Sroga ręka państwa niszczy rynek finansowy

Czy Altus przeżyje, dlaczego KNF zmienił zdanie w sprawie transakcji przejęcia EGB przez GetBack, kto najwięcej stracił na aresztowaniu Piotra Osieckiego, co czeka klientów TFI, czy drobni inwestorzy definitywnie odwrócą się od giełdy?

„Puls Biznesu”: Jakie nastroje panują w firmie po aresztowaniu jej twórcy Piotra Osieckiego? Krzysztof Mazurek, prezes Altus TFI:

TRUDNY POCZĄTEK:
Wyświetl galerię [1/2]

TRUDNY POCZĄTEK:

Krzysztof Mazurek w czerwcu tego roku przejął stery w Altus TFI od Piotra Osieckiego. FOT. ARC

Jestem dumny, gdyż mimo trudnej sytuacji, jest nastrój mobilizacji, że jeszcze wrócimy, odbudujemy się. Choć walka jest nierówna. Sytuacja jest trudna, bo nagle nie z naszej winy TFI odnotowuje znaczny regres, a do biura przyjeżdżają agenci z bronią. Nie mam pojęcia, dlaczego po dokumenty ktoś przyjeżdża z bronią. Chyba, że chodzi o jakąś niezrozumiałą demonstrację.

Czy Altus przeżyje?

Tak, ale będzie to zupełnie inne życie. Kilka dziwnych ruchów KNF i medialny festiwal wokół nich oraz zatrzymanie Piotra Osieckiego sprawiło, że w kilka miesięcy straciliśmy dorobek kilku lat rozwoju. Obawiam się też, że na dłuższy czas bankowa sieć dystrybucji może być dla nas zamknięta, ale obym się mylił. Dlatego zmienimy się. Będziemy musieli nastawić się bardziej na bezpośrednie relacje z klientami, którzy mniej się przejmują zapisami compliance, a bardziej patrzą na jakość produktów, wyniki inwestycyjne i sposób zarządzania. Rynek bez Altusa przeżyje, ale bez takich instytucji jak TFI rynku nie będzie. Są kraje, gdzie nie ma prawie produktów inwestycyjnych i klienci trzymają większość oszczędności na depozytach. Jest realne zagrożenie, że pójdziemy tą samą drogą.

Nie przesadza pan?

Obecna sytuacja jest skrajnie niekorzystna dla prywatnych TFI, które pewnie zostaną wypchnięte z bankowej sieci dystrybucji pod pretekstem dbania o bezpieczeństwo. Prawda jest taka, że już MIFID II został tak wdrożony, że sprzyja temu, by banki faworyzowały czy wręcz oferowały jedynie fundusze własnego TFI, więc prywatnym i tak byłoby trudno. Ale teraz będzie nam jeszcze trudniej. Możliwe, że na rynku zostanie tylko 4-5 TFI kontrolowanych przez państwowe lub globalne grupy finansowe.

I wtedy będzie najbezpieczniej…

Tylko że te kilka TFI będą musiały między sobą handlować, więc co to będzie za rynek? I pytanie czym będą handlowały — państwowymi spółkami? Bo prywatne na takim rynku bez prywatnych i zagranicznych inwestorów na pewno nie będą chciały być notowane. Stracą też klienci, bo TFI należące do dużych grup finansowych są mniej innowacyjne, a wielkość w naszej branży jest wrogiem jakości — trudno o dobre stopy zwrotu jak się zarządza 20-30 mld zł. Altus po połączeniu z Esalienes TFI urósłby do prawie 20 mld zł aktywów. Ale 7 mld zł z tego to portfele asset management. W szczycie w funduszach akcyjnych Altusa były około 4 mld zł, więc to zupełnie inna sytuacja niż u wielkich TFI, które mają trzy razy więcej.

A dlaczego fuzji nie będzie?

Po pierwsze, w obecnej sytuacji jest zbyt ryzykowna, bo nie wiadomo jak się skończy postępowanie KNF. Po drugie, po tak drastycznym spadku akcji nie ma uzasadnienia biznesowego. A po ostatnich zdarzeniach musimy zmienić strategię biznesową o 180 stopni. Skoro mamy być podmiotem skoncentrowanym na dużych, bezpośrednich klientach, to nie ma po co łączyć się z detalicznym TFI.

