Czytasz dzięki

Rozważna i romantyczna

Agnieszka Rodowicz
opublikowano: 28-05-2020, 22:00

Magdalena Magnon od dziecka lubiła się ubierać. I choć zupełnie tego nie planowała, dziś szefuje marce Madelle.

Sukienka ma zaznaczoną talię, lekko bufiaste rękawy do łokci, dekolt w serek. Długość midi. Materiał w drobny biało-czerwono-czarny kwiatowy deseń. Inna, krótka, ale z długimi rękawami i głębokim dekoltem. Czarna w białe groszki. Kolejna, kopertowa, jest zapinana po skosie i ma małe bufki przy długich rękawach. Sięga za kolana. Sukienki, które można obejrzeć na stronie www.madelle.pl mają podkreślające sylwetkę fasony, a jednocześnie swobodny charakter. Są rozważnie minimalistyczne i uroczo romantyczne. Oraz bardzo kobiece. Autorką kolekcji, w której widać ponadczasowy francuski szyk, jest Polka, choć o francuskim nazwisku — Magdalena Magnon.

— Jeszcze do niedawna słowo projektantka nie przechodziło mi przez gardło. Wydawało mi się, że projektant to ktoś, kto cudownie rysuje, skończył prestiżowe szkoły. Kreatywności mi nie brak, lecz z wykształcenia jestem politolożką — wyjaśnia Magdalena Magnon.

Jak to się stało, że projektuje ubrania, które pokazują „Vogue”, „Elle”, „Gala”? To długa historia.

Strych i Lyon

Zaczęło się w babcinym domu, gdzie kilkuletnia Magda spędzała wakacje. Uwielbiała buszować po pełnym modowych skarbów strychu. Wyciągała sukienki, buty na obcasie. Ubierała się w nie i nieustraszona przemierzała pola i łąki.

— Babcia powiedziała kiedyś, że się ze mną nigdy nie nudzi, bo jestem jak telewizja: co 10 minut przybiegam w innej sukience — wspomina Magdalena Magnon.

Potem wymyślała ubrania, które przyjaciółka mamy robiła dla niej na drutach i szydełkiem.

— Pół szkoły się ze mnie śmiało, bo ubierałam się inaczej niż koleżanki — mówi projektantka.

Później zasmakowała w stylu gotyckiego metalu, ale w jej własnej, nieco cygańskiej interpretacji. Długie spódnice, które szyła z pomocą mamy, miały romantyczne wstawki z półprzezroczystej koronki. Po maturze Magdalena Magnon, która wtedy jeszcze się tak nie nazywała, rozważnie wybrała politologię ze specjalizacją stosunki międzynarodowe na UMCS-ie w Lublinie.

— Podczas studiów pojechałam na Erasmusa, który rozpoczął moją przygodę z Francją — mówi projektantka.

Nie znała biegle francuskiego, ale stwierdziła, że jedzie. Był rok 2010. W wakacje przed wyjazdem całymi dniami oglądała francuską telewizję, słuchała radia, czytała prasę.

— Pojechałam najpierw na pół roku, ale tak mi się spodobało, że zostałam na kolejne. Byłam zachwycona studiami, Francją. W Lyonie podchwyciłam też styl Francuzek i zaczęłam się inaczej ubierać — twierdzi właścicielka Madelle.

Co kochasz?

Po powrocie obroniła pracę magisterską i chciała natychmiast wracać do Francji. Tymczasem przyszła do niej praca w niemieckiej firmie zajmującej się stawianiem turbin wiatrowych. Jej szefem był Francuz. Miała być jego tłumaczką i asystentką. Potem pracowała jako asystentka w dużej korporacji zajmującej się doradztwem finansowym. Była nieszczęśliwa, czuła, że nie wykorzystuje swoich możliwości. W międzyczasie poznała przyszłego męża — Francuza.

— Któregoś dnia zapytał, co kocham. Odpowiedź przyszła mi do głowy natychmiast, ale się nie przyznałam. Było mi wstyd, że to ubrania, moda. Wydawało mi się to mało ważne, trywialne — opowiada Magdalena Magnon. Po tygodniu powiedziała partnerowi. „Świetnie! Naucz się tego” — usłyszała.

Zapisała się do Międzynarodowej Szkoły Kostiumografii i Projektowania Ubioru w Warszawie — MSKPU. Szkoła rozwijała artystycznie, a ona chciała się dowiedzieć, jak prowadzić firmę, założyć stronę, zrobić sklep. Tego w szkole nie mówili. Wszystkiego musiała nauczyć się sama. Od jednego nauczyciela dostała za to kontakt do krawcowej z Białegostoku.

Zaszewki, zakładki, pliski

— Przez pierwsze dwa lata współpracowałam z panią Kasią. Bardzo dużo jej zawdzięczam. Wyjaśniała mi każdy detal, większość pojęć z krawiectwa poznałam dzięki niej. Pojęłam, jak zrobić sukienkę i dopasować ją do figury, po co są zaszewki, zakładki, pliski… — przyznaje Magdalena Magnon.

Zaczęła od dwóch sukienek. Szyła je na miarę. Mierzyła klientki dokładnie, według wytycznych krawcowej. Przekazywała jej co do centymetra, co i jak powinno wyglądać, i jednocześnie robiła rysunek. Były non stop w kontakcie telefonicznym. Potem robiła minikolekcje. Wymyślała pięć różnych sukienek, krawcowa je szyła, wysyłała do Warszawy. Magdalena Magnon robiła zdjęcia, pokazywała je na Instagramie. Z gotowymi sukienkami jeździła na targi. Trochę tam nie pasowała. W morzu tiszertów i dresowych bluz z szarej bawełny było stoisko Madelle z wdzięcznymi i słodkimi sukienkami w kształcie litery „A”.

— Większość osób omijała mnie szerokim łukiem, ale znalazło się kilka pań, które podeszły. Niektóre zostały ze mną do dziś, co mnie bardzo cieszy — mówi właścicielka marki Madelle.

Ponad rok jednocześnie pracowała w korporacji i rozkręcała firmę. Klientek przybywało, projektantka zaczęła współpracę ze szwalniami, by móc wyprodukować większą liczbę ubrań.

Madelle Varsovie w Paryżu

Potem nadeszło lato 2015 r. Jej partner znalazł butik na głównej ulicy Boulogne pod Paryżem, dzielnicy, w której się wychował. Do wynajęcia na trzy miesiące.

— W pięć minut zdecydowałam, że tam jadę. Załatwiłam wszystkie formalności i wyjechałam — wspomina projektantka.

To był wielki przełom. Boulogne to dość zamożna dzielnica, mieszkające tam kobiety lubią modnie się ubierać. Do butiku Madelle Varsovie ustawiały się kolejki. Francuzki zachwycały się ubraniami, dopytywały, czy są włoskie.

— Byłam bardzo dumna. To były trzy wspaniałe miesiące. Usłyszałam mnóstwo komplementów, schwytałam wiatr w żagle — twierdzi projektantka.

Wrzuciła na Facebooka tylko jedno zdjęcie butiku Madelle Varsovie w Paryżu. Obiegło wszystkich znajomych i nie tylko. Kiedy wróciła do Polski i pojechała na targi Slow Fashion, miała już mnóstwo klientek. Wszystkie jej gratulowały i nie mogły się doczekać nowej kolekcji.

— To był przełomowy rok w moim życiu. Wszystko nabrało tempa i rozmachu — ocenia Magdalena Magnon.

Po powrocie otworzyła mały butik przy Górnośląskiej w Warszawie.

— To był dobry start — przyznaje projektantka.

Urządziła butik i osobiście sprzedawała ubrania. Równocześnie otworzyła sklep internetowy. Po trzech latach przestała się w butiku mieścić. Przychodziło coraz więcej klientek, nie miała gdzie trzymać zapasów. Znalazła piękne mieszkanie przy Łazienkach Królewskich. Butik nie jest teraz otwarty codziennie, działa bardziej jak showroom, w którym przy kawie i herbacie projektantka spotyka się z klientkami.

Jedwab i kaszmir

Na początku tworzenia marki kupowała materiały w hurtowniach warszawskich. Kupowała niewiele, czasami 10–20 metrów. Jak się okazywało, że się podoba, dokupywała tkaninę albo szukała podobnej. Teraz sama sprowadza materiały, kupując całe bele. Drukuje też wzory na tkaninach. Własne albo projekty młodych twórców. Początkowo szyła głównie z wełen, bo się świetnie noszą niemal przez cały rok.

— Potem pojawiły się w mojej ofercie wiskozy, teraz jestem zakochana w jedwabiach — twierdzi Magdalena Magnon.

Jedwab jest trudną tkaniną, wymaga więcej pielęgnacji, dbałości. Nie wiedziała, czy klientki nie będą się go bały. Okazało się, że jedwabne sukienki z dodatkiem elastanu cieszą się powodzeniem mimo wyższej ceny. Są wygodne i długo zachowują jakość. W ofercie Madelle są też wiskozowe, mniej zobowiązujące i tańsze. Poza tym płaszcze i marynarki z wełen i kaszmirów. Wzory na sukienkach są drobne, proste, kwiatowe i geometryczne, z nutką retro kojarzącą się z deseniami, jakie nosiły się mamy.

— Małe wzory nie przytłaczają sylwetki, pozwalają poczuć się lekko i świeżo. Są proste, ale ważna jest też ich kolorystyka — wyjaśnia projektantka.

