Polska bajka podbija świat

Prawa do emisji serialu „Agi Bagi” kupiły już telewizje z 64 krajów, w tym Chin. To pierwszy taki sukces polskiej animacji od czasów „Bolka i Lolka”

O bajce o plemionach Agingów i Bagingów zamieszkujących „dwustronną” planetę Agi Bagi mogło słyszeć niewielu. Choć w kraju emitują ją liczni nadawcy, m.in. TVP ABC, Polsat Jim Jam, ipla.tv, player.pl, strefabajek.pl i chilli.tv, to poza trzy — i czterolatkami dla większości Polaków tytuł jest co najmniej zagadkowy.

BAJKOWY RENESANS:
Zobacz więcej

BAJKOWY RENESANS:

Seria animowana „Agi Bagi” od początku była zaprojektowana tak, żeby polubiły ją dzieci na całym świecie. Ma szansę powtórzyć sukces polskich bajek z lat 60. [FOT. ARC]

Zobacz także

Tym bardziej może zdziwić ich fakt, że prawa do emisji animowanego serialu o przygodach kosmicznych stworków z edukacją ekologiczną w tle (Agingi i Bagingi co i rusz muszą ratować swoją planetę), wykupiły już telewizje z 64 krajów — w Europie, Australii, na Bliskim Wschodzie, Ameryce Północnej i Afryce. Od początku tego roku bajkę można oglądać też w Azji, m.in. w Chinach, Wietnamie, Indiach i Korei Płd.

— Wszystko wskazuje na to, że „Agi Bagi” będzie międzynarodowym hitem. Chcemy dotrzeć do co najmniej 100 krajów — mówi Dominika Osak ze studia filmowego Badi Badi, które jest producentem „Agi Bagi”. Sprzedaż jest tym bardziej imponująca, że do tej pory premierę miał tylko jeden, 13-odcinkowy, sezon bajki (w tym jeden odcinek w polskiej wersji językowej z piosenką zespołu Afromental). Twórcy „Agi Bagi” od początku chcieli zrobić z niej „polski towar eksportowy”.

— Chcieliśmy pokazać, że polska animacja komercyjna, która w zasadzie nie istniała, gdy rozpoczynaliśmy produkcję „Agi Bagi”, może się odrodzić. Od początku nastawiliśmy się na sprzedaż za granicą. W takich produkcjach chodzi o to, żeby stworzyć ponadnarodowe, uniwersalne przesłanie. I nie ekologia jest tutaj kluczem, ale podejście do tworzenia postaci, dialogów i narracji w taki sposób, aby był on akceptowany przez międzynarodowy zespół psychologów — mówi Tomasz Paziewski, właściciel studia Badi Badi.

Premiera pierwszej serii „Agi Bagi” odbyła się w 2015 r. Powstała już kolejna seria, która będzie miała premierę jesienią, a trzecia, która jest w produkcji — wiosną 2018 r. Produkcja „Agi Bagi”, współfinansowana przez Polski Instytut Sztuki Filmowej (PISF), Narodowy Instytut Audiowizualny oraz komercyjnych partnerów, pochłonęła już prawie 9 mln zł. PISF dołożył 3 mln zł. Było warto — dziś nie tylko twórcy bajki mówią o sukcesie.

— Polska animacja, która kwitła w czasach „Koziołka Matołka”, „Misia Uszatka”, „Bolka i Lolka” i „Reksia”, jakiś czas temu się zatrzymała. Po drodze mieliśmy sukcesy na polu animacji artystycznej, ale jeśli chodzi o przedsięwzięcia biznesowe, to przez lata nie było czym się chwalić. Dziś jest inaczej. Ten przykład świadczy o tym, że na komercyjnych produkcjach animowanych polska branża filmowa też może zarabiać. Tu na zyski trzeba co prawda poczekać, ale inwestycja związana z prawami autorskimi [tzw. IP — red.] z latami może naprawdę przynosić krocie — mówi Tomasz Dąbrowski, dyrektor Polskiej Komisji Filmowej.

Obecnie coraz więcej studiów filmowych w Polsce obiera ten kierunek i również odnoszą sukcesy. Przykładem są m.in. Human Ark z Warszawy czy Grupa Smacznego z Gdańska. Również producenci bajkowych hitów z lat 60., które do dzisiaj zarabiają krocie na prawach autorskich, nie spoczywają na lurach. Studio Miniatur Filmowych, twórcy m.in. „Koziołka Matołka”, z sukcesem wypuściło niedawno. na rynek serię przygód poczciwej babci „Mami Fatale”, która na serwisie YouTube ma miliony odsłon.

Słynne z „Bolka i Lolka” i „Reksia” Studio Filmów Rysunkowych z Bielska-Białej niedawno zakończyło prace nad 13-odcinkową serią „O Kubie i śrubie”, która będzie miała premieręjesienią w telewizji „Puls”, a za rok pojawi się w TVP ABC. Studio co roku odwiedza blisko 30 tys. dzieci z przedszkoli, szkół podstawowych i średnich, które m.in. na podstawie starych bajek poznają proces powstawania filmu rysunkowego.

— Poza tym dużo małych kin czy domów kultury wciąż zwraca się do nas z prośbą o licencję na „Bolka i Lolka” czy „Reksia” — mówi Piotr Płatek, redaktor Studia Filmów Rysunkowych.

Aby zdobywać światowy rynek nowymi produkcjami i konkurować choćby z Disneyem, polscy twórcy animacji muszą jednak odrobić jeszcze pewne lekcje i znów nauczyć się tworzyć komercyjne bajki z uniwersalnym przesłaniem. Klimat robi się coraz bardziej korzystny — większość polskich filmów powstaje jedynie dzięki dofinansowaniu z PISF (często sięga ono blisko 50 proc. kosztów), który ostatnio dał zielone światło dla animacji. — Od 2016 r. PISF, który od lat wspiera animację, wprowadził specjalną alokację na projekty filmów dla młodego widza i widowni familijnej. To dowodzi, że ta część filmowego kontentu ma dziś swojego odbiorcę, więc warto w nią inwestować — podkreśla Tomasz Dąbrowski. Choć „Agi Bagi” i inne bajki dla przedszkolaków to nie ta sama półka, co np. „Wiedźmin”, to jednak są prawdziwym powodem do dumy.

— Film animowany może i powinien być przeznaczony dla różnej publiczności, dlatego komercyjny charakter animacji nic jej nie ujmuje. Takie polskie animacje jak „Katedra” Tomasza Bagińskiego, która była nominowana do Oscara, czy inne tego typu znakomite przykłady to nie były filmy dla mas, a w kinie chodzi przecież o to, żeby zdobyć publiczność — mówi Tomasz Dąbrowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Polska bajka podbija świat