Polacy płacą wysokie podatki… Ale tylko ubodzy Polacy

Ignacy Morawski, główny ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości
04-05-2014, 14:23

Przy okazji rozliczeń podatkowych bardzo często pada pytanie: czy płacimy wysokie podatki? Na to pytanie specjalnie dla pb.pl odpowiada Ignacy Morawski, główny ekonomista PBP.

Przy okazji rozliczeń podatkowych tradycyjnie w sferze publicznej bardzo często pada pytanie: czy płacimy wysokie podatki? Na takie pytanie nie ma naturalnie jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ nie ma żadnego wzorca podatkowego, który pozwoliłby określić idealny system podatkowy. Postawiłbym natomiast dwie tezy co do polskiego systemu.

Ignacy Morawski, główny ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości
Zobacz więcej

Ignacy Morawski, główny ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości

Po pierwsze, należymy do krajów o umiarkowanym poziomie opodatkowania. Po drugie, wyróżniamy się relatywnie wysokim obciążeniem ludzi mniej zamożnych w stosunku do bardziej zamożnych. Krótko mówiąc – podatki płacimy niższe niż średnio obywatele innych krajów OECD, ale mamy dużo mniej sprawiedliwy system podatkowy. Moim zdaniem wskazuje to na dużą siłę polityczną najbardziej zamożnych obywateli, co stoi nieco w sprzeczności z lansowaną często opinią, że polski budżet jest rozbijany głównie przez różne grupy interesu kojarzące się raczej z dolnymi szczeblami drabiny dochodowej (rolników, emerytów itd.). To prawda, że przeróżne grupy interesu mają w Polsce pewne przywileje socjalne, które kosztują budżet więcej niż powinny. Ale jednocześnie najzamożniejsi obywatele cieszą się wyjątkowymi jak na nasz obszar kulturowy przywilejami podatkowymi.

W Polsce stosunek dochodów podatkowych do PKB wynosi 32,5 proc., wobec średniej dla krajów OECD na poziomie 34,1 proc. i średniej dla krajów OECD z Europy Środkowej na poziomie 34,5 proc. Średnie obciążenie podatkowe pracownika zarabiającego średnią krajową, rozliczającego się samemu i nie posiadającego dzieci wynosi 24,7 proc. dochodu brutto, wobec średniej dla OECD na poziomie 25,2 proc. i średniej dla krajów OECD z Europy Środkowej na poziomie 26,5 proc. Jeżeli weźmiemy pod uwagę pracujące małżeństwo z dwójką dzieci, wówczas obciążenie to wynosi w Polsce 21,1 proc., w OECD 22,3 proc., a w krajach naszego regionu 21,6 proc. Płacimy zatem w Polsce podatki nieco niższe od średniej dla krajów, z którymi możemy się porównywać. Naturalnie, średnie te są zawyżane lub zaniżane przez przypadki ekstremalne. Jeżeli porównamy się tylko z krajami europejskimi OECD, płacimy podatki znacznie niższe od średniej, ponieważ średnią dla całego OECD zaniżają Australia, Kanada, Chile, Meksyk i Stany Zjednoczone. W porównaniu z Niemcami, Francją, Włochami czy krajami skandynawskimi jesteśmy wręcz rajem podatkowym. Jeżeli z krajów naszego regionu odejmiemy Węgry, które mają bardzo wysokie podatki (dlatego nie rozumiem zachwytów polskiej liberalnej prawicy nad Victorem Orbanem), to wyjdzie, iż płacimy podatki wyższe niż w regionie.

Takimi porównaniami zawsze można manipulować, aby osiągnąć pożądany przez siebie wniosek. Natomiast jakkolwiek nie kombinować średnimi, absolutnie nie można postawić tezy, że jesteśmy krajem wysokiego opodatkowania. Stawienie takiej tezy jest objawem nieuczciwości intelektualnej.

Tyle na temat wysokości podatków. Wysokość podatków nie jest jednak głównym i pewnie nie najważniejszym wyróżnikiem systemu podatkowego. Równie istotne jest, jak rozkładane są obciążenia. A w tym przypadku można postawić tezę, że system podatkowy mamy wyjątkowo niesprawiedliwy. Osoby uboższe płacą w Polsce podatki wyraźnie wyższe niż średnia dla OECD, podczas gdy osoby zamożniejsze płacą podatki niższe od średniej. Dlatego mamy jeden z mniej efektywnych systemów redystrybucji – skala spadku nierówności dochodowych po uwzględnieniu podatków i transferów społecznych jest u nas mniejsza niż w zdecydowanej większości krajów OECD.

