Rynków wschodzących nie należy skreślać

Mimo pogorszenia nastrojów globalnych inwestorów wciąż dość dobre perspektywy rysują się przed akcjami z gospodarek rozwijających się

Od początku roku MSCI EM osunął się o 0,2 proc., w porównaniu z 2-procentową zniżką swojego odpowiednika, grupującego akcje z gospodarek rozwiniętych. Giełdy z rynków wschodzących nie ucierpiały aż tak mocno na korekcie, która od szczytu z końca stycznia do tej pory zepchnęła główny indeks giełdy nowojorskiej S&P500 o 8 proc. Ten przykład odporności na zawirowania daje nadzieję na kontynuację lepszego zachowania z lat 2016 i 2017, kiedy to MSCI EM osiągał stopy zwrotu lepsze od MSCI World odpowiednio o 3,3 oraz 14,2 pkt. proc. Choć tradycyjnie to wschodzące rynki akcji są uważane za bardziej wrażliwe na pogorszenie koniunktury od dojrzałych, to wśród specjalistów przeważa ostrożny optymizm.

Krótka faza

W perspektywie kilkuletniej inwestowanie na wschodzących rynkach akcji poleca Barbara Reinhard z towarzystwa Voya Investment Management, po tym jak przed 2016 r. pięć lat z rzędu radziły sobie one gorzej od dojrzałych. Znany z niedźwiedzich prognoz charyzmatyczny inwestor Jeremy Grantham przyznał, że swoim dzieciom doradza lokowanie w tej grupie aktywów ponad połowy oszczędności emerytalnych. Akcje z krajów emerging markets przeważają m.in. UBS Wealth Management oraz Goldman Sachs Asset Management, dostrzegając wprawdzie pojawiające się czynniki ryzyka.

— W perspektywie tego roku lepsze zachowanie rynków wschodzących na tle dojrzałych powinno się utrzymać, o ile tylko nie wybuchnie wojna handlowa na pełną skalę. Zachowanie obu grup rynków przebiega w długoterminowych cyklach, a obecna faza relatywnej siły rynków wschodzących trwa dopiero dwa lata — przewiduje Marek Buczak, zarządzający Quercus TFI.

W przeciwieństwie do poprzednich korekt tym razem fundusze akcji z krajów rozwijających się nie notują odpływów, zauważa Goldman Sachs AM. Prognozy zysków spółek są w tej grupie wyższe niż w przypadku rynków rozwiniętych, a wyceny — sięgające 12-krotności oczekiwanych zysków — o 25 proc. niższe, podkreśla Marek Buczak. Jednocześnie mimo ostatnich słabszych danych globalne ożywienie gospodarcze powinno się utrzymać, a emitenci korzystają na dość niskich kosztach finansowania i słabszym dolarze, w którym dominowana jest znaczna część ich zadłużenia. Dobra koniunktura utrzymuje się na rynkach surowcowych, których producentami jest wiele krajów rozwijających się, dodaje specjalista Quercusa.

Skala dyskonta

Jednak według Voya IM rynki weszły już w fazę cyklu, w której rośnie zmienność, a co za tym idzie — także ryzyko. Zdaniem Marka Buczaka, przyczyną tego stanu rzeczy jest wkroczenie globalnej hossy w zaawansowaną fazę, co inwestorzy powinni mocno odczuć w tym roku, ponieważ inwestowanie przy znaczących wahaniach notowań jest trudniejsze. Tymczasem duże różnice w stopach zwrotu między poszczególnymi rynkami i spółkami (a także różnice w perspektywach poszczególnych gospodarek) każą podchodzić do inwestowania nadzwyczaj selektywnie. W wielu krajach za sprawą ryzyka politycznego dyskonto w wycenach może być uzasadnione, a na niektórych rynkach, w tym w Turcji, zyski ze zwyżek cen akcji niweluje osłabianie się walut lokalnych, ocenia Marek Buczak.

