Rynek złota płynie jak ropa naftowa

Wojciech Szymon Kowalski
opublikowano: 03-02-2008, 16:22

W obliczu słabnącej amerykańskiej waluty wraca sławna kolokacja Johna Connaly`ego, sekretarza skarbu gabinetu prezydenta Richarda Nixona, z lat 70. o dolarze, który jest wprawdzie walutą USA, lecz problemem reszty świata

Wypowiedź ta stać się może znów aktualna ze względu na zbieżność i skalę problemów, w jakich znalazła się globalna gospodarka. Następstwem ówczesnego odejścia od wymiany dolara na złoto (gold – exchange standard) była spirala wzrostu cen ropy naftowej i złota. Walorów, które i obecnie są probierzem surowcowej hossy i służą za podstawę do szukania analogii oraz tworzenia scenariuszy rozwoju sytuacji.
Rynek złota zaczął wchodzić w obecną fazę wzrostową wiosną 2001 r. W okresie siedmiu kolejnych lat przebył drogę z ok. 256 dol./oz (2 kwietnia 2001) do 877 dol./oz (9 stycznia 2008). W czwartek 3 stycznia 2008 r. został pobity 28-letni rekord londyńskiego rynku złota. W tym dniu podczas przedpołudniowego fixingu notowania uncji ustalono na poziomie 865,35 dol., po południu było to nieco poniżej 858,85 dol.

Osobliwe związki z rynkiem ropy
Ceny złota znajdują się w silnym związku z zapotrzebowaniem na ropę naftową. Natomiast zgodnie z klasycznym cyklem towarowym, wartość metali szlachetnych wzrasta wraz ze zwiększaniem się aktywności gospodarczej, następnie impet przenosi się na towary konsumpcyjne, potem na metale nieszlachetne i wreszcie na ropę, która wykazuje największą elastyczność dostaw w krótkim terminie. Tyle teoria, w praktyce, zwłaszcza w ostatnich latach, jest z tym różnie. To progresja cen ropy antycypuje i ,,ciągnie” za sobą złoto i inne metale szlachetne. Zwykle ma to związek ze wzrostem napięcia na Bliskim Wschodzie.

Rynek ropy, który ostatnimi laty pozostaje w stanie permanentnej nierównowagi popytowej, poddawany jest ciągłym obserwacjom. Mimo tego w rzeczywistości nikt dokładnie nie wie, ile surowca w danym momencie wydobywa się i transportuje w świat. W państwach kartelu OPEC dane o produkcji, wbrew powszechnej opinii, otoczone są ścisłą tajemnicą. Najważniejsi wytwórcy ropy naftowej zazdrośnie strzegą informacji o wielkości swojej produkcji i eksporcie. Odrębnym, poważnym utrudnieniem w ustaleniu podaży są aspekty techniczne, związane z niejednorodną optyką kwantyfikacji surowca. Oprócz przelicznika baryłkowego (faktycznie z 42-galonowych baryłek dawno już się nie korzysta) stosuje się też pomiary wyrażone w metrach sześciennych oraz w tonach metrycznych (jak min. czyni to Rosja). Istotnych trudności nastręcza też i to, że w przybliżeniu przyjmuje się, że tona ropy to 7,33 baryłki, lecz różne rodzaje ropy mają różną gęstość. W efekcie dokładne przeliczenia na tonie ropy mogą wykazać rozpiętość pomiędzy 6,9 a 7,9 baryłki.

W obliczu takich problemów z ustaleniem autentycznej podaży liczyć się należy z możliwością dużych różnic oceny aktualnej sytuacji rynkowej, powodujących drastyczne nawet wahania cen. Odnosząc niejako ,,standardowy” wśród analityków rynku ropy pięcioprocentowy margines błędu do wielkości faktycznego wydobycia, np. w Arabii Saudyjskiej – otrzymało by się w skali dnia rozpiętości w rzeczywistej podaży rzędu 565 tys. baryłek, odpowiadającą mniej więcej ilości o jaką teraz może OPEC zwiększyć dzienne wydobycie, gdy uzna, że aktualne dostawy są niewystarczające dla zrównoważenia rynku. Operowanie takimi wielkościami, tak faktycznymi, jak i ,,wirtualnymi”, nie tylko istotnie wpływa na bieżące notowania giełdowe, ale w dłuższej perspektywie może nawet stymulować kierunek rynkowego trendu surowcowego. Co z kolei bezpośrednio przekłada się na dynamikę globalnego wzrostu gospodarczego. Według założeń ekspertów surowcowych Deutsche Bank – światowy PKB wzrasta o 0,5 proc. przy każdym spadku cen baryłki o 10 dol. Mechanizm ten działać ma także i w drugą stronę, każde 10 dol. powyżej poziomu 20 dol. za baryłkę zmniejszyć ma światowy produkt krajowy brutt od 0,3 do 0,5 pkt. procentowego.

