Przybywa wideopolicjantów

Marcin Bołtryk
06-08-2018, 22:00

Raz, dwa, trzy, baba jaga patrzy — i nagrywa. Film z kamery samochodowej to rozrywka w internecie i dowód w sądzie

Moda na nagrywanie otoczenia auta przyszła ze Wschodu. Pojawiła się około 2006 r., wraz z falą internetowych filmów, głównie z Rosji. — To tam ruszyła sprzedaż wideorejestratorów. Brawurowa jazda, agresja, wymuszenia i inne niebezpieczne sytuacje na drodze skłoniły kierowców do wyposażania się w kamery. Ludzie dzielili się filmami na YouTubie. Wśród internautów było wielu kierowców, którzy, oglądając nagrania, uświadamiali sobie, że posiadanie kamery to forma dodatkowego zabezpieczenia, gdyż wiele sytuacji na drodze jest spornych. Dopiero jednak kilka ostatnich lat przyniosło na rynku wideorejestratorów znaczące skoki sprzedaży — mówi w „PB” Mariusz Mianowski, dyrektor regionu centralnej i wschodniej Europy w firmie Mitac.

CYFROWY ŚWIADEK:
Zobacz więcej

CYFROWY ŚWIADEK:

Moda na wideorejestratory przywędrowała do Polski ze Wschodu. Z uwagi na to, że nagrania coraz częściej wykorzystywane są w sądach jako dowody, ich popularność rośnie. Fot. Fotolia

Zgodnie z wynikami ankiety przeprowadzonej wśród tysiąca polskich kierowców, 60 proc. z nich nie korzysta z wideorejestratorów w samochodach. Jeszcze, bo jedna trzecia tej grupy planuje zakup kamery w ciągu najbliższego roku, a połowa rozważa taką ewentualność. Tylko 16 proc. mówi zdecydowane „nie” filmowaniu na drodze. Ponad 71 proc. ankietowanych wskazało, że głównym powodem korzystania z wideorejstratora lub rozważania jego zakupu jest ochrona samochodu. W dalszej kolejności ankietowani wymieniali zwiększenie bezpieczeństwa na drodze (45 proc.) oraz wpływ na zachowanie innych kierowców (34 proc). Takie oczekiwania są uzasadnione.

Dziś nagrania z samochodowych kamer to już nie tylko rozrywka w internecie — coraz częściej przydają się w sądzie. W Niemczech, po wyroku Federalnego Trybunału Sprawiedliwości z 15 maja 2018 r., nagrania z wideorejestratorów mogą być wykorzystane jako materiał dowodowy. Podobnie jest w Polsce — art. 308. par. 1 Kodeksu postępowania cywilnego mówi, że sąd może dopuścić dowód z filmu, telewizji, fotokopii, fotografii, planów, rysunków oraz płyt lub taśm dźwiękowych i innych przyrządów utrwalających albo przenoszących obrazy lub dźwięki. Ocena jakości filmu z wideorejestratora i decyzja o możliwości jego wykorzystania jako dowodu w sprawie należy jednak do sędziego. Dodatkowe funkcje, które mają wpływ na wybór urządzenia, wynikają z tego, do czego kierowcy potrzebują kamery.

Dla 77 proc. najważniejszy jest czujnik ruchu, pozwalający na wykrywanie zdarzeń w czasie postoju. 67 proc. wskazało na funkcję nagrywania w pętli, umożliwiającą automatyczne nadpisywanie nagrań, natomiast 60 proc., wymieniło tzw. g-sensor, który reaguje na wstrząsy, dzięki czemu w razie wypadku zebrany materiał zostanie automatycznie zapisany. Rocznie nad Wisłą sprzedaje się ponad 200 tys. samochodowych wideorejestratorów. Rynek wciąż jednak jest nienasycony i — jak wynika z badania sprzedawcy artykułów elektronicznych, firmy Reichelt Elektronik — ma świetne perspektywy.

— Polski rynek wideorejestratorów ma duży potencjał wzrostu, jednak nadal duża część użytkowników nie jest przekonana, że inwestycja w takie urządzenie się opłaca. Dlatego producenci i dystrybutorzy kamer samochodowych powinni więcej mówić o ich funkcjach i użytkowaniu — uważa Sven Pannewitz z Reichelt Elektronik.

Największym rynkiem dla wideorejestratorów jest Rosja. Następne są kraje Europy Środkowej i Daleki Wschód. W Europie Zachodniej numerem jeden jest Wielka Brytania, gdzie rocznie sprzedaje się aż 700 tys. takich urządzeń. Kamerki popularne są również w Australii i Nowej Zelandii.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Motoryzacja / Przybywa wideopolicjantów