— Po dwóch miesiącach przewagi sprzedających nastroje inwestorów są już wyjątkowo złe, a taki pesymizm może być zapowiedzią zbliżającego się dna korekty — przewiduje zarządzający. Wybuch wojny handlowej jako główne zagrożenie dla rynków wschodzących wskazują także międzynarodowe instytucje finansowe. Według strategów JP Morgana pod kierunkiem Mislava Matejki to wręcz jeden z głównych argumentów, by oczekiwać zakończenia passy wyraźnie lepszego zachowania rynków wschodzących na tle dojrzałych. Zwyżki na rynkach wschodzących mają szanse się utrzymać, jednak do wyrównania potencjałów obu grup rynków przyczynia się wyczerpanie pola do umocnienia lokalnych walut oraz fakt, że różnice w ich wycenach skurczyły się do poziomu uzasadnionego fundamentami — uważają specjaliści JP Morgana. „Giełdom z gospodarek dojrzałych nie zaszkodzą wyższe rentowności obligacji. Jednak rynki wschodzące będą sobie radzić gorzej, jeśli Fed okaże się bardziej jastrzębi od oczekiwań albo przyspieszy inflacja” — wynika z marcowej noty JP Morgana do klientów.

Zyskowny bonus

Na bardziej długoterminowe tendencje uwagę zwraca Jeremy Grantham. Współzałożyciel towarzystwa GMO, który w 2000 r. trafnie zapowiadał, że w ciągu następnych 10 lat akcje amerykańskie nie dadzą zarobić, teraz ocenia, że przez kolejnych 10 lat akcje z rynków wschodzących będą jedyną na świecie inwestycją zapewniającą zyski przekraczające inflację o 4,5 pkt. proc. rocznie. Według niego będzie to możliwe nie tylko dzięki korzystniejszym wycenom, ale także za sprawą dwukrotnie szybszego wzrostu gospodarczego niż ten, którym cieszą się gospodarki rozwinięte. Jednocześnie rynki wschodzące korzystają na słabnącej presji inflacyjnej, wciąż pewnym niedowartościowaniu walut, zmniejszeniu liczby krajów podatnych na szok zewnętrzny, a także poprawiającemu się klimatowi politycznemu (przykładami są ustępowanie fali populizmu w Ameryce Łacińskiej, zmiany przywództwa w RPA, Zimbabwe i Korei Południowej). W krótkim terminie perspektywy są mniej jednoznaczne, przyznaje jednak UBS Wealth Management, które zamknęło część pozycji na wschodzących rynkach akcji, nie rezygnując jednak z ich przeważania.

— W tym otoczeniu trzeba postępować taktycznie. Zwykle hossa na rynkach wschodzących trwa wiele lat, jednak inwestorzy potrafią zrobić sobie przerwę na ponowne przeanalizowanie sytuacji i powrócić na rynek, kiedy ryzyko się zmniejszy — twierdzi w rozmowie z agencją Bloomberg Michael Bolliger, szef alokacji aktywów na rynki wschodzące w UBS WM.

Postawili na defensywę

Z tą oceną wydaje się zgadzać coraz większa część inwestorów z rynków wschodzących, którzy w ostatnich tygodniach wyraźnie preferowali akcje spółek defensywnych na tle cyklicznych. W marcu najlepiej radzili sobie przedstawiciele branż użyteczności publicznej, podstawowych dóbr konsumpcyjnych oraz opieki zdrowotnej, podczas gdy najsłabsze były sektor finansowy, dóbr konsumpcyjnych wyższego rzędu oraz surowcowy. Michael Bolliger preferuje rynki, które opierają się na popycie wewnętrznym lub korzystają z przeprowadzonych reform, jak Chiny, RPA, Brazylia czy Rosja. Te dwa ostatnie kraje, m.in. ze względu na dobrą koniunkturą na rynkach eksportowanych przez nie surowców, preferuje także Marek Buczak (dla odmiany dostrzega on ryzyko słabszego zachowania Chin).

— Za Rosją przemawiają niskie wyceny, poprawa danych z gospodarki oraz łagodzenie polityki pieniężnej. Tymczasem zbliżanie się piłkarskich mistrzostw świata powinno skłaniać władze do wyciszania napięć na linii z Zachodem, głównego czynnika ryzyka dla rosyjskich akcji — ocenia zarządzający Quercusa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Rynków wschodzących nie należy skreślać