To jak to było z EGB? Prokurator twierdzi, że za ponad 200 mln zł sprzedaliście spółkę GetBackowi, która była warta 28 mln zł.

KNF w zasadzie nie pytał nas o EGB, tylko wysłał zawiadomienie do prokuratury. Szczęście w nieszczęściu polega na tym, że sprzedaż EGB była bardzo transparentna, gdyż w czasie finalizacji rozmów nad sprzedażą EGB, GetBack wchodził na giełdę. Z tego powodu w prospekcie emisyjnym tej transakcji poświęcony był cały rozdział. Była tam szczegółowa wycena, model biznesowy transakcji i wskazane efekty synergii. Przedstawiciele Abrisu brali udział w ustalaniu ceny, RN GetBacku wyraziła zgodę na warunki transakcji. Altus złożył oświadczenie do Abrisu, że zarządzający Altusa też są uczestnikami funduszy sprzedających akcje. KNF zatwierdziła ten prospekt emisyjny, czyli nie widziała w transakcji nieprawidłowości, bo przecież jakby widziała, toby nie pozwoliła GetBackowi sprzedać akcji inwestorom. I zaledwie kilka miesięcy później kwestionuje tę transakcję, i chyba po raz pierwszy w historii podejmuje się oceny, czy wycena w transakcji pomiędzy dwoma prywatnymi, profesjonalnymi podmiotami była prawidłowa. Przy czym kupujący, czyli pośrednio fundusz Abris Capital, nie zajmuje się niczym innym niż wycenianiem firm, bo jego celem jest przecież tanio kupić i drogo sprzedać.

A można winić sprzedawcę za to, że drogo sprzedał?

Mimo tych wszystkich argumentów, w poczuciu odpowiedzialności za cały rynek, wiedząc, że upadek GetBacku będzie miał negatywne konsekwencje dla wszystkich, złożyliśmy propozycję odwrócenia umowy. Czy można zrobić coś lepszego, by pokazać, że nie mieliśmy złych intencji? Ale oferta została odrzucona z uwagi na pełne wcielenie EGB do GetBacku. Złożyliśmy więc propozycję arbitrażu sądowego, aby niezależny rzeczoznawcza jeszcze raz wycenił EGB w dniu sprzedaży i jeśli wycena będzie niższa, to oddamy różnice, a jeśli wyższa, to GetBack nam dopłaci. Dlaczego zarząd GetBacku, który cały czas powtarza, że spółka przepłaciła za EGB, nie zgodził się na arbitraż i nie skorzystał z szansy szybkiego odzyskania wielomilionowej kwoty dla obligatariuszy? Przypuszczam, że obawiał się, że arbitraż potwierdziłby, iż cena była prawidłowa. Słyszę natomiast, że cena była zawyżona, bo zawierała wynagrodzenia za fundusze, które w przyszłości Altus miał tworzyć razem z GetBack. Tylko że te fundusze nigdy nie powstały nie z naszej winy, ale dlatego, że GetBack upadł. Zresztą w ten sposób Altus również nie osiągnął przyszłego dochodu, na który liczył. Piotr Osiecki chciał, chyba jako jedyny, ratować GetBack i gotów był swoje prywatne pieniądze zainwestować w emisję akcji, ale zamiast tego został aresztowany. A to uruchomiło lawinę, która pustoszy rynek.

Chodzi o trzęsienie ziemi na małych spółkach z GPW?

Na wcześniejszym spotkaniu w KNF ostrzegałem, że jest ryzyko systemowe i ono się właśnie zmaterializowało. W bankowości jest pojęcie banku o znaczeniu systemowym, którego problemy byłyby groźne dla całego sektora i gospodarki. W TFI nie ma, a Altus — piąty co do wielkości gracz na rynku z 13,4 mld zł — właśnie taką pozycję miał. Nie było możliwości, żeby tak prowadzone postępowania w sprawie Altusa nie spowodowało potężnych strat milionom klientów TFI czy OFE. I tak się stało — wszystkie indeksy rynku akcji (najmocniej małych spółek) mocno spadły w pierwszej połowie września, czego nie można uzasadnić zachowaniem innych rynków regionu. W konsekwencji trzeba liczyć się z tym, że większość TFI będzie się za chwilę mierzyć z falą umorzeń funduszy rynku akcji, co może powodować dalsze spadki cen i kolejne straty inwestorów. Wystarczy spojrzeć co się dzieje od 6 rano 31 sierpnia, gdy funkcjonariusze zatrzymali Piotra Osieckiego, a za chwilę już o tym informowało TVP Info. W branży finansowej wszystko zależy od nastrojów, nie ma na świecie banku, który wytrzyma run. Tak samo jest w naszym przypadku — pojawił się niepokój u inwestorów potęgowany przez komunikaty KNF, działania prokuratury, wypowiedzi CBA oraz wiele materiałów prasowych zawierających zmanipulowane informacje. W efekcie umowę wypowiada Norges Bank, co niestety biorąc pod uwagę, że jest to największy podmiot inwestujący na świecie, z dużym prawdopodobieństwem wpłynie negatywne na postrzeganie Polski na arenie międzynarodowej. Z tych powodów uruchomiła się panika na rynku, wynikająca z przekonania o nieuchronnej konieczności wyprzedaży akcji i finalnym spadku indeksów. Straty poniosło bardzo wielu inwestorów i klientów TFI oraz OFE, także tych w żaden sposób niezwiązanych z Altusem. Pytanie, czy wszyscy powinni płacić taką cenę? Jestem pewien, że Piotr Osiecki jest niewinny, ale nawet hipotetycznie zakładając winę, to pytanie czy cena, którą zapłacili za to wszyscy, jest adekwatna.

Sugeruje Pan, że takich osób jak Piotr Osiecki nie można zatrzymywać?

Oczywiście, że państwo powinno ścigać i karać przestępców. Ale na razie mówimy o dwóch niewinnych osobach, jedynie podejrzewanych o coś, a konsekwencją aresztowania i nagłośnienia tego w mediach są nieodwracalne skutki dla całego rynku. To tak, jakby ktoś podejrzewając, że w centrum handlowym jest dwóch terrorystów wysadził całe centrum w powietrze w imię zlikwidowania terrorystów, nie mając pewności, że oni w ogóle nimi są. Trzeba uwzględniać specyfikę branży finansowej — gdyby chodziło o producenta gwoździ, to aresztowanie prezesa odbiłoby się co najwyżej na tej firmie. A w naszej branży podważa zaufanie, które jest wszystkim.

To jak ta sprawa powinna być załatwiona?

Zacznijmy od tego, że nie ma żadnego uzasadnienia dla aresztowania Piotra. Jak rozumiem jest to tłumaczone groźbą mataczenia lub ucieczki z kraju. Mataczyć byłoby mu trudno, skoro główny podejrzany Konrad K. jest w areszcie. Postępowanie toczy się od dawna, w tym czasie Piotr Osiecki wyjeżdżał i wracał wiele razy, nie przenosił majątku zagranicę, jego rodzina jest tutaj, więc nie ma uzasadnienia dla obaw o potencjalnej ucieczce. Do tej pory w żaden sposób nie utrudniał pracy organom ścigania, to dlaczego miałby teraz. Wręcz przeciwnie, sam przywoził do prokuratury dokumenty. Stawił się na wezwanie, na które czekał na korytarzu ponad 2 godziny by usłyszeć, że prokuratura zmieniła zdanie i nie będzie go przesłuchiwać. Po co zatem cały ten show z zatrzymaniem, brutalnym najściem na jego dom i festiwalem doniesień medialnych o pokazowej akcji CBA? Postępowanie powinno się toczyć, ale w ciszy, a opinia publiczna powinna poznać fakty, czyli czy jest winny czy niewinny. A tu pojawiały się przecieki, a kilka dni po aresztowaniu ten nieszczęsny artykuł w Business Insiderze mówiący, że zostanie nam odebrana licencja. Rzecznik KNF szybko tę informację sprostował, ale duże straty i tak się pojawiły. Nasz kurs spadł o ponad 30 proc. na jednej sesji, ale również załamały się kursy wielu innych spółek wymienionych w tym artykule, przynosząc ogromne straty ich inwestorom. Musiałem się tłumaczyć przed dystrybutorami, klienci zaczęli wycofywać pieniądze. W efekcie w 5 dni nasze aktywa mocno stopniały. Złożyliśmy w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury i teraz ona powinna wyjaśnić, kto stał za tą manipulacją.

Czy KNF mogłaby zrobić coś więcej, żeby ostudzić napięcie na rynku?

Zdecydowanie tak. Sytuacja jest bardzo trudna, wielokrotnie pytaliśmy i prosiliśmy o wskazówki, co robić, jak najlepiej zadbać o interes klientów. Na razie niestety nie dostaliśmy odpowiedzi. Mam wrażenie, że regulator jest zbyt bierny, a czasami wręcz sam podgrzewa w dość zaskakujący sposób kociołek z emocjami.

W jaki sposób?

KNF wpisała ostatnio na listę ostrzeżeń publicznych konkurencyjne dla nas TFI, ale przez kilka dni nie było wiadomo za co. Okazało się, że za jakieś uchybienia przy dystrybucji certyfikatów. Taki wpis uruchamia nerwową reakcję dystrybutorów i inwestorów. Trzeba pamiętać, że w takiej sytuacji piętnuje się spółki, w których dane TFI ma powyżej 5 proc., ale cierpi też 95 proc. pozostałych akcjonariuszy. KNF nie widzi, że uruchamia lawinę, która pociągnie za sobą wszystkich. Niestety konkurenci też nie widzą, że przez nasze problemy ucierpią. Bo jeśli kursy spadną, to za chwilę do nich przyjdą inwestorzy wycofywać pieniądze i będą mieli taki sam problem. To nie jest tak, że jak stracili w Altusie czy Trigonie, to pójdą do innego, konkurencyjnego TFI. Odwrócą się od rynku, zniechęcą do inwestowania.

Czyli Pana zdaniem to KNF i prokuratura są winne spadkom na GPW i odpływom z TFI?

Powtarzam — to wina sposobu prowadzenia tej sprawy. Nawet jeśli Piotr Osiecki jest winny, to dlaczego za jego winę mają płacić miliony inwestorów z GPW? A co gorsze, skutki już dziś są takie, jakby był skazany i winny. Altus jest bardzo mocno poraniony, a kursy kilkudziesięciu spółek mocno spadły. Skutki są nieodwracalne, niezależnie od tego, jak ostatecznie się skończy sprawa, bo przecież jeśli wyjdzie z aresztu, to pieniądze natychmiast do Altusa nie napłyną, a kursy spółek od ręki nie urosną. Sroga ręka państwa nie przyniosła dotąd ani jednego złotego obligatariuszom GetBacku natomiast sprawiła, że kilkanaście milionów klientów TFI, OFE i domów maklerskich liczą straty.

Stresuje pana październikowe posiedzenie KNF?

Nie obawiam się utraty licencji. Jednak zacznijmy od tego, że postępowanie administracyjne jest na wczesnym etapie, a nie wyobrażam sobie, że ktoś podejmie decyzję nie czekając na jego zakończenie. Poza tym postępowanie toczy się w sprawie potencjalnie niedostatecznego nadzoru nad funduszami, w których GetBack był serwiserem. Zrobiliśmy wszystko tak jak należało, więc byłem cały czas spokojny. Ale nawet jeśli KNF dopatrzyłaby się jakichś formalnych uchybień, to przecież nałożyłaby co najwyżej karę finansową. Utrata licencji w takim przypadku nie mieści mi się w głowie. To byłaby zupełnie nieadekwatna sankcja. Gdyby za każdym razem, za drobne, formalne uchybienia odbierać licencje, to połowa banków w Polsce dawno powinna je utracić. A poza tym, jeśli ziściłby się scenariusz opisany w rzeczonym artykule Business Insidera, to by oznaczało, że decyzja już dawno została podjęta, a postępowanie to fikcja. Nie obawiałem się posiedzenia KNF, ale teraz jest o tyle stresujące, że atmosfera, która wokół niego narosła ma poważne konsekwencje biznesowe — musimy tłumaczyć się przed dystrybutorami, brokerzy podnieśli nam depozyty co oznacza wyższe koszty i tym samym niższe stopy zwrotu dla klienta. No i dzwonią nasi akcjonariusze z pytaniami.

