Pogodne niebo na dnie studni

  • Ignacy Morawski
opublikowano: 03-01-2021, 20:00

W wyjątkowych czasach wyjątkowo trudno przewidzieć przyszłość, jednak gospodarczy optymiści mają więcej argumentów niż pesymiści.

Prognozowanie sytuacji gospodarczej w 2021 r. przypomina spoglądanie w studnię. Najpierw widać głęboki czarny tunel w dół - takie są perspektywy na kilka najbliższych tygodni, które prawdopodobnie będą stały pod znakiem ostrych restrykcji, utrzymywanych w większości krajów Europy. Na dnie jednak odbija się już błękitne niebo, można nawet dostrzec przebłyski słońca, czyli wiele argumentów za tezą, że od wiosny czeka nas solidne ożywienie.

Widzę cztery najważniejsze powody do optymizmu. Po pierwsze - system gospodarczy powoli adaptuje się do działania w warunkach epidemii. Warto zauważyć, że kolejne lockdowny przynoszą coraz niższy spadek aktywności gospodarczej. Po drugie - nowe technologie testowania umożliwią wkrótce wykonywanie tanich i efektywnych testów na SARS-CoV-2 w domu, co ułatwi kontrolowanie epidemii. Po trzecie i najważniejsze - na rynek wchodzi coraz więcej szczepionek. Teraz mamy w UE jedną, w styczniu będzie kolejna, do marca lub kwietnia powinny być jeszcze dwie. Po czwarte - rządy są zdeterminowane, żeby zapobiegać spadkowi dochodów ludności, stabilizując oczekiwania i nastroje.

Z drugiej strony jest jeden bardzo istotny czynnik ryzyka – ewentualna szybsza mutacja wirusa, omijająca odporność zaszczepionych. To byłaby fatalna wiadomość, choć taki scenariusz też może mieć dobre strony, zmutowany wirus może być mniej uciążliwy.

Zebrane dziś w „Pulsie Biznesu” prognozy rynkowe dość dobrze odzwierciedlają opisane czynniki. Widzę nawet szansę, że sytuacja będzie lepsza od tych prognoz – może nie w zakresie wzrostu PKB, ale w inwestycjach. Jest też, moim zdaniem, spore prawdopodobieństwo, że wyższa od prognoz będzie inflacja. Wielką zagadką jest natomiast kurs walutowy: teoretycznie złoty miałby szanse na solidne umocnienie, ale Narodowy Bank Polski będzie starał się temu zapobiec, kupując obce waluty.

Dlaczego bardziej optymistycznie niż rynek patrzę na inwestycje? Bo aktywność inwestycyjna firm ma tendencję do dużych wahań i po głębokim spadku szybko się odbija. Obecny cykl może być pod tym względem szczególnie gwałtowny. Bardzo ważny jest fakt, że sytuacja w przemyśle, który odpowiada za ok. 60 proc. inwestycji firm, okazała się znacznie lepsza od oczekiwań i odbicie w tej dziedzinie może być znaczące. Na to wszystko nałożą się jeszcze inwestycje infrastrukturalne finansowane z unijnego funduszu odbudowy.

Za szybszym ożywieniem inwestycji podąży wyższa inflacja. Sądzę, że rynek – jak to zwykle bywa – za bardzo jest przywiązany do przekonania, że inflacja ma tendencję do podążania w kierunku celu inflacyjnego banku centralnego (2,5 proc.). Kiedy konsumenci zaczną realizować odłożony popyt, firmy będą rozkręcać projekty rozwojowe, a kurs euro utrzyma się w okolicach 4,40-4,50 zł, środowisko gospodarcze będzie sprzyjało raczej wyższej niż niższej inflacji. Oczekuję więc wzrostu cen raczej w przedziale 3-3,5 proc. niż 2-3 proc.

Dość rozsądnie wygląda rynkowa prognoza stopy bezrobocia, która ma utrzymać się w 2021 r. na niezmienionym poziomie r/r. Stabilizacja będzie wynikała z faktu, że bezrobocie najpierw wzrośnie (do wiosny), a później wejdzie w lekki trend spadkowy. Warto pamiętać, że rynek pracy zawsze z opóźnieniem reaguje na zmiany aktywności gospodarczej, więc trend spadkowy stopy bezrobocia nie zacznie się natychmiast po wyjściu gospodarki z dołka. Natomiast firmy muszą szykować się na to, że już wkrótce wróci rynek pracownika. To jest cecha gospodarki, która utrzyma się bardzo długo.

Intrygujący jest problem dotyczący prognozowania kursu walutowego. Z wyraźnym ożywieniem gospodarczym spójne powinno być umocnienie naszej waluty. Jeżeli jednocześnie banki centralne na świecie będą wciąż utrzymywały niskie stopy procentowe, to popyt na waluty solidnych rynków wschodzących, takich jak Polska, może być ogromny. Trzeba jednak pamiętać, grudniowym mocny sygnał NBP, że jest w stanie zapobiegać falom umocnienia złotego. Bank centralny chce utrzymać cenę euro bliżej poziomu z czasów epidemii (4,40-4,60 zł) niż sprzed paru lat. Może wydrukować tyle złotych, ile chce, więc takie zapowiedzi warto traktować serio. Z tego powodu prognozę kursu euro lepiej utrzymywać bliżej 4,50 zł niż 4,10 zł.

Prognozowanie na 2021 r. jest wyjątkowo trudne. Nie da się uśrednić różnych scenariuszy, jak zwykle się robi. Mamy sytuację zero-jedynkową: albo ujarzmimy pandemię i doświadczymy gwałtownego ożywienia, albo będziemy nadal potwornie męczyć się z wirusem. Nie ma wariantów pośrednich, sądzę jednak, że więcej przemawia za optymistycznym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane