Paulson osłabił Wall Street

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2008-11-13 00:00

Wczoraj na Wall Street spadały notowania spółek z sektora finansowego. Złapała natomiast oddech motoryzacja.

Sesja w USA Przemówienie ministra miało uspokoić rynek. Przyniosło jednak odwrotne skutki.

Wczoraj na Wall Street spadały notowania spółek z sektora finansowego. Złapała natomiast oddech motoryzacja.

700 mld USD — wielkość, której nikt z inwestorów, nie może ogarnąć, dotąd przemawiała do ich wyobraźni. Okazuje się jednak, że diabeł tkwi w szczegółach. Tych szczegółów było dotąd bardzo niewiele. Część postanowił ujawnić Henry Paulson. Przemówienie ministra skarbu, które miało uspokoić rynek, doprowadziło w środę do pogłębienia spadków na Wall Street.

Dotąd sądzono, że część z 700 mld USD trafi na wykup toksycznych aktywów. Dzięki temu, banki i inne instytucje mogłyby wyczyścić księgi. Okazało się jednak, że sam autor pomysłu przestał wierzyć w jego powodzenie. To osłabiło akcje banków, które miały nadzieję, że ich chybione decyzje finansowe znikną z bilansów, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Do najmocniej tracących papierów należał American Express, który dopiero w poniedziałek dostał zgodę Fed na zmianę z emitenta kart kredytowych w bank.

Departament skarbu rozważa wprowadzenie warunku, zgodnie z którym firmy szukające rządowego wsparcia, musiałyby jednocześnie przyciągnąć kapitał prywatny. Trudno odmówić logiki takiej decyzji. To nie rząd (wybierając spółki) będzie decydował komu pomóc, ale sam rynek skieruje kapitał do firm, które zasługują na wsparcie. Powyższy warunek nie dotyczyłby jedynie tych banków, które już korzystają z dobrodziejstw pierwszej części planu (kwoty 250 mld USD).

Warto przypomnieć, co dzieje się z całą zadeklarowaną przez kongres sumą. Do wymienionych 250 mld USD dodajmy 40 mld USD na wykup akcji uprzywilejowanych AIG. Na plan ratunkowy w kasie Henry Paulsona pozostało 60 mld USD. Po drugie 350 mld USD obecna lub przyszła administracja będzie musiała się jeszcze raz zgłosić do kongresu. Na szczęście autor pakietu dostrzega już oznaki poprawy sytuacji finansowej i uważa, że 700 mld USD wystarczy. Ale i tak pozostaje zakładnikiem polityków. Dlatego nikogo nie przeraziło, że jest niechętny do pomocy kon-cernom motoryzacyjnym. Do najlepszych spółek na parkiecie należały General Motors i Ford, bo ewidentnie sprzyja im prezydent-elekt.

Sytuację na Wall Street, jeszcze przed sesją, pogrążyły wieści z sektora detalicznego. Prognozy obcięła sieć Best Buy, słabe wyniki opublikowała sieć Macy’s. Źle wróży to czwartkowym rezultatom giganta Wal-Mart, a przecież wydatki konsumentów, które odpowiadają za dwie trzecie amerykańskiego PKB. Z kolei najtańsza od blisko dwóch lat ropa uderzyła w notowania koncernów naftowych. Znikąd ratunku…

Przemek Barankiewicz