Rabobank złożył ofertę zakupu akcji

Agnieszka Berger, Eugeniusz Twaróg
25-09-2008, 00:00

Propozycja Holendrów jest na tyle ciekawa, że skarb poważnie rozważa rezygnację z wprowadzenia banku na giełdę.

Inwestor świetnie trafił, bo skarb ma do załatania dziurę w budżecie

Propozycja Holendrów jest na tyle ciekawa, że skarb poważnie rozważa rezygnację z wprowadzenia banku na giełdę.

Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) ma szansę zrealizować zaplanowane na ten rok przychody z prywatyzacji, nawet jeśli nie zdoła w tym roku sprywatyzować Giełdy Papierów Wartościowych (GPW). Wcześniejsze plany pokrzyżowała MSP wtorkowa decyzja prezydenta o skierowaniu ustawy o obrocie instrumentami finansowymi do Trybunału Konstytucyjnego.

— Giełda zgromadziła około 450 mln zł w gotówce. Zapisy ustawy umożliwiają wypłacenie z niej dywidendy jeszcze w tym roku, przed upublicznieniem. Jeśli ustawa nie wejdzie w życie, nie przeprowadzę oferty publicznej GPW, bo musiałbym prywatyzować gotówkę — wyjaśnia Aleksander Grad, minister skarbu.

Oferta just in time

Dziurę w tegorocznym planie MSP mogą z nawiązką załatać wpływy ze sprze- daży akcji BGŻ Rabobank Group, która po transakcji z EBOR ma blisko 60 proc. akcji banku. Jak dowiedział się nieoficjalnie "Puls Biznesu" ze źródeł zbliżo- nych do spółki, Rabobank złożył już ofertę ministrowi skarbu. Podobno jest cie- kawa.

— Jeśli uznamy propozycję za korzystną, poważnie rozważymy taki scenariusz. — przyznaje Aleksander Grad, minister skarbu.

Przypomnijmy, że BGŻ latem 2008 r. miał znaleźć się na giełdzie. MSP odłożyło ofertę ze względu na fatalną sytuację na rynku kapitałowym. W związku z propozycją Rabobanku spółka ma duże szanse w ogóle nie trafić na parkiet.

Na tak szybkie uloko- wanie się pod skrzydłami inwestora strategicznego nie może liczyć giełdowy Ruch. Resort skarbu nie dogadał się ze Zbigniewem Jakubasem, więc postanowił odłożyć dalszą prywatyzację spółki.

— Skoro nie udało się doprowadzić do wezwania, nie wykluczam sprzedaży akcji Ruchu w inny sposób. Musimy jednak poczekać, aż poprawi się koniunktura, a zarząd spółki podniesie jej wartość dzięki restrukturyzacji, dla której ma pełne poparcie właściciela — podkreśla minister.

Cenne resztówki

Co jeszcze złoży się na skromnie zaplanowane przez rząd 2,3 mld zł prywatyzacyjnych wpływów? MSP finalizuje sprzedaż kilku tłustych resztówek akcji w spółkach energetycznych.

— Rozmowy z Vattenfallem w sprawie zakupu akcji Vattenfall Distribution Poland [dawnego GZE — red.] i Vattenfall Heat Poland [dawnych EC Warszawskich — red.] zmierzają do szczęśliwego finału. Na dobrej drodze są również negocjacje z EDF w sprawie odkupu resztówki Elektrociepłowni Kraków — wylicza Aleksander Grad.

Wiadomo też na pewno, że tegorocznego budżetu MSP nie zasilą wpływy ze sprzedaży niepozornej, ale bardzo cennej resztówki akcji Telekomunikacji Polskiej (TP).

— Zdecydowaliśmy, że nie sprzedamy TP w ramach wykupu własnych akcji przez spółkę. Jesteśmy zainteresowani uzyskaniem premii, a taka formuła to uniemożliwia. Zapropono- waliśmy France Telecom (FT), aby do końca roku wynegocjować porozumienie, które skonsumujemy w 2009 r. Chcemy, żeby porozumie- nie traktowało tę resztówkę całościowo. W grę wchodzi np. wykupienie części pa- pierów przez TP po cenie rynkowej, pod warunkiem, że resztę kupi FT z odpowiednią premią — wyjaśnia minister.

Obligacje dla każdego

Aleksander Grad nie wyklucza też zastosowania w przypadku TP nowego instrumentu — obligacji wymiennych na akcje — który budził spore kontrowersje wśród anali- tyków.