Dość naturalne powinno być, że osoby bardziej zamożne płacą podatki wyższe (procentowo) niż osoby najmniej zamożne. Wynikać to powinno z malejącej tzw. krańcowej użyteczności konsumpcji, czyli z faktu, że satysfakcja osoby ubogiej z dodatkowego procenta dochodu jest znacznie większa niż satysfakcja osoby zamożnej z dodatkowego procenta dochodu – podobnie jak niezadowolenie z ubytku procenta dochodu. To nie jest może intuicyjne, ale fakt jest taki, że gdybyśmy wszystkim zabrali np. 10 proc. dochodu, to standard życia osób ubogich spadnie znacznie bardziej niż osób zamożnych.

To dlatego wszystkie kraje rozwinięte stosują progresywne systemy podatkowe, czyli systemy, w których osoby zamożniejsze płacą procentowo wyższe podatki niż osoby uboższe. Nawet kraje posiadające liniowe stawki podatkowe, jak Słowacja czy kraje bałtyckie, mają progresję podatkową dzięki stosowaniu dość wysokich kwot wolnych pod podatku. A zdecydowana większość krajów rozwiniętych ma mocno zaawansowaną progresję – podatek liniowy jako idea odszedł już prawdopodobnie do historii.

Jak to wygląda u nas? My mamy niską kwotę wolną od podatku oraz niską górną stawkę podatkową, co sprawia, że mamy praktycznie podatek liniowy przy dość dużym obciążeniu osób ubogich. Jak pokazałem powyżej, średnie obciążanie podatkowe w Polsce jest mniejsze niż średnie obciążenie podatkowe w przeciętnym kraju OECD – zarówno ogółem jak i dla naszego regionu. Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę osoby zarabiające dwie trzecie średniej krajowej, to zobaczymy, że ich obciążenie podatkowe w Polsce wynosi 23,8 proc., wobec średniej dla OECD na poziomie 21,3 proc. i średniej dla krajów naszego regionu na poziomie 23,7 proc. Czyli osoby uboższe wskakują powyżej średniej! Sytuacja jest odwrotna w przypadku osób nieco zamożniejszych. Osoba zarabiająca 167 proc. średniej krajowej ponosi obciążenie rzędu 25,2 proc., wobec średniej OECD na poziomie 30,8 proc. i średniej dla regionu na poziomie 28,7 proc. A im wyżej będziemy przesuwali się na skali dochodowej, tym średnie obciążenie podatkowe w Polsce będzie coraz niższe w stosunku do średniej dla krajów OECD. 

Stawiam dolara przeciw orzechowi, że gdybyśmy uzyskali dostęp do dokładnych danych z rozliczeń podatkowych, obraz stałby się jeszcze bardziej ponury. Osoby najzamożniejsze mają bowiem w Polsce do dyspozycji całą paletę umożliwiającą im znaczące obniżanie obciążenia podatkowego – stosowanie 19 procentowej stawki liniowej dla osób prowadzących działalność gospodarczą, odliczanie od przychodów dużych zakupów (jak luksusowe samochody), stosowanie umów o dzieło i zlecenie pozwalających na zwiększenie odpisów podatkowych itd. itp. Jest moim zdaniem bardzo prawdopodobne, że opodatkowanie najbardziej zamożnych obywateli należy w Polsce do najniższych wśród krajów rozwiniętych.

Nie jestem absolutnie osobą, która nawoływałaby do rewolty podatkowej przeciw zamożnym. Najzamożniejsi obywatele to często ci, którzy tworzą miejsca pracy, są najbardziej przedsiębiorczy i innowacyjni. Ale wydaje mi się, że gdybyśmy chcieli mieć przynajmniej umiarkowanie sprawiedliwy system podatkowy, powinniśmy podnieść kwotę wolną od podatku i sfinansować tę zmianę przywróceniem górnej stawki podatkowej na poziomie 40 proc. Możnaby również rozważyć zniesienie możliwość stosowania 19 proc. stawki podatku dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Nie ma żadnych powodów by sądzić, że w wyniku takich zmian przedsiębiorczość i innowacyjność w jakikolwiek sposób ulegnie zmniejszeniu – wszystkie najbardziej innowacyjne kraje mają wyższe górne stawki podatkowe. To powinien być element uzdrawiania finansów publicznych, podobnie jak uproszczenie systemu podatkowego i powolne likwidowanie przywilejów socjalnych różnych wpływowych grup interesu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ignacy Morawski, główny ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Podatki / Polacy płacą wysokie podatki… Ale tylko ubodzy Polacy