Podcięte skrzydła Kruka

Magdalena Laskowska, grzegorz Nawacki
28-05-2008, 00:00

Wojciech Kruk nie może pogodzić się z tym, że firma, którą stworzył, została przejęta. Tak działa rynek — odpowiadają eksperci.

Ostra przecena akcji spółki po kapitulacji głównego akcjonariusza

Wojciech Kruk nie może pogodzić się z tym, że firma, którą stworzył, została przejęta. Tak działa rynek — odpowiadają eksperci.

Wojciech Kruk od kilku dni, poza oficjalnym skromnym komunikatem, nie komentuje swoich działań. A jest o czym mówić — jeszcze w sobotę zapewniał, że nie odpowie na wezwanie Vistuli & Wólczanki (V&W). W poniedziałek po południu zmienił zdanie. Prawdopodobne przyczyny opisaliśmy we wczorajszym „Pulsie Biznesu”. Wielokrotnie próbowaliśmy się dodzwonić do Wojciecha Kruka, ale nerwowo sugerował, żebyśmy „dali mu święty spokój”, po czym bez słowa odkładał słuchawkę. Równie oszczędny w komentarzach jest Jan Rosochowicz, prezes W. Kruka. Wczoraj podtrzymał deklarację odejścia ze stanowiska, tłumacząc, że nie będzie w stanie realizować wcześniej opracowanej strategii dla spółki.

Prawa rynku

Dla ekspertów reakcja Wojciecha Kruka jest niezrozumiała.

— Wojciech Kruk wraz z rodziną byli jedynie mniejszościowymi akcjonariuszami. Jeżeli wchodzi się na rynek po pieniądze, oddając jednocześnie pakiet większościowy, trzeba się liczyć z utratą kontroli nad spółką. Czasy, kiedy główny akcjonariusz posiada mniejszość kapitału, ale dzięki akcjom uprzywilejowanym utrzymuje kontrolę nad spółką, szczęśliwie dla polskiego rynku się skończyły. Próby wrogich przejęć będą się zdarzały coraz częściej i ważne, by w takich sytuacjach zachowane były wszystkie reguły przejrzystości postępowania — mówi Jarosław Biernacki, członek zarządu Access, firmy, która doradza przy fuzjach i przejęciach.

Inwestorzy finansowi W. Kruka (łącznie kontrolują prawie połowę akcji) dość dyplomatycznie komentują decyzję rodziny Kruków.

— Inwestorzy mają prawo do własnej oceny sytuacji i podejmowania autonomicznych decyzji. Nie będziemy komentować ani oceniać decyzji innych inwestorów, gdyż nie czujemy się do tego uprawnieni — mówi Leszek Auda, dyrektor inwestycyjny ING Investment Management.

Inni zarządzający w nieoficjalnych rozmowach przyznają, że stracili zaufanie do Wojciecha Kruka, który wiele mówił o tym, że będzie bronił spółki przed wrogim przejęciem, ale nie zrobił nic. Wczorajsza sesja pokazuje, że podobne odczucia mają inni akcjonariusze. Kurs W. Kruka spadł o 7,69 proc.

Papierek lakmusowy

Otwarte pozostaje pytanie, co dalej z W. Krukiem. Analitycy są zgodni, że lepiej, aby strony się pogodziły.

— Niewątpliwie doświadczenie i wiedza Wojciecha Kruka w dalszym ciągu odgrywają istotną rolę. W związku z tym rynek dobrze by przyjął jego współpracę z V&W — mówi Rafał Salwa, niezależny analityk.

Sądząc po zachowaniu Wojciecha Kruka, może to być trudne.

— Pan Kruk i prezes Rosochowicz publicznie mówili o tym, że ich odejście będzie niekorzystne dla spółki, powołując się na rzekome zapisy umów ze strategicznymi partnerami. Są poważne obawy, że pan Kruk będzie próbował zrealizować zapowiedzi, które popsują sytuację spółki. V&W musi szybko przejąć kontrolę operacyjną, by ograniczyć zagrożenia — mówi analityk.

Eksperci sugerują również baczne obserwowanie poczynań funduszy.

— Ciekawe będzie zachowanie funduszy, które posiadają akcje i W. Kruka, i V&W. Jeżeli po fuzji zaczną redukować zaangażowanie w V&W, będziemy wiedzieli, jak oceniły sensowność tej fuzji — mówi Jarosław Biernacki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Laskowska, grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Podcięte skrzydła Kruka