Przynajmniej 1/3 ceny ropy jest pochodną ,,miękkich czynników”, na które nie składają się koszty wydobycia i zarobek producentów, lecz zmienne nastroje spekulantów finansowych, dynamiczna sytuacja polityczna i społeczna czy też medialna artykulacja różnych opinii o rynku ropy i jego otoczeniu. Wykreśla to niejako ok. 30-procentowy zakres szybkiej zmienności cen ropy naftowej, który następnie można symetrycznie przyłożyć do rynku złota, oczekując analogicznego zakresu wahań cenowych.

Aspekty podażowo-popytowe
W kontekście doświadczanej obecnie hossy surowcowej kluczowe znaczenie ma stała obserwacja podstawowych proporcji w sektorowej strukturze podażowo-popytowej. Obejmującej aspekt geograficzny i branżowy, odnoszący się przede wszystkim do samego kruszcu, a niekoniecznie różnych wartości jemu pochodnych.

Do największych dostawców złota należy Afryka, która generuje ok. 20 proc. globalnej podaży (z czego na RPA przypada ok. 9 proc.). Ameryka Południowa dostarcza na rynek ok. 17 proc. kruszcu, w tym ok. 7 proc. stanowią dostawy z Peru. Zbliżony udział w rynku posiadają kraje Azji, wśród których największą podażą, na poziomie co najmniej 9 proc., legitymują się Chiny. Kolejne miejsca przypadają Azji, Ameryce Północnej, Australii oraz Rosji.

Jedną z istotniejszych przyczyn aprecjacji cen kruszcu jest zmniejszenie jego podaży ze źródeł pierwotnych. W przypadku Południowej Afryki wielkość wydobycia skurczyła się o połowę, i spadła do poziomu najniższego od 1931 r. Wśród głównych przyczyn tego zjawiska, obok częściowego wyczerpywania się pokładów, należy wskazać na niegasnące spory pracownicze, dotyczące warunków pracy i płacy. W tej sytuacji coraz bardziej prawdopodobne jest, że pod koniec tej dekady największym producentem złota na świecie mogą zostać Chiny.

W skali świata ok. 63-65 proc. złota pochodzi bezpośrednio z wydobycia, a resztę mniej więcej po połowie uzyskuje się z dwóch podstawowych źródeł wtórnych, obejmujących recykling i rafinację oraz podaż ze strony redukujących swe rezerwy instytucji finansowych, zwłaszcza banków centralnych.
W gronie największych na świecie przedsiębiorstw (i grup kapitałowych) zajmujących się wydobywaniem i przetwórstwem złota wymienić należy: Gold Fields i Harmony Gold z Południowej Afryki, kanadyjskie firmy Barrick Gold i Agnico – Eagle, amerykański Newmont Mining oraz Newcrest Mining z Australii.

Potencjał ekonomiczno-eksploatacyjny tych podmiotów jest zróżnicowany, co wyraża się przede wszystkim w różnicach w giełdowej kapitalizacji, posiadanych rezerwach i zasobach własnych kruszcu oraz planowanej ilości wydobycia w kolejnych latach. Znaczne różnice obserwuje się także w zakresie kosztów eksploatacyjnych. W przypadku australijskiego Newcrest Mining wynosić one miały na koniec 2007 r. niewiele ponad 40 proc. średniej branżowej dla pozostałych największych wytwórców. Wynik ten jest tym bardziej imponujący, że w pierwszej połowie ub. r. koszty w kopalniach złota na świecie wzrosły, w stosunku do analogicznego okresu 2006 r., o 21 proc., wynosząc w przeliczeniu na uncję ok. 371 dol. Rosnące nakłady eksploatacyjne zniechęcają do nowych inwestycji i powodują ograniczenie wydobycia.

W świecie największe zapotrzebowanie na złoto wykazują Indie. Kraj ten od połowy dekady akumuluje ok. 20 proc. globalnego popytu. Obok odbiorców z USA, Europy Zachodniej, Turcji i Chin, coraz silniejszą pozycję mają państwa regionu Zatoki Perskiej. Wśród nich największymi odbiorcami są Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie, gdzie dochodzi do ok. 10 proc. światowej sprzedaży.
W przekroju sektorowym niezmiennie dominuje branża jubilerska. Zgłaszany przez nią popyt do podaży ogółem waha się w ostatnich trzech latach w przedziale od 62 do 71 proc. W ubiegłym roku nominalny branżowy popyt sektora jubilerskiego szacowano na ok. 2 450 ton, co oznaczałoby 2/3 popytu światowego ogółem. Pozostała część zapotrzebowania na złoto zgłaszana jest ze strony różnych gałęzi przemysłu i budownictwa. Począwszy od branży motoryzacyjnej, poprzez elektronikę (w tym komputery, DVD), elektroenergetykę, po sektor lotniczy i lotów kosmicznych wraz z ich komponentami.

