Rynki nie powinny bać się Korei

  • Przemysław Kwiecień
opublikowano: 10-08-2017, 22:00

Wydarzeniem tygodnia na rynkach finansowych okazało się spięcie na linii Stany Zjednoczone — Korea Płn. Wywołało ono chwilową nerwówkę wśród inwestorów, ale jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, na usta ciśnie się pytanie — czy Korei należy się bać?

Temat Korei na rynkach nie jest nowy. Już wiosną rozgrywał się w tle kampanii prezydenckiej we Francji za sprawą testów rakietowych, które prowadził Pjongjang. Tym razem jednak sprawy zaszły trochę dalej. Kolejne sankcje ekonomiczne sprowokowały koreański reżim do wystosowania pogróżek pod kątem Waszyngtonu, zaś w odpowiedzi prezydent Donald Trump zagroził Koreańczykom „ogniem i furią”. Dalszą eskalację konfliktu można sobie wyobrazić. W komentarzach często przejawia się opinia, że z Kim Dzong Unem nie można licytować się na szaleństwo, bo jest się skazanym na porażkę. Do tego logika słabszego gracza tu nie pasuje — reżim występuje tu w pozycji człowieka, który nie ma nic do stracenia w konfrontacji z „obrońcami globalnego porządku”. Prezydent Stanów Zjednoczonych do powściągliwych też nie należy, zatem scenariusz, w którym sprawy wymykają się spod kontroli, może pobudzać wyobraźnię. Jednak na ten moment w mojej ocenie nie jest to materiał na giełdowy krach. Przede wszystkim decyzji o użyciu siły wobec Korei Donald Trump nie podejmie jednoosobowo, a Stanom Zjednoczonym, nie mówiąc o ich sojusznikach w Azji, taki konflikt nie jest potrzebny. Po drugie, rynki często reagują na takie wydarzenia emocjonalnie, ale reakcje te są krótkotrwałe. W okresie hossy to wręcz często okazje do dokładania akcji do portfela.

W komentarzach często przejawia się opinia, że z Kim Dzong Unem nie można licytować się na szaleństwo, bo jest się skazanym na porażkę.
Wyświetl galerię [1/2]

W komentarzach często przejawia się opinia, że z Kim Dzong Unem nie można licytować się na szaleństwo, bo jest się skazanym na porażkę.

Oczywiście akcje na świecie są obecnie historycznie bardzo drogie, inwestorzy i media intuicyjnie szukają zatem wydarzeń, które mogłyby doprowadzić do zwrotu na rynkach. Jednak obecny stan rzeczy nie jest przypadkowy — koniunktura gospodarcza jest niezła, zyskowność spółek rekordowo wysoka, stopy dywidend spore, a stopy procentowe nadal niskie. Inwestorzy nie bardzo widzą powód do masowej relokacji kapitału. Aby wywołać dużą przecenę, należałoby zachwiać wiarą w dalszy istotny wzrost zysków spółek, a to siłą rzeczy musi zawierać ważny wątek makroekonomiczny. Można sobie wyobrazić nagłe przyspieszenie dynamiki płac i nerwową reakcję banków centralnych. Ale to na razie jedynie teoretyzowanie. Inwestorzy zagrożenia makro na horyzoncie nie dostrzegają, a wątek koreański go nie zawiera.

Przy okazji warto zauważyć, że europejskie rynki zareagowały znacznie mocniej niż Wall Street. Szukając na wykupionych rynkach „wartości”, należy odnotować, że relacja indeksu Euro Stoxx 500 do S&P500 znalazła się właśnie na minimach dekady, zaś w przypadku niemieckiego DAX30 jesteśmy takich poziomów (z ubiegłego roku) również dość blisko.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemysław Kwiecień CFA, główny ekonomista X-Trade Brokers DM

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu