Piłka na boisku z udziałem 28 unijnych graczy

opublikowano: 26-06-2018, 22:00

Po pół roku bezproduktywnych rozmów rządu z KE procedura przeniosła się na wyższy poziom.

Uruchomienie 20 grudnia 2017 r. przez Komisję Europejską (KE) wobec Polski procedury stwierdzenia „istnienia wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia” podstawowych wartości traktatowych to pierwszy taki przypadek w dziejach Unii Europejskiej. Po pół roku bezproduktywnych rozmów rządu z KE oraz dokonaniu przez PiS kilku kosmetycznych poprawek w ustawach sądowniczych, pionierska procedura przeniosła się na wyższy poziom. Problem praworządności w Polsce przestał być piłką przekopywaną wzajemnie przez ekipę tzw. dobrej zmiany oraz ponadnarodową KE, będącą kwintesencją eurokracji. Wrzucona została na boisko 28 równych stanem graczy w koszulkach państw członkowskich.

Frans Timmermans zdaje sobie sprawę, że unijnym decydentem będzie jeszcze tylko rok.
Zobacz więcej

Frans Timmermans zdaje sobie sprawę, że unijnym decydentem będzie jeszcze tylko rok. Fot. REUTERS-Eric Vidal-Forum

Ministerialna Rada UE ds. Ogólnych wczoraj z opóźnieniem procedowała wysłuchanie rządu Polski. KE wnioskuje, by rządy państw członkowskich większością co najmniej czterech piątych głosów po koleżeńsku skierowały do PiS dyscyplinujące zalecenia. Jeśli tak by się stało, ich realizacja potrwałaby znowu z pół roku. Rada wróciłaby do tematu i w zależności od oceny wykonania zaleceń mogłaby procedurę umorzyć, lub większością czterech piątych głosów jednak stwierdzić traktatowe „istnienie wyraźnego ryzyka”. KE musi zatem zgromadzić co najmniej 22 państwa (zainteresowane nie głosuje), zaniepokojone rozwojem sytuacji w Polsce. Odwracając liczby — PiS musi zmontować tzw. mniejszość blokającą z udziałem co najmniej sześciu rządów, by sprawa upadła jeszcze przed sformułowaniem przez Radę UE pełnych troski zaleceń. Przy czym wszystkie arytmetyczne przymiarki obu stron opierają się na założeniu, że żadne państwo się nie wstrzyma. W unijnej praktyce okazuje się ono naiwne, zatem rzeczywiste liczby wymaganych głosów mogą być niższe — i dla prokomisyjnej większości, i dla blokującej mniejszości.

KE, przenosząc rozgrywkę na poziom Rady UE, licytuje wysoko. Ewentualna porażka w głosowaniu państw stanie się jej prestiżową klęską i oznaczać będzie marny koniec unijnej kariery Fransa Timmermansa, wiceprzewodniczącego KE. Pozostając daleko poza obecną koalicją rządową w Holandii, raczej nie ma on szans, by w 2019 r. został ponownie wydelegowany na holenderskiego komisarza. Z kolei PiS już raz, w marcu 2017 r., przeżyło upokorzenie po znokautowaniu przez wszystkie pozostałe państwa 27:0 w sprawie reelekcji Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej. Tamta konfrontacja miała jednak charakter bardzo spersonifikowany, a poza tym symbolizowała premierostwo Beaty Szydło. Tymczasem Mateusz Morawiecki został wyznaczony przez Jarosława Kaczyńskiego na szefa rządu z zadaniem zdecydowanie większej skuteczności w walce o interesy oraz wizerunek na wszystkich unijnych polach — od wieloletnich ram finansowych 2021-27 po ocenę praworządności. Na forum Rady UE rząd przyjął taktykę deprecjonowania wniosku KE i podkreślania, że jej argumenty oparte są na fałszywych przesłankach. W każdym razie finał rozgrywki PiS z KE bezdyskusyjnie zapowiada się ciekawie. Bułgarska prezydencja Rady UE z ulgą kończy ją 30 czerwca bez głosowania w sprawie Polski, ale przejmująca pałeczkę od 1 lipca austriacka raczej się niewdzięcznej procedurze nie wywinie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Piłka na boisku z udziałem 28 unijnych graczy