Polskie kosmetyki chcą podbić chińskie drogerie

  • Alina Treptow
opublikowano: 04-10-2012, 00:00

Po Dr Irenie Eris rynek Państwa Środka kusi Farmonę, krakowskiego producenta kosmetyków naturalnych.

W Polsce karty zostały już rozdane, dlatego producenci kosmetyków zaczynają rozglądać się za nowymi rynkami. Na celowniku coraz częściej pojawia się jeden z największych, a na pewno jeden z najszybciej rozwijających się rynków — chiński. Do Państwa Środka przymierza się właśnie Laboratorium Kosmetyków Naturalnych Farmona (LKN Farmona), krakowski producentkosmetyków naturalnych, sprzedający produkty, m.in. pod marką Herbal Care, Tutti Frutti czy Fresh & Beauty.

— Pracujemy nad certyfikacją produktów. Ruszyły też rozmowy z dystrybutorami — mówi Maria Waliczek, prezes i założycielka LKN Farmona.

Hurtem do Hongkongu

Spółka jest przygotowana na biurokratyczny tor przeszkód. Z tego powodu debiut kosmetyków odbędzie się w Chinach najwcześniej pod koniec 2013 r. Wcześniej pojawią się na nim produkty polskiego rywala — Dr Ireny Eris. Henryk Orfinger, prezes i właściciel Dr Ireny Eris, twierdzi, że w Chinach, w przeciwieństwie do Polski, można liczyć na skokowy wzrost. Rynki azjatyckie kuszą zresztą nie tylko największych.

— Na targi do Hongkongu jadą m.in. Clarena, Ziaja, Verona, Biogened [marka Phenome — red.], Delia, Eveline, Torf czy La Rive — wymienia Aleksandra Kretkowska z SPC House of Media, firmy, która nadzoruje ministerialny program zajmujący się m.in. promocją producentów kosmetyków na rynkach zagranicznych. LKN Farmona liczy też na duży wzrost na nowo zdobytych rynkach — w Arabii Saudyjskiej i Egipcie. Sprzedaż na nich rośnie z miesiąca na miesiąc, podobnie jak cały eksport.

— Po trzech kwartałach 2012 r. sprzedaż na rynkach zagranicznych wzrosła o 50 proc. Dzisiaj eksport generuje około 9 proc. obrotów, za 2-3 lata jego udział ma przekroczyć 20 proc. — zapowiada Maria Waliczek.

Rentowny biznes

LKN Farmona liczy też wzrost sprzedaży produktów przeznaczonych dla gabinetów kosmetycznych. W 2012 r. ich obroty wyniosą około 3 mln zł. W przyszłym roku ma to być dwa razy tyle.

A jest o co walczyć, ponieważ producenci kosmetykówprofesjonalnych mogą pochwalić się wysoką rentownością biznesu, np. w przypadku Clareny, lidera tego rynku, wyniosła ona w 2011 r. 30 proc. Mimo że Farmona może pochwalić się dwukrotnie wyższymi obrotami od rywala, nad takim wynikiem netto, również w segmencie kosmetyków profesjonalnych, będzie musiała popracować.

— W zeszłym roku zarobiliśmy na czysto 2,8 mln zł przy 32 mln zł przychodów. W tym roku będzie to odpowiednio 3 i 35 mln zł — prognozuje Maria Waliczek.

Jej zdaniem, rynek nie pomaga poprawie wyników. Po pierwsze, konsumenci zaczęli sięgać po produkty z niższych półek, a kosmetyki Farmony stoją na średniej i średniowyższej półce. Zeszłoroczne wyniki pociągnęła w dół także inwestycja w nowy zakład produkcyjny. Jego budowa pochłonęła 18 mln zł.

— Fabrykę postawiliśmy w pobliżu Rabki, co zapewniło nam dostęp do wód głębinowych, wykorzystywanych później w produkcji — tłumaczy Maria Waliczek. W tym roku ruszy kolejna inwestycja, ale nieco mniejsza. Spółka przeznaczy około 5 mln zł na nowe powierzchnie magazynowe.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Polskie kosmetyki chcą podbić chińskie drogerie