Stara się robić ubrania, które będą służyły klientkom każdego dnia. Nie lubi przerostu formy nad treścią. Jej ubrania są spójne i systematyczne, jak ona.

— Projektuję sukienki, które mi się podobają. Inspirują mnie lata 60., 70. XX w., stare albumy, filmy, stare gazety — mówi Magdalena Magnon.

Kiedyś do jej pierwszego butiku przyszła starsza pani i przyniosła całe pudło polskich gazet z lat 50. i 60. Zawierały przepiękne rysunki, zdjęcia, pomysły. Przewertowała wszystkie. W domu rodzinnym męża także znalazła wspaniałe źródło inspiracji w postaci francuskich pism o modzie z lat 40., 50. XX w. I strych z sukienkami i przedmiotami z innej epoki.

— Bardzo podobają mi się stare stroje, ręcznie szyte sukienki, obciągane guziczki, pliski, kołnierzyki… Gdy widzę takie ubrania, jestem wzruszona — mówi właścicielka marki.

Ostatnia kolekcja Madelle była inspirowana filmami francuskiej Nowej Fali.

Prototypowanie przy herbacie

Kolekcje są szyte w małych rodzinnych szwalniach w Warszawie. Najpierw powstaje model, który projektantka mierzy na sobie. Jeśli czuje się w ubraniu dobrze, to znaczy, że jest gotowe. Jeśli nie, poprawia, dyskutuje przy herbacie z krawcowymi. Gotowy prototyp zostaje uszyty, przetestowany i rusza cała produkcja. Nowe, większe kolekcje Madelle pojawiają się dwa razy w roku. Powstaje wtedy profesjonalna sesja zdjęciowa, komunikaty dla prasy. Czasami szyte są dodatkowe mniejsze kolekcje. Wtedy właścicielka marki pozwala sobie na więcej swobody, zdjęcia robi samej sobie, mniej zobowiązujące. W tym roku letnia kolekcja jest przez pandemię opóźniona. Magdalena Magnon myślała, że w ogóle jej nie będzie, ale się udało. Choć na razie pandemia zmieniła tylko tyle, że zamknięty jest showroom Madelle, wszystko odbywa się przez internet.

— Zrobiłam wyprzedaże, sprzedaż nie spadła, a ponieważ nie przeinwestowuję, jestem przygotowana na ciężkie czasy — twierdzi przedsiębiorczyni.

Kolekcję pokazuje głównie na Instagramie, Facebooku i własnej stronie WWW. Ma grono zaufanych klientek, których garderoba składa się z sukienek, płaszczy, marynarek i bluzek Madelle, więc same śledzą strony marki i wyczekują kolekcji. Klientkami Madelle są kobiety w wieku 27–55 lat. Sporo z nich pracuje w korporacjach, ale nie chcą ubierać się sztampowo. Lubią lekkość, dziewczęcość i pewną dozę zmysłowości.

— Moje sukienki podkreślają najładniejsze fragmenty kobiecej sylwetki, kształty. Uważam, że nie trzeba nosić spodni, by być silną, niezależną, pewną siebie kobietą — mówi Magdalena Magnon.

Sama też taka jest. Lubi także osobiście wszystkiego dopilnować: szuka tkanin, projektuje, czuwa nad całą produkcją. Na stronie Madelle są trzy modele bluzek, pięć płaszczy, żadnych spodni i aż 20 fasonów sukienek.

— Przede wszystkim dlatego, że sama je lubię, uważam za najbardziej kobiece. Poza tym to uniwersalny element garderoby. Najłatwiej też dobrać do nich dodatki — wyjaśnia właścicielka marki Madelle.

Nazwę wymyśliła z koleżankami na wieczornym spotkaniu. Wzięła się od jej imienia i francuskiego słowa panna. Dopiero potem odkryła, że madelle to kanadyjski skrót od mademoiselle. Nazwa marki zaczyna być znana za granicą. Już teraz Magdalena Magnon otrzymuje dużo pytań od zagranicznych klientek. Sukienki bardzo im się podobają.

— Przygotowuję właśnie stronę w języku francuskim i angielskim. Większa ekspansja zagraniczna dopiero przed nami. Wierzę w Madelle i w siebie — konkluduje Magdalena Magnon.

AGNIESZKA RODOWICZ

Dziennikarka, fotografka, reporterka. Opisuje i fotografuje ciekawych ludzi, miejsca, zjawiska. Jej materiały ukazują się m.in. w „Polityce”, „Pulsie Biznesu Weekend”, „Podróżach”. Interesuje się sprawami społecznymi, kwestiami emancypacji kobiet, sytuacją uchodźców w Polsce, ekologią.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Rodowicz

Polecane