— Lada dzień spodzie- wamy się porozumienia w tej sprawie z Ministerstwem Finansów. Niewykluczone, że obligacje wymienne wyemitujemy też dla akcji Pekao. Umowa zawarta z Unicredit umożliwia nam takie rozwiązanie — twierdzi szef MSP.

Obligacje miałyby trafić na rynek publiczny. Resort skarbu liczy, że ten instrument umożliwi mu uzyskanie dobrej ceny za wartościowe resztówki, mimo dekoniunktury panującej na parkiecie.

Sprzedaż banku jest teraz wszystkim na rękę

Inwestor gotów jest zapłacić z nawiązką za brakujący pakiet akcji BGŻ. Resort skarbu uzależnia zgodę od wysokości premii.

30 września akcjonariusze BGŻ zbiorą się na nadzwyczajnym walnym (NWZA), żeby postanowić, co dalej z planami upublicznienia akcji banku. Poprzednie NWZA zobowiązało zarząd do przeprowadzenia IPO do końca III kwartału. Wiadomo już, że nie dojdzie do niego w tym terminie ani być może w ogóle. Akcjonariusze skłonni są załatwić sprawę inaczej. Z pominięciem giełdy. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że holenderski Rabobank, który ma już ponad 50 proc. akcji BGŻ, zaproponował odkupienie od skarbu państwa 37,29-procentowego pakietu.

— Oficjalnie żadnej oferty nie otrzymaliśmy, ale jeśli ją dostaniemy, jesteśmy skłonni ją rozważyć — mówi Michał Chyczewski, wiceminister skarbu, odpowiedzialny za sektor bankowy.

Takie rozwiązanie, czyli bezpośrednia sprzedaż, jest na rękę obydwu stronom. Resort skarbu zdaje sobie sprawę, że szanse na upublicznienie banku za godziwą cenę są żadne. BGŻ to nie PKO BP, którego akcje inwestorzy indywidualni wyrywali sobie z rąk.

— To owszem, bank z przyszłością, ale teraz wskaźniki ma znacznie poniżej prezentowanych przez sektor. Zwrot na kapitale jest dwa razy mniejszy niż w przypadku PKO BP. Bardzo wysoki jest wskaźnik koszty/dochody. Nie sądzę, żeby oferta znalazła uznanie w oczach inwestorów — uważa przedstawiciel resortu skarbu, zastrzegający sobie anonimowość.

Odsprzedaż jest też po myśli Rabobanku, który nie ma żadnego interesu w upublicznianiu BGŻ. Jest na tyle zamożnym bankiem, że nie potrzebuje rynku giełdo- wego do uzupełniania kapitałów i stać go też na wyłożenie pieniędzy za brakujący pakiet akcji. Z naszych informacji wynika zresztą, że gotów jest zapłacić za BGŻ z nawiązką.

— Rabobank zaproponował dodatkową premię za pakiet skarbu państwa — mówi nasz rozmówca.

Ile? Jeszcze nie wiadomo. Holendrzy skłonni są jednak podobno dać więcej niż resort skarbu zebrałby z giełdy, i to w tym lepszym okresie. Jeszcze w czerwcu Joanna Schmid, wiceminister skarbu, szacowała wartość 37-procentowego pakietu na 0,7-1,1 mld zł, wycena całego banku oscylowała wokół 3 mld zł.

Dzisiaj z pewnością cena byłaby niższa. Pewnym barometr wartości walorów BGŻ stanowi wtórny rynek sprzedaży akcji pracowniczych BGŻ. O ile na wiosnę płacono za nie nawet powyżej 100 zł, o tyle pod koniec czerwca cena spadła do 70 zł, a wczoraj nabywcy gotowi byli dać co najwyżej 55 zł.

Marcin Materna, analityk DM Millennium, uważa, że pomysł z bezpośrednią sprzedażą wobec kiepskiej sytuacji na giełdzie jest dobry.

— To nie jest bank, który mógłby rozpalić emocje na GPW. Z punktu widzenia rynku dobrze byłoby, gdyby kolejna spółka z tego sektora pojawiła się na giełdzie, jednak z drugiej strony obawiam się, że pewnie byłaby niespecjalnie płynna. Z kolei skarb państwa, jako mniejszościowy akcjonariusz, już nie ma wpływu na działanie BGŻ. Jeśli inwestor zapłaci dodatkową premię, to sądzę, że taką ofertę warto rozważyć — twierdzi Marcin Materna.

84,3

mln zł Taki był zysk netto BGŻ w I kw. 2008 r. — to prawie o 28 proc. więcej niż rok wcześniej.

Agnieszka

Berger

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger, Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Rabobank złożył ofertę zakupu akcji