Ożywienie w Polsce nastąpi szybciej niż na Zachodzie

Radosław Górecki
opublikowano: 12-03-2002, 00:00

Uwe Krüger, nowy szef Hochtief Polska, twierdzi, że nachodzą lepsze czasy dla branży budowlanej. Jego zdaniem, jeszcze w 2002 r. firmy powinny odnotować lepsze wyniki, a już pod koniec 2003 r. będą porządnie zarabiać.

„Puls Biznesu”: Niedawno objął Pan funkcję prezesa zarządu Hochtief Polska. Przejmuje Pan stery firmy w chwili, powiedzmy, spowolnienia gospodarki. Jaka jest Pana opinia o polskim rynku?

Uwe Krüger: To, co teraz dzieje się w polskiej gospodarce, na ogół ocenia się bardzo krytycznie. Brakuje optymizmu. Wydarzenia z 11 września 2001 r. uwypukliły spowolnienie dynamiki rozwoju gospodarczego na świecie. Odbiło się to negatywne na przemyśle i branży budowlanej. W Polsce trzeba na tę sytuację patrzeć z szerszej perspektywy, co w efekcie oznacza dążenie do wejścia w struktury Unii Europejskiej. Akces niewątpliwie wpłynie na pobudzenie koniunktury w kraju. Myślę, że polski rząd już poczynił krok we właściwym kierunku, ogłaszając program rozwoju infrastruktury, który stworzy szansę także dla naszej branży. Należy wykorzystać te pozytywne impulsy, tym bardziej że sytuacja w Polsce, w porównaniu z zachodnioeuropejską, rokuje znacznie szybsze ożywienie gospodarki.

„PB”: Znacznie szybsze, to znaczy kiedy?

U.K.: Pierwszych symptomów poprawy można spodziewać się już pod koniec tego roku. Branża budowlana jest doskonałym wskaźnikiem oddającym stan całej gospodarki. W sektorach budownictwa mieszkaniowego, przemysłowego i komercyjnego (biurowce) widać wzrastającą, co prawda jeszcze powoli, gotowość do inwestowania. Te delikatne sygnały pochodzą głównie od inwestorów zagranicznych. Potrzeba ich więcej z rynku krajowego. Słuszne było posunięcie polskiego rządu, który przedstawił warunki ramowe rozwoju gospodarczego. Dla branży budowlanej, zarówno dla małych prywatnych inwestorów, jak i tych największych, szczególnie istotne są informacje o planowanych obniżkach oprocentowania kredytów. Jeżeli warunki ramowe, które zamierza zrealizować rząd, wejdą w życie, to myślę, że pod koniec tego roku będziemy mieli do czynienia z ożywieniem gospodarczym.

„PB”: Wystarczy jednak spojrzeć na warszawski rynek biurowy, a okaże się, że wiele biurowców świeci pustkami, a inwestorzy raczej wstrzymują decyzje o kolejnych projektach. To nie wróży ożywienia...

U.K.: Zaszło tu duże nieporozumienie. Pusta powierzchnia biurowa w Warszawie sięga 20 proc., a ponieważ statystyka nie dostarcza pełnego obrazu sytuacji, wszyscy myślą, że mamy do czynienia ze sporą nadpodażą. Najemcy poszukują w Warszawie elastycznych, nowoczesnych powierzchni biurowych. Natomiast na rynku, co prawda, dostępna jest nowoczesna powierzchnia biurowa, ale absolutnie nieelastyczna. A na taką właśnie jest w tej chwili największy popyt. Niestety, brakuje takich ofert. Tylko inteligentne koncepcje biurowe sprawdzą się na rynku i zagwarantują sukces. Chodzi mi np. o kombinację powierzchni biurowych z powierzchniami przeznaczonymi na rozrywkę, służącymi do spędzania wolnego czasu, z przestrzenią handlową, z placówkami zajmującymi się opieką nad dziećmi. To jest właśnie to, czego potrzebują i oczekują zachodnie firmy wchodzące na polski rynek.

Nie znaczy to, że na tutejszym rynku nie ma oferty obiektów o jakości spełniającej najwyższe wymogi i standardy. Takie inwestycje są realizowane również poza Warszawą i centralną częścią Polski. Jednak kierunek rozwoju miast w Polsce w głównej mierze będzie zależał od tego, w jaki sposób będą realizowane warunki zaproponowane przez rząd. Infrastrukturalne projekty — nowoczesne szybkie koleje i autostrady — odegrają przy tym decydującą rolę.

„PB”: Mimo wszystko, czy nie uważa Pan, że wskaźniki makroekonomiczne mówią same za siebie?

U.K.: Rozumiem pana niecierpliwość. Tylko proszę nie zapominać, jaki postęp poczyniło polskie społeczeństwo w ciągu ostatnich 10 lat. W tej chwili, po dekadzie intensywnego rozwoju, odczuwalne jest spowolnienie dynamiki rozwoju gospodarczego. Sądzę jednak, że powinniśmy zachować spokój i utrzymywać kurs wzrostu. Wszystkie polskie rządy po 1989 r., w taki czy inny sposób, przyczyniały się do rozwoju gospodarki. Oczywiście, z punktu widzenia makroekonomicznego, z punktu widzenia gospodarki narodowej bardzo dużo kłopotów sprawia bezrobocie. Ale troska o bezrobocie nie może spowalniać procesu prywatyzacji. Mocną stroną polskiej gospodarki jest rozwinięta przedsiębiorczość, i to zarówno u menedżerów, jak i pracobiorców. Chciałbym mieć do czynienia z taką przedsiębiorczością w Europie Zachodniej. Dlatego powinny być kontynuowane kroki zmierzające do zwiększania udziału sektora prywatnego w gospodarce. Przedsiębiorczość polskich menedżerów jest bardzo dobrym fundamentem. Można na nim wiele zbudować. Poza tym, jeżeli pozwoli się w spokoju działać prawom rynku, to one wypracują rozwiązania dla problemów, o których tu mówimy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Radosław Górecki

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu