Swojskie jadło na swojskiej giełdzie

Kamil Kosiński
25-02-2010, 11:32

Jana Kościuszkę do kuchni zawiodły nie wonne przyprawy, lecz zapach benzyny i palonej gumy.

Kiedy widzi misternie udekorowany talerz, najczęściej myśli o szkle powiększającym. Dlaczego? Żeby wśród efektownych dodatków znaleźć coś konkretnego do jedzenia. Klienci jego lokali nie mają tych problemów, bo we własnych restauracjach wprowadził inne zasady.

— Jeżeli kucharz chciał zrobić dekorację talerza dzięki dodaniu do kotleta czy kaczki pieczołowicie ukręconej pomarańczy, kwiatka z cukinii albo jakieś innej bzdury, proponowałem, aby dołożył ziemniaków i mięsa, a powstrzymał się od przerostu formy nad treścią. Ludzie do restauracji przychodzą jeść, a nie oglądać — opowiada Jan Kościuszko, główny akcjonariusz wchodzącej dzisiaj na giełdę Grupy Kościuszko Polskie Jadło, a niegdyś twórca i właściciel Chłopskiego Jadła.

Jeśli trudno w jego lokalu zobaczyć talerz, to dlatego że zasłania go olbrzymi kotlet schabowy z kością, na którym jeszcze kipi tłuszcz. Kotlet smaczny, acz niezdrowy, bo smażony na smalcu. Do tego ziemniaki i kapusta. Treść stała się formą. Na tyle że w Lanczowiskach — marka mniej tradycyjna, ale zamierzająca mieć sto lokali — płaci się nie za poszczególne dania, lecz za wagę talerza. Co się nań włoży, nie ma znaczenia.

Rodzinna tradycja

Pasję ojca podziela dwudziestotrzyletni syn. Ale nie kulinarną.

— U nas w domu zawsze były rajdówki, zapach benzyny i spalonej gumy. Na zawody ojca jeździłem jako mały chłopiec. Miłość do sportu motorowego zrodziła się u mnie naturalnie — opowiada Michał Kościuszko.

Z punktu widzenia ojca nawet zbyt naturalnie.

— Zawsze wzbraniał się, bym został kierowcą rajdowym. Doskonale zdaje sobie sprawę, z jakim ryzykiem wiąże się ten sport i po prostu bał się o mnie — dodaje młody kierowca.

Jan Kościuszko jest nie tylko znanym restauratorem, ale także rajdowcem, niekwestionowanym specjalistą od wyścigów górskich. Zdobywane trofea to jedna strona jego sportowych wyczynów. Druga — połamane żebra, mostek, rozbita czaszka i pomniejsze urazy.

— Szybkości, jakie obecnie się uzyskuje, są znacznie większe niż kiedyś, ale się pocieszam, że samochody są dużo bezpