Popyt przypuścił szturm na warszawskie blue chipy

Włodzimierz Uniszewski
18-03-2008, 17:42

Wczorajszy gwałtowny spadek indeksów sprawił, że dzisiaj rano tylko garstka graczy miała odwagę przystąpić do aktywnego handlu. Od pierwszego dzwonka na parkiecie wiało zniechęceniem, a zainteresowanie akcjami było symboliczne.

Nastrojów nie polepszył nawet zakończony sukcesem test styczniowego dołka koniunktury w USA. Nie zrealizował się tam czarny scenariusz zakładający dalszą wyprzedaż po ujawnieniu kłopotów banku Bear Stearns. Wskaźniki kontrariańskie sygnalizowały za to bardzo wysoki poziom pesymizmu. Stopa put/call wyniosła na CBOE aż 1,48. Tak wysoki, zbliżony do 1,5 poziom tego wskaźnika występuje tylko w okolicach istotnych dołków indeksów. Także Volatility Index (VIX), zwany indeksem strachu zamknął się na poziomie 32 pkt., najwyżej od 2003 roku. Zamknięcia w rejonie 30 pkt. sygnalizowały w ub. roku i styczniu wyczerpanie energii fali spadkowej

Obawy przed możliwością powrotu spadków za oceanem trzymały GPW w szachu, mimo że kontrakty na amerykańskie indeksy sugerowały rano przewagę optymistów. Warszawscy gracze być może spodziewali się, że w dniu posiedzenia Rezerwy Federalnej zagraniczni inwestorzy powstrzymają się od windowania indeksów. Mylili się jednak, gdyż z każdą godziną chętnych do kupna za granicą przybywało, a kursy rosły. Chcąc nie chcąc także warszawskie indeksy zaczęły wędrówkę w górę. Obroty były jednak niezwykle niskie, a popyt skupił się na największych spółkach. Indeksy mniejszych firm nie przejawiały oznak życia.

Przełomowym momentem dnia stała się publikacja oczekiwanych z niepokojem raportów dwóch amerykańskich banków inwestycyjnych – Goldman Sachs i Lehman Brothers. Po wpadce Bear Stearns obawiano się kolejnej przykrej niespodzianki, szczególnie w przypadku drugiej ze spółek, mającej portfel o podobnej strukturze jak jej upadły konkurent. Na szczęście rynkowe prognozy zysku były już tak zaniżone, że obu bankom udało się pobić je w cuglach i wszystkim spadł kamień z serca. Ponieważ opublikowane wkrótce potem dane makroekonomiczne miały neutralną wymowę, inwestorzy sięgnęli głębiej do portfeli.

Wysokie otwarcie w USA obudziło w końcu warszawskich graczy, którzy rozpoczęli pogoń za uciekającymi w górę kursami. Krzywa indeksów zaczęły się wznosić pod coraz ostrzejszym kątem, a w szeregach niedźwiedzi doszło do paniki i gremialnej ucieczki z krótkich pozycji. Rynek kontraktów terminowych zamknął się na wyśrubowanym dziennym szczycie, a odległość od sesyjnego dołka wyniosła aż 143 pkt. Najwięksi spadkowicze z poniedziałku błyskawicznie odrabiali straty. Na czele szarży stały największe banki wspierane przez PKN. Wig20 popisał się ostatecznie zwyżką o 4,8 proc. Niestety, obroty do końca pozostały rażąco niskie, a mniejsze spółki nie wzięły udziału we wzrostowym rajdzie. W ich przypadku straty nie zostały odrobione.

Amerykańskie indeksy po mocnym otwarciu kontynuowały marsz w górę, nie zrażone bliskim ogłoszeniem decyzji Fed o godz. 19.15 naszego czasu. Wydaje się, że pozytywna wymowa informacji z Goldman Sachs i Lehman Bros przesunęła na nieco dalszy plan przeanalizowaną już do cna kwestię najbliższego posunięcia Fed. Goldman oznajmił, że nigdy nie miał tak dużej płynności jak obecnie. Odpisy w GS wyniosły tylko 2 mld USD, a w Lehman Bros – 1,8 mld. CFO Goldman Sachsa stwierdził, że wartość portfela jest urealniona do obecnych warunków rynkowych, ale wiele aktywów jest przez rynek poważnie niedoszacowanych. Z kolei Lehman stwierdził, że w jego wartym 32 mld USD portfelu obligacji hipotecznych papiery kategorii subprime stanowią ok. 13 proc. Oba banki chwaliły zalety okna dyskontowego ustanowionego przez Fed. Humory inwestorów poprawił też aż 50 proc. wzrost kursu akcji Bear Stearns.

Teraz inwestorom za oceanem pozostaje czekać na komunikat Fed. Najbardziej obstawiana jest redukcja o 1 pkt. proc. Wydaje się jednak, że najistotniejszym elementem kształtującym reakcję rynku będzie towarzyszący decyzji Fed komentarz. W szczególności uwaga inwestorów skupi się na szukaniu sygnału, czy ta obniżka oznacza zakończenie cyklu redukcji stóp. Wydaje się, że rynek nie jest już tak skupiony na samej jej wielkości, lecz przede wszystkim szuka symptomów skuteczności dotychczasowych cięć. Dlatego sygnał z banków inwestycyjnych o poprawie płynności i mniejszych stratach został odebrany tak pozytywnie. Dobra wiadomość szykuje się także na innym froncie. Lada dzień Freddie Mac i Fanie Mae zyskają możliwość zwiększenia akcji kredytowej dzięki złagodzeniu ograniczeń kapitałowych oraz dokapitalizowaniu obu spółek w drodze emisji akcji uprzywilejowanych. Bez poprawy na rynku nieruchomości nie ma co marzyć o szybkim zakończeniu kryzysu kredytowego w USA i same obniżki stóp procentowych nie przełamią pata.


 

© ℗

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Popyt przypuścił szturm na warszawskie blue chipy