I co mówią?

Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju mówi, że działając na różnych rynkach widział dużo, ale czegoś takiego jeszcze nigdy. Życzyli nam wytrwałości i powodzenia.

Zbigniew Jakubas też dzwonił?

Oczywiście jest zaniepokojony, bo jak na razie stracił na inwestycji i pytał, czy jest sens inwestować w podmiot, który może stracić licencję. Akcjonariusze wiedzieli, że jest postępowanie, które może się zakończyć karą. Ale nagle z mediów dowiedzieli się, że może się skończyć utratą licencji. A to zupełnie inna sprawa.

A klienci, którym zablokowaliście możliwość wycofania pieniędzy z funduszy na 1,5 roku, też dzwonią?

W ich interesie rozpoczęliśmy likwidację funduszy. To był jedyny sposób, żeby uchronić ich przed koniecznością masowej wyprzedaży spółek pod presją umorzeń. Tymczasem słyszę, że motywacją było ratowanie Altusa. A przecież jak fundusz jest w likwidacji, to nie możemy pobierać opłaty za zarządzanie, co oznacza, że przez najbliższe 1,5 roku nie będziemy mieli przychodów z tych funduszy, a jedynie koszty. Zresztą 1,5 roku to maksymalny termin, każdy fundusz ma inne aktywa, więc być może niektóre będą likwidowane znacznie szybciej. Zapewniam, że oddamy inwestorom pieniądze tak szybko, jak to będzie możliwe, ale priorytetem jest maksymalizacja tej kwoty, a nie czas.

Nie obawia się pan, że po tych wszystkich krytycznych uwagach, KNF nie zatwierdzi Altusowi już żadnego prospektu funduszu?

Pokazuję wpływ na system, nie krytykuję konkretnych osób. Poza tym chcę wierzyć, że KNF działa profesjonalnie i kieruje się wyłącznie względami merytorycznymi .

 

1,1 mld zł Tyle pieniędzy wycofali detaliczni klienci Altus TFI od czerwca do sierpnia.

 

Aresztowani za EGB

31 sierpnia funkcjonariusze CBA zatrzymali Piotra Osieckiego, byłego prezesa Altus TFI i głównego akcjonariusza towarzystwa, a także Jakuba Rybę, byłego wiceprezesa Altusa i zależnego Rockbridge TFI. Prokuratura, która wniosła o areszt (sąd przychylił się do wniosku) zarzuca menedżerom wyrządzenie szkody majątkowej wielkich rozmiarów, szacowanej na 160 mln zł. Chodzi o sprzedaż spółce GetBack akcji EGB Investments za 207 mln zł. Według prokuratury, rzeczywista wartość tej firmy nie przekraczała 47 mln zł. „Śledztwo wykazało, że przy transakcji związanej ze sprzedażą przedsiębiorstwa, mężczyźni działali wspólnie i w porozumieniu z innymi ustalonymi osobami w celu osiągnięcia korzyści majątkowej oraz mieli świadomość jego faktycznej wartości” — podano.

Czyn, który zarzucany jest podejrzanym, zagrożony jest karą pozbawienia wolności do lat 10. Może też zostać orzeczona kara grzywny, przepadek korzyści pochodzących z przestępstwa oraz obowiązek naprawienia szkody. Sąd umotywował decyzję o areszcie obawą matactwa i wysoką karą, która grozi podejrzanym i mogłaby skłonić ich do ucieczki z kraju. Jolanta Turczynowicz-Kieryłło, adwokat Piotra Osieckiego, zapowiedziała pozwy przeciwko CBA i prokuraturze, ponieważ uważa ich działania za bezprawne i narażające na szkodę akcjonariuszy TFI. [Kamil Zatoński]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Sroga ręka państwa niszczy rynek finansowy