Czytasz dzięki

Proces o 100 tys. zł zadośćuczynienia za niesłuszne zatrzymanie b. prezesa Grupy Lotos

PAP
opublikowano: 06-08-2020, 13:41

Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku rozpoczął się w czwartek proces, w którym b. prezes Grupy Lotos Paweł Olechnowicz domaga się 100 tys. złotych zadośćuczynienia od Skarbu Państwa za bezzasadne zatrzymanie, do którego doszło pod koniec stycznia 2019 r.

Paweł Olechnowicz
Zobacz więcej

Paweł Olechnowicz Fot. Marek Wiśniewski

Zatrzymanie na 48 godzin b. prezesa GL miało miejsce 29 stycznia 2019 r. w Wadowicach (Małopolskie) w związku ze śledztwem Prokuratury Regionalnej w Gdańsku ws. wyrządzenia koncernowi paliwowemu znacznej szkody majątkowej.

W czerwcu ub. roku Sąd Rejonowy w Gdańsku uznał, że zatrzymanie Pawła Olechnowicza (zgodził się na podanie danych osobowych – PAP) było bezzasadne, choć było przeprowadzone prawidłowo. Po tym postanowieniu pełnomocnik b. szefa gdańskiej spółki Janusz Kaczmarek złożył wniosek do sądu o zasądzenie zadośćuczynienia.

"Ta kwota - 100 tysięcy złotych – ma charakter symboliczny, bo trudno jest wycenić uszczerbek na wizerunku i dobrym imieniu osoby, która była wieloletnim prezesem Grupy Lotos i zasiadała w szeregu polskich i zagranicznych zrzeszających przedsiębiorców i menedżerów. Zatrzymanie odbyło się na oczach rodziny. O sprawie tej mówiły wówczas wszystkie media" – powiedział PAP Kaczmarek.

Prokurator Remigiusz Signerski, reprezentujący Skarb Państwa, powiedział PAP, że sam wniosek z uwagi na rozstrzygnięcie sądu (z czerwca 2019 r. - PAP), który rozpatrywał zażalenie na zatrzymanie Olechnowicza, jest "zasadny, co do istoty". "Natomiast na pewno prokuratura nie zgadza się z żądaniem wysokości zadośćuczynienia. Uważamy, że jest ono zbyt wysokie i nieadekwatne do okoliczności zatrzymania" – dodał.

Podczas czwartkowej rozprawy Olechnowicz opowiadał, w jaki sposób został zatrzymany przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

"To był szok. Do Wadowic pojechałem z żoną na obchody rocznicy śmierci moich teściów. Do zatrzymania doszło w domu mojego szwagra o godz. 7. Nie mogłem już wziąć udziału we mszy św. Zawieziono mnie dwoma samochodami na światłach do Bielska-Białej, potem do lekarza do Katowic, a na końcu do Gdańska na przesłuchanie. Kiedy włączyłem telewizor, to Polsat podawał moje zatrzymanie jako główną informację. Uświadomiłem sobie wówczas, że jest na to zapotrzebowanie medialne, a ujawnienie tego faktu i nagłośnienie miało obniżyć moją reputację" – mówił 68-letni menadżer.

Olechnowicz dodał, że trafił do celi, gdzie siedziały jeszcze trzy inne osoby.

Wyjaśnił, że od sąsiadów dowiedział się później, że kilka dni przed zatrzymaniem jego dom w Elblągu był obserwowany przez jakieś osoby.

"Bezpodstawne zatrzymanie stało się dla mnie powodem wielu problemów - utraty wiarygodności, ale też zdrowotnych i finansowych. Jestem człowiekiem honoru. Ideę rzetelnej pracy wyniosłem z domu rodzinnego. Moja praca w ABB Zamech i Grupie Lotos świadczy o tym, że powierzone mi tam obowiązki wykonywałem sumiennie. Zostałem za to potraktowany bardzo nieuczciwie. W moim życiu zdarzały się sytuacje, że byłem wzywany na różnego rodzaju przesłuchania i nigdy nie było żadnego problemu, żebym stawiał się na takie wezwania. Do organów państwowych odnoszę się w odpowiedzialny sposób” – oświadczył.

Olechnowicz zaznaczył, że zatrzymanie odbiło się też negatywnie na zdrowiu jego żony i córki.

Tłumaczył, że poważnie ucierpiały również jego kontakty w środowisku biznesowym. "Tak to moje zatrzymanie nagłośniono, że czuć atmosferę, aby lepiej nie prowadzić ze mną poważnych rozmów biznesowych jako osobą, która została pokazana jako niegodna zaufania" - nadmienił.

Pod koniec stycznia ub. roku na zlecenie Prokuratury Regionalnej w Gdańsku, oprócz Olechnowicza, zatrzymano jeszcze trzy inne osoby, w tym Tomasza S. - byłego współpracownika ministra PO Sławomira Nowaka, b. radnego PO w Gdańsku i b. prezesa siatkarskiego klubu Atom Trefl Sopot.

Całej czwórce postawiono zarzuty wiążące się z wyrządzeniem spółce Lotos SA znacznej szkody majątkowej w kwocie nie mniejszej niż 246 tys. zł poprzez zawarcie w 2011 r. z jednym z podmiotów zewnętrznych, fikcyjnej umowy o świadczenie usług doradczych. Olechnowicz nie przyznaje się do tego zarzutu. Podejrzanym grozi kara do ośmiu lat więzienia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane