Dzisiaj mieliśmy kolejny wysyp wypowiedzi członków Riksbanku z których wynika, że za chwilę… bank centralny będzie musiał podjąć decyzję, jak nie dopuścić do nadmiernego umocnienia się korony. Zwłaszcza, jeżeli głównym celem jest wyraźne wyjście z inflacyjnego dołka. Wprawdzie o interwencji nie wspomniał dzisiaj nikt - zastępca Kerstin af Jochnick stwierdził, że ten temat nie jest obecnie na agendzie – a zarówno on, jak i jego szef Stefan Ingves przyznali, że powolne umacnianie się korony będzie czymś naturalnym – ale to za chwilę może się zmienić.
Na wykresie EUR/SEK ruch spadkowy jest dość wyraźny. Dzisiaj doszło do naruszenia wsparcia z 28 stycznia na 9,2624. W efekcie formacja podwójnego szczytu z ostatnich 4 miesięcy staje się coraz bardziej widoczna. Jej pełna realizacja w długim terminie oznaczałaby zejście w okolice 8,85-8,90, a zatem poziomy obserwowane dokładnie rok temu. To nie byłoby raczej po myśli przedstawicieli Riksbanku, gdyby miało mieć miejsce w zbyt krótkim okresie.
Najbliższe wsparcia to okolice 9,2050 i 9,13-9,14. W kontekście czwartkowego posiedzenia ECB (możliwe, że Draghi opublikuje bardziej optymistyczne prognozy dotyczące inflacji i PKB) szanse na pogłębienie spadków nie są duże.
Niewykluczone, że już za chwilę EUR/SEK powróci ponad naruszony poziom 9,2624. Bardziej bezpieczną relacją dla par z SEK będą SEKCHF (dopóki CHFy pozostaną słabe w głównych układach), a być może warto będzie zaryzykować USDSEK, gdyby dolar miał jednak się osłabić w kontekście marcowego posiedzenia FED. Na wykresie tej pary widoczna zaczyna być formacja odwróconego spodka. Niemniej kluczowe będzie złamanie okolic wsparć 8,27 i dalej 8,17-8,18.