Niezmiennie znaczącym reprezentantem nabywców (ale też i sprzedawców) są banki centralne. Największe zasoby złota – 8134 ton – należą do banku centralnego USA. Wielkość ta odpowiadała w 2005 r. ok. 64 proc. ogólnych rezerw dewizowych tego kraju. Kolejnymi największymi posiadaczami rezerw kruszcowych są Bundesbank, Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz banki centralne z Francji, Włoch i Szwajcarii. Pod koniec listopada ub. r. Europejski Bank Centralny sprzedał 42 tony złota (bez podania ceny). Transakcję przeprowadzono na mocy porozumienia międzybankowego z jesieni 2004 r., dotyczącego obowiązującego ograniczenia w sprzedaży złota do 2009 r., w wielkości nie większej niż 500 ton rocznie.

W ostatnich latach dynamicznie wzrasta sektor inwestorów prywatnych, zainteresowanych fizycznym nabywaniem kruszcu. Nie brakuje opinii, że szybko zbliżamy się do momentu, gdy zasoby prywatne będą większe niż te znajdujące się w bankach centralnych. Jest to rezultat nowych walorów inwestycyjnych z ekspozycją ukierunkowaną na rynki surowcowe, w tym i metali szlachetnych, a zwłaszcza złota. Wśród sztandarowych przedstawicieli tej generacji giełdowych instrumentów skupiających się na kruszcu wymienić należy: Street TRACK GOLD SHARES. Zaplecze surowcowe dla tego produktu inwestycyjnego wynosi 627 ton złota, i jest ponaddwukrotnie większe niż wynoszą oficjalne zapasy Wielkiej Brytanii czy Austrii. Podobnym instrumentem jest ZKB Gold, z tym że zgromadzone złoto nie jest składowane w USA, lecz spoczywa w skarbcach szwajcarskich, a jednostki uczestnictwa funduszu wyrażone są nie w dolarach USA, ale w walucie szwajcarskiej.
Rezerwy giełdowych funduszy typu ETFs – EFSc (ang. Exchange Traded Funds - Exchange Traded Commodities) szacuje się na 865 ton.

Złota bariera
Fala zawirowań, jaka dotknęła światowe rynki finansowe, spowodowała, że złoto przełamało psychologiczną barierę 900 dol. za uncję. Impuls przyszedł 11 stycznia, gdy na COMEX-ie, tj. obecnie części New York Mercantile Exchange – pojawił się do realizacji kontrakt z dostawą na luty po cenie 900,10 dol. W poniedziałek 14 stycznia na przedpołudniowym londyńskim fixingu (London Gold Fixing) cena uncji złota po raz pierwszy w prawie 90-letniej historii tego rynku, została ustalona powyżej 900 dol., i wyniosła dokładnie 911,50 dol. Po południu ukształtowano ją już nieco niżej na poziomie 902,0 dol. Z perspektywy połowy stycznia 2008 r., najwyższą cenę odnotowano 15 stycznia, kiedy cena zamknięcia została ustalona na 913,0 dol. W tym samym dniu na moment uncja złota ,,musnęła” nawet 914,70 dol.

Pobicie 28-letniego nominalnego rekordu cenowego, w połączeniu z pełnym obaw klimatem rynkowym oraz symptomami rożnych zagrożeń makroekonomicznych, w tym odradzającą się inflacją, może sygnalizować kontynuację trendu wzrostowego. Tym bardziej że w wymiarze realnym jest jeszcze sporo miejsca na progresję. Po uwzględnieniu czynnika inflacji przebicie realnego pułapu ze stycznia 1980 r. wymagałoby, wg Bloomberg Financial Markets oraz Bureau of Labor Statistics, zdecydowanego przekroczenia progu 2 tys. dol. za uncję. W tych okolicznościach spodziewane przez Światową Radę Złota (ang. World Gold Council) zbliżanie się do ceny rzędu 1,0 tys. dol. za uncję lub/i 1025 dol./oz, wg Centennial Precious Metals, należy mimo wszystko postrzegać głównie w kategoriach nominalnych.
Przyszłego kierunku dla złota nie ułatwia na pewno sytuacja na rynku ropy naftowej. Przy utrzymujących się cenach ropy za baryłkę w granicach 90-95 dol., abstrahując więc od pułapu 150 dol., prawdopodobieństwo spowolnienia globalnej gospodarki staje się chyba nieuchronne.
Rosnąca inflacja będzie z czasem działać również na ceny złota. Zwiększające się realnie stopy procentowe podbijają ceny instrumentów odsetkowych, tj. papierów dłużnych, depozytów itp. Przy wyższym oprocentowaniu na rynku międzybankowym i pieniężnym inwestorzy zaczynają ponosić coraz wyższą cenę za trzymanie złota. Kruszec jest z natury wolny od odsetek, a wówczas koszty jego magazynowania stają się też bardziej dokuczliwe.

Bank JP Morgan, formułując tegoroczną prognozę dla uncji złota, wyznaczył ją w wymiarze średniorocznym na poziomie 814 dol. Na 2009 r. wielkość tę szacuje na 767 dol. Z kolei konkurencyjny Goldman Sachs zakłada średnią tegoroczną na 800 dol. za uncję, w 2009 r. ma to być 750 dol.


Więcej znajdziesz w najnowszym wydaniu "Naszego Rynku Kapitałowgo".

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Szymon Kowalski

Polecane