Sporty ekstremalne są groźne dla zdrowia

Jacek Zalewski
06-02-2007, 00:00

Nabrzmiewający od dawna konflikt ministra obrony narodowej Radosława Sikorskiego z wiceministrem, a obecnie szefem wojskowego kontrwywiadu Antonim Macierewiczem mógł się zakończyć tylko w jeden sposób — odejściem Sikorskiego. Na szczytach władzy IV Rzeczypospolitej nie liczą się kwalifikacje, a nawet postrzeganie przez sojuszników z NATO — kryterium numer jeden stała się dyspozycyjność wobec braci. Akurat w resorcie obrony jest ona umocowana prawnie jak w żadnym innym, albowiem prezydent RP Lech Kaczyński jest konstytucyjnym zwierzchnikiem sił zbrojnych.

Politycy NATO i Unii Europejskiej postrzegają dymisję szefa polskiego MON tak samo fatalnie, jak odejście Stefana Mellera z MSZ. Tym razem jednak trudno mówić o „odzyskaniu resortu przez siły patriotyczne”, wszak Radosław Sikorski piętnaście lat temu miał — tak jak Antoni Macierewicz — epizod (jako wiceminister obrony) w rządzie Jana Olszewskiego, który w podręcznikach do historii obowiązujących w IV RP uznawany jest za jedyny patriotyczny. Ale później terminował w MSZ u Bronisława Geremka i Władysława Bartoszewskiego, a to już jest poważna skaza w życiorysie. Poza tym ten jego pobyt w Waszyngtonie i dyrektorowanie Nowej Inicjatywie Atlantyckiej — sojusz sojuszem, ale bez przesady... Po odejściu premiera Marcinkiewicza minister Sikorski coraz mniej pasował do gabinetu Jarosława Kaczyńskiego, jako że utrzymywał zbyt małe tempo czyszczenia wpływów III RP w armii — i sam został „wyczyszczony”.

W pewnym uproszczeniu powtórzył się syndrom słynnego „obiadu drawskiego”, czyli rywalizacji prezydenta (wtedy Lecha Wałęsy) z ministrem (wówczas Piotrem Kołodziejczykiem) o styl kierowania wojskiem — czy głowa państwa ma to robić bezpośrednio ze swojej kancelarii, czy jednak za pośrednictwem szefa MON. Cóż, cywile bardzo szybko ulegają „czarowi trzaskania obcasami” — generałowie doskonale wyczuwają, kto jest rzeczywistym decydentem ich losów i temu salutują bardziej sprężyście...

Po przymusowym przyjęciu Antoniego Macierewicza do resortu Radosław Sikorski postawił tezę, że współpraca z nieobliczalnym wiceministrem kojarzy mu się z uprawianiem sportów ekstremalnych. Były to prorocze słowa — przetrącił sobie kręgosłup ministerialny, ale na szczęście może się sprawnie poruszać na wózku senatorskim. Po prostu wraca do aktywnego sprawowania mandatu senatora z Bydgoszczy, który w ostatnim czasie siłą rzeczy traktował luźniej.

A co do MON, to jeśli zostanie ono tak wprzęgnięte do utrwalania idei IV RP, jak stało się z MSZ — to wypada się pomodlić „Boże, chroń armię”

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Sporty ekstremalne są groźne dla zdrowia