
które od samego początku wiedziały, że ten hotel był główną bazą dla prawie wszystkich
zagranicznych dziennikarzy w Bagdadzie" - powiedział Linnebank. Reuters stracił swojego pierwszego korespondenta wojennego - Franka Robertsa w 1885
roku podczas wojny kolonialnej w Sudanie. Zmarł on na tyfus. Ostatni dwaj - Harry Burton
i Aziullah Haidari - zginęli w zasadzce na drodze do stolicy Afganistanu, Kabulu 19
listopada 2001 roku. ((Tłumaczył: Piotr Skolimowski; Redagował: Paweł Florkiewicz; Reuters Messaging:
piotr.skolimowski.reuters.com@reuters.net; Reuters Serwis Polski, tel +48 22
653 9700, warsaw.newsroom@reuters.com))

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bank Polska Kasa Opieki Spółka Akcyjna

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / OPIS2-Kamerzyści Reutera i Tele 5 giną w hotelu w Bagdadzie