POLA GOLFOWE ZARABIAJĄ NA ZAGRANICZNYCH GRACZACH

Aneta Królak
opublikowano: 08-06-1999, 00:00

POLA GOLFOWE ZARABIAJĄ NA ZAGRANICZNYCH GRACZACH

Golf ma szansę zachować pozycję ekskluzywnego sportu

ZGODNIE Z ETYKIETĄ: Golf dawniej był sportem dla bogatych, w chwili obecnej jest rozrywką, na którą może sobie pozwolić coraz więcej osób. Mogą one spędzić dzień w przyjaznej atmosferze, w ładnym miejscu i w zupełnym oderwaniu od codzienności — zapewnia Andrzej Person, wiceprezes Polskiego Związku Golfa. fot. GK

Za cztery do pięciu lat golf może stać się na tyle popularny, że zacznie przynosić klubom prawdziwe zyski. W chwili obecnej pola golfowe wykorzystują układy z firmami, które wspomagają ich kosztowne utrzymanie, płacąc za czas spędzany na nich przez swoich pracowników.

Długoletnie tradycje golfowe nie zmieniły podejścia Polaków do tej formy spędzania wolnego czasu. Nadal traktowany jest — po siłowniach i kortach tenisowych — jak kolejna nowość, którą przywieźli ze sobą zachodni biznesmeni. Pierwsze pola golfowe działały w Polsce w latach międzywojennych. Po wojnie zanikła ta forma sportu, by znów pojawić się pod koniec lat osiemdziesiątych.

Kłopotliwa inwestycja

Według danych Polskiego Związku Golfa (PZG), sportem tym zajmuje się pięć tysięcy osób, niestety, dotychczas tylko tysiąc z nich to Polacy. Ponad 80 proc. wszystkich golfistów zrzeszone jest w dziewięciu klubach. Tylko sześć pól zarejestrowano w PZG, planuje się wybudowanie dalszych 15, z czego tylko sześć zgłoszono w związku.

— Istnieje duże prawdopodobieństwo, że zostaną zrealizowane plany dotyczące tych piętnastu nowych pól, jednak nie ma w tym przypadku gwarancji, że wszystkie rozmowy z inwestorami zakończą się pomyślnie — twierdzi Andrzej Person, wiceprezes Polskiego Związku Golfa.

Dodaje, że podstawowym problemem jest zakup ziemi. Odpowiednio zlokalizowane obszary są przeważnie podzielone pomiędzy kilku, nawet kilkunastu, właścicieli, z których nie wszyscy chcą odsprzedać swoje działki lub żądają za nie wygórowanych stawek, zakładając, że pole golfowe to niesamowicie dochodowe przedsięwzięcie. Podobny problem inwestorzy mają z gminami, które doszły w końcu do wniosku, że pole na ich terenie może przynosić zyski, jednak nakładają na inwestorów, nie mający odpowiednika w UE, podatek od gruntów rekreacyjnych.

— Inwestycja w pole golfowe to skomplikowany proces. Zapewnienie wysokiego standardu samego pola pochłonie blisko trzy mln USD. Do tego dojdą koszty budynku, czyli 50-100 tys. USD, i ziemi, a te są bardzo różne. W sumie inwestycja w pole golfowe to średnio 4-5 mln USD — oblicza Wojciech Słupeczański, kierownik klubu The Warsaw Golf International w Rajszewie.

— Pole z dziewięcioma dołkami musi mieć minimum dwadzieścia hektarów, z osiemnastoma — maksimum 100. Trzeba pomyśleć też o tym, że wydatki nie kończą się wraz z zakupem ziemi i przystosowaniem terenu. Spore pieniądze pochłania również utrzymanie takiej powierzchni w stanie nadającym się do użycia. Trawę trzeba kosić co dwa dni, codziennie mierzyć odczynnik pH i przynajmniej dwa razy dziennie ją podlewać — wylicza Radosław Matiakowski, dyrektor ds. marketingu i promocji w warszawskim City Golf & Country Club.

Przyznaje, że pierwszych zysków można oczekiwać po mniej więcej siedmiu latach i właśnie dlatego bardzo korzystna dla klubów jest współpraca z firmami, które doinwestowują pola. W zamian na ich terenie organizowane są spotkania biznesowe oraz różnego rodzaju imprezy dla pracowników, połączone np. z amatorskimi zawodami lub szkółkami.

Kulturalny spacer

Wedle oceny golfistów, jest to jedyny sport, który ma szansę utrzymać się na rynku jako ekskluzywny.

— Wyjście na pole golfowe wiąże się z zachowaniem pewnych ścisłych zasad dotyczących ubioru i zachowania. Dotychczasowa elitarność tego sportu zanika i staje się on coraz bardziej dostępny. Samo wyposażenie w komplet kijów nie jest zbyt drogie. Kosztuje mniej więcej 1400 zł. Spędzenie dnia na polu w dzień powszedni to wydatek około100 zł, w ciągu weekendu 200 zł. Może sobie więc pozwolić na taką rozrywkę właściciel przeciętnie zasobnego portfela. Natomiast bardzo kosztowne jest wykupienie członkostwa w klubie — przekonuje Radosław Matiakowski.

Z Europy i Azji

Zdaniem Wojciecha Słupeczańskiego, krajowe pola są na wystarczająco wysokim poziomie, by korzystali z nich zagraniczni goście. Te, które powstaną, również będą musiały spełniać podobne warunki. Walka toczy się bowiem o tzw. golfowych turystów.

W chwili obecnej najlepiej prosperują pola położone w północno-zachodniej Polsce. Ich głównymi klientami są gracze ze Skandynawii, przede wszystkim Szwedzi oraz Niemcy.

— Kluby z centralnej części kraju mają ostatnio nowych klientów, którzy zaczynają stanowić poważne źródło dochodów. Są nimi biznesmeni z południowo-wschodniej Azji, szczególnie zaś z Korei. Zdarzają się gracze, którzy uprawiają tę dyscyplinę od piętnastu lat, a dopiero tu po raz pierwszy wyszli na prawdziwe pole — opowiada Radosław Matiakowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aneta Królak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / POLA GOLFOWE ZARABIAJĄ NA ZAGRANICZNYCH GRACZACH