W szczególności uprawiając żonglerkę podpisową, która dla ekipy rządzącej jawi się ruletką. W najnowszym pakiecie rozpatrzonych ustaw, którego bilans prezydent ogłosił 27-28 listopada, wynik brzmi 12:2 na korzyść podpisanych, czyli statystycznie nie tak źle. Notabene w jednym wątku Karol Nawrocki przewyższa Andrzeja Dudę, mianowicie nie wygłupia się z odsyłaniem ustaw do iluzorycznego Trybunału Konstytucyjnego (TK), lecz niczym władczy cezar kieruje kciuk w górę lub w dół. Do TK skierował jedno rozporządzenie, czyli akt poza jego kompetencjami podpisowymi, ale jako zwyczajny petent w trybie tzw. następczym.
Podjąłem próbę przeanalizowania pisemnych i ustnych uzasadnień decyzji Karola Nawrockiego. Nie tylko ważnych prawnie podpisowych/wetowych, lecz także głośnych nominacji/odmów awansowych i odznaczeniowych. Odkryłem wspólny mianownik tych na tak i tych na nie – otóż absolutnie dominuje pierwiastek prywatny, oderwany od zobiektywizowanych interesów państwowych czy publicznych. Przykładem wręcz szokującym jest oczywiście zatrzymanie nominacji na pierwszy stopień oficerski podporucznika (później awansuje już właściwy minister, prezydent ponownie włącza się decyzyjnie na poziomie generalskim) dla dużej grupy najmłodszych oficerów służb. To ambicjonalny odwet za postawę ich szefów, którzy na rozkaz ustawowego pana, czyli premiera, nie stawiają się przed oblicze konstytucyjnego interesariusza, czyli prezydenta. Takie decyzyjne obrażalstwo, skutkujące poniżeniem młodego narybku oficerskiego, to szkodnictwo paraliżujące w pewnym sektorze funkcjonowanie państwa. Na drugim biegunie sytuuję przykład nadzwyczajnej łaskawości prezydenta, otóż nadał on i nawet osobiście uroczyście wręczył Lotnicze Krzyże Zasługi (w precedencji odznaczeń są dosyć daleko) kilku oficerom pilotom 1. Bazy Lotnictwa Transportowego z warszawskiego Okęcia, którzy… bezpośrednio wożą Karola Nawrockiego! Naturalnie premiera Donalda Tuska czy ministra Władysława Kosiniaka-Kamysza również, ale jednak znacznie rzadziej.
Upowszechnianie prywatnych opinii prezydenta bez podstaw konstytucyjnych objawiło się również niedawno w Pradze. Karol Nawrocki wygłosił tam na słynnym Uniwersytecie Karola (zbieżność imion przypadkowa) założonym w 1348 r. – krakowska uczelnia w 1364 r. – wykład o dualistycznym charakterze formalnym. Przemieszał wątki historyczne, chwilami ciekawe, z całkiem współczesnymi oraz przyszłościowymi stricte politycznymi. Odnoszące się do Unii Europejskiej także były interesujące, tyle że to czyste chciejstwo i właśnie całkiem prywatne spojrzenie. Notabene Karol Nawrocki kończąc, powiedział: „Tak w skrócie wygląda moja wizja kierunku, w którym powinna podążać UE. Można się teraz zastanawiać: czy jest to możliwe? Nie należy mieć złudzeń co do szans przyjęcia tych pomysłów przez UE. Jednak przedłożenie tak kompleksowych programów poprawy naszej Unii jest prawem każdego państwa członkowskiego”. Najmądrzejsze z całego wystąpienia jest przytoczone w tym cytacie zdanie trzecie – o braku złudzeń. Właściwie mogłoby zastąpić cały komentarz do praskiego wykładu, dlatego zdecydowanie przesadna była nerwowa reakcja ministra Radosława Sikorskiego, który zarzucił Karolowi Nawrockiemu publiczne ogłaszanie… projektów zmian unijnych traktatów bez upoważnienia rządowego. Decyzyjność prezydenta w fazie legislacyjnej jest dokładnie zerowa, dlatego bez jakiejkolwiek odpowiedzialności może on upowszechniać prywatne mrzonki. Przypomnę jednak szefowi MSZ, że gdyby jakakolwiek zmiana traktatów za zgodą obecnego rządu nastąpiła, to finalny podpis ratyfikacyjny w imieniu państwa składa jednak prezydent i wyłącznie od jego osobistej woli zależy skierowanie kciuka w górę lub w dół…

