Ostatnia nudna kąpiel w życiu

opublikowano: 27-12-2018, 22:00

Na górze róże, w basenie błękity. Potrzeba dzieła za 90 mln USD, żeby polskie słowo „nuda” snuło się tak blisko angielskiego „nude”

Kalifornijskie słońce opiekało okalające basen kafle, ale cień rzucała na nie już postać stojąca w londyńskim parku. Powstające na różnych kontynentach ujęcie w barwach różowego drinka, natki pietruszki i studzącej skórę tafli zostało w 2018 roku najcenniejszym dziełem żyjącego autora sprzedanym w drodze licytacji. Datowany na 1972 r. „Portret artysty” — milczącego jak drzewo modela w koralowej marynarce — uchodzi przy tym za tak opatrzony kadr Davida Hockneya, że płótno śmiało otarłoby się o groźny wyraz „nuda”, gdyby w branżowych nagłówkach natarczywiej nie przewijało się obcojęzyczne słowo „nude”. Określenie zamykające w sobie nieskrępowaną nagość i naturalność odnosi się jednak nie do zanurzonego w basenie pływaka, tylko tzw. licytacji bez gwarancji, która sprawnie wyprowadza wątek z sennej sceny na tarasie, wrzucając go prosto w spieniony kontekst finansowej spekulacji.

Chcąc namalować migotliwe zniekształcenia obrazu w basenowej wodzie,
David Hockney musiał zwrócić się do byłego ukochanego już po rozstaniu, żeby
ten — tym razem w Londynie — pozował ponownie do portretu rozgrzanego słońcem
zza oceanu. Licytacja płótna rozpoczęła się od 18 mln USD, a jej zwycięzca
otrzymał rachunek na ponad 90,3 mln USD (339,7 mln zł).
Zobacz więcej

KSZTAŁT WODY:

Chcąc namalować migotliwe zniekształcenia obrazu w basenowej wodzie, David Hockney musiał zwrócić się do byłego ukochanego już po rozstaniu, żeby ten — tym razem w Londynie — pozował ponownie do portretu rozgrzanego słońcem zza oceanu. Licytacja płótna rozpoczęła się od 18 mln USD, a jej zwycięzca otrzymał rachunek na ponad 90,3 mln USD (339,7 mln zł). Fot. Christie's

Prawa ręka rynku

Być może to ostatnie tak kosztowne malowidło sprzedane „nago” — zasępiają się eksperci na myśl o obnażonym obiekcie wystawionym pod młotek zarówno bez rezerwowej ceny, jak i gwarancji, że „nie spadnie z aukcji”. Niekorzystny scenariusz z końcówki zdania urzeczywistnia się, kiedy dzieło nie znajduje nabywcy podczas licytacji, co stanowi przykrą dla właściciela zapowiedź dalszych negocjacji — jak więc wymknąć się z cienia ryzyka, kiedy spodziewana cena w dolarach powinna rozłożyć się na rachunku przynajmniej ośmioma cyframi? Jak wynika z danych ArtTactic, aż dwie trzecie listopadowych transakcji na głównych nowojorskich aukcjach zarejestrowano przy gwarancjach sprzedaży, a te oszacowano łącznie na blisko 537 mln USD (2 mld zł), co oznacza tłusty 60-procentowy wzrost względem tego samego miesiąca ubiegłego roku.

Zanim zachodni rynek sztuki doświadczył dotkliwszych grymasów sektora finansowego, sprzedaż gwarantowali właścicielowi dzieła sami organizatorzy aukcji — podaje grudniowy „The Economist”, zaznaczając jednak, że po wstrząsie z 2009 r. Christie’s i Sotheby’s miały zapłacić za tę wybujałą wiarę i niesprzedane prace około 200 mln USD (752 mln zł). Dzięki nauczce wartości paru hockneyowskich obrazów ryzyko zostało więc niebawem przesunięte na trzeciego gracza, który w przypadku braku chętnych nabywa dzieło za ustaloną wcześniej stawkę, a kiedy rozgorzeje licytacja,inkasuje udział w nadwyżce względem gwarancji. Tym sposobem osławiony „Salvator Mundi” Leonarda da Vinci — który ostatecznie odnotował aż grzeszny wynik powyżej 450 mln USD (1,7 mld zł) — dał zarobić gwarantującemu od 90 do 150 mln USD (339-564 mln zł), jako że, według danych Bloomberga, umówiona zawczasu stawka przekraczała 100 mln USD (376 mln zł).

