Perła potrzebuje, ale obawia się inwestora

Paweł Mazur
13-05-2002, 00:00

Nadzieja i obawa. Takie uczucia towarzyszą władzom lubelskiej Perły, gdy myślą o możliwym przejęciu przez właścicieli Kompanii Piwowarskiej. Browar, który w wyścigu krajowych gigantów może stać się języczkiem u wagi, musi się wzmocnić przed inwazją zachodnich grup piwnych.

Prawie dwa miesiące temu regionalny lubelski browar Perła znalazł się nieoczekiwanie w centrum zainteresowania całej branży piwowarskiej. Wówczas „PB” ujawnił informację, że niewielkim w skali kraju, ale rzutkim i prężnym producentem piwa zainteresowali się właściciele Kompanii Piwowarskiej (koncern SAB), drugiego co do wielkości gracza w Polsce. Ewentualne przejęcie Perły dałoby jej mocne wejście na regionalny rynek i upragnione prześcignięcie Żywca, który po dramatycznym wyścigu ostatecznie nie dał się dogonić rywalowi.

Dla samej statystyki KP nie będzie przejmować Perły. Dlaczego zatem się nią interesuje? Perła to jedna z najlepiej stojących firm piwnych pod względem kondycji finansowej. Przez dwa ostatnie lata odnotowywała dodatni wynik finansowy, co jest w branży rzadkością. Zdaniem Czesława Wojciecha Szczepaniaka, prezesa Perły, na sukces, zarówno pod względem sprzedaży, jak i zysków, mają wpływ trzy czynniki: produkcja taniego i dobrego piwa, skuteczna dystrybucja i reklama. Jak podkreśla, w tym roku wszystko idzie zgodnie z planem.

— W ciągu czterech miesięcy sprzedaliśmy ponad 188 tys. hl piwa, co daje 23-proc. wzrost sprzedaży — twierdzi prezes Perły.

Zamierzenia na ten rok są dość wyśrubowane i przewidują ulokowanie na rynku 600 tys. hl piwa. To oznacza zwiększenie sprzedaży o jakieś 10 proc. w porównaniu z 2001 r. Dlatego spółka stale modyfikuje produkty. Wygląd zmieni kilka milionów butelek, a cały proces pochłonie 4 mln zł.

— Już widać przełożenie tej decyzji na wyniki sprzedaży w regionie. Akcja jest skoordynowana z przedsięwzięciami promocyjnymi i reklamowymi w lokalnych mediach. W tym roku wydatki na reklamę wzrosną o 20 proc. w porównaniu z 2001 r. — ocenia prezes.

Zwiększona sprzedaż wymusza konieczność rozbudowy zakładu. Do 2001 r. tylko na zwiększenie mocy wydano 12 mln zł. W efekcie zakład może produkować do 700 tys. hl piwa rocznie. Niewykluczone, że na przełomie 2002 i 2003 r. firma wybuduje magazyn produktów gotowych, a przed sezonem letnim 2003 r. zwiększy wydajność linii rozlewniczych i zamontuje cztery tankofermentatory. Inwestycje mogą pochłonąć 8 mln zł. To oczywiście w krótkoterminowej perspektywie ma negatywne przełożenie na wyniki finansowe. W tym jednak wypadku Perła wychodzi obronną ręką. W 2000 r. spółka zarobiła netto 4,5 mln zł, a w 2001 r. — z powodu nakładów inwestycyjnych — 2,5 mln zł. W tym roku ma być podobnie. Jednak zarówno średniacy, jak i giganci (z wyjątkiem KP) pod względem wyniku netto nie mają się najlepiej.

Wszystkie plany mogą oczywiście wziąć w łeb po ewentualnym wejściu inwestora. Prezes spogląda na ten proces z nadzieją i niepokojem.

— Wobec wejścia Polski do UE wydaje się, że przejęcie spółki przez silnego inwestora branżowego może ochronić firmę przed atakiem ze strony większych grup piwnych i zapewnić stabilność dla załogi. Jednak dla regionu wejście inwestora nie musi oznaczać poprawy, choćby ze względu na odpływ części podatków. Istnieje też zagrożenie, że marka Perła z czasem straci dominującą pozycję w regionie na rzecz innego piwa inwestora — mówi Czesław Wojciech Szczepaniak.

O tym, czy uda się doprowadzić do sfinalizowania zakupu Perły przez KP, zadecydują najbliższe tygodnie, a konkretnie — postawa największych akcjonariuszy — giełdowego Strzelca oraz Huberta Gierowskiego, prywatnego inwestora zaangażowanego m.in. w Browar Łomża.

Okiem eksperta

Same korzyści

Jeżeli Kompania Piwowarska nie przejmie Perły, to lubelski producent i tak sobie poradzi na rynku. Perła jest na tyle atrakcyjna, że są nią w stanie zainteresować się ponownie inni inwestorzy, np. Carlsberg czy Brau Union. Jeżeli KP ją kupi, to wyjdzie na pozycję lidera branży. Zyskałaby ponadto dobrą i tanią markę w regionie. Wykorzystując sieci dystrybucji obu firm produkty KP, czyli piwa Tyskie i Lech, zaistniałyby silniej we wschodniej Polsce. Marka Perła mogłaby z kolei wypłynąć na szersze wody. Łatwiej na pewno byłoby uzyskać firmie pieniądze na inwestycje. Wszystko jest w rękach właścicieli Perły, którym z różnych powodów powinno zależeć na sfinalizowaniu transakcji jeszcze przed letnim sezonem.

Bogna Sikorska

analityk CDM Pekao

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Mazur

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Perła potrzebuje, ale obawia się inwestora