Skoro wobec tego rynek najcenniejszych obiektów doszedł już do etapu, w którym udziałami w gwarancjach handlować można podobnie jak kontraktami terminowymi na 10 ton kakao, wypada zadać też pytanie, czy analiza aukcyjnych rekordów to nie czasem sztuka dla sztuki — śpiewana coraz szybciej oda do nieśmiertelnej hossy.

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Nagi instynkt

Oprócz wspomnianego braku gwarancji jako oręż w walce z nudą posłużyła tym razem również cena rezerwowa — minimalna — której ustanowienia zaniechano ponoć z powodów tak niewyszukanych, jak rymowanka o różach i aniołkach. „Rezygnując z tego progu, usunęliśmy wszelkie możliwe bariery wejścia, umożliwiając włączenie się do otwartej licytacji szerszego grona inwestorów i kolekcjonerów” — uraczył branżę głos rzecznika domu aukcyjnego, opatulający w okrągłe zdania fakt, że właściciel dzieła nie ustalił z Christie’s żadnej wartości, poniżej której nie dojdzie do sprzedaży. Ponad 3-metrowa praca Davida Hockneya mogła się wobec tego nie sprzedać w ogóle — bo transakcja nie była gwarantowana — albo uzyskać każdą, nawet względnie niską stawkę, bo wcześniejszy posiadacz nie zażądał ustanowienia ceny minimalnej.

Praktyka tego zdradliwegozabezpieczenia znana jest powszechnie również nad Wisłą, przy czym trzeba wyjaśnić, że mowa o wartości nieznanej na sali — na cenę minimalną umawiają się właściciele wystawianej pracy z organizatorami aukcji, a kiedy do jej osiągnięcia nie dojdzie, pozycja opisywana jest w rejestrze jako „transakcja warunkowa”. Z jednej strony rozwiązanie wygląda więc na dogodne dla posiadacza obrazu, z drugiej jednak nierzadko blokuje skuteczną sprzedaż, bo próg, od którego licytowane jest dzieło, również podciąga się pod przeszacowany poziom rezerwowy, zniechęcając do udziału w aukcji. Podręcznikowa teoria gier wraz z tymi doświadczeniami wspierają wobec tego sztampowe stanowisko rzecznika — w końcu im niższe bariery, tym większa skłonność do nieokiełznanych emocji i rozgorączkowanej licytacji — ale czy znowu aż tak nieprzytomnie wydać można byłoby 90 mln USD (339 mln zł)?

Chóralnie odśpiewywana oda do hossy wzbogaca się dzięki takim zabiegom o kolejną nośną zwrotkę — i tobie może przytrafić się Hockney — tymczasem sam wierzchołek zachodniego aukcyjnego rynku pozostaje względem tej medialnej melodii zupełnie poza tempem. Na transakcje sprzedaży najcenniejszych, muzealnych prac nigdy nie będzie miała wpływu masa, mająca ambicję w ogóle przystąpić do aukcji, tylko garstka dysponująca niezmąconym obrazem sytuacji, którą pomieściłby jeden basen. „Kiedy przyglądasz się znad brzegu, widzisz, jak woda zniekształca linie kafli, a gdy tylko się zanurzysz, widok robi się klarowny niezależnie od wzburzenia fali” — komentował kiedyś David Hockney, mając na myśli odmalowaną przez siebie najcieńszą warstwę, na której głupie oczy nieuchronnie przegrywają pojedynki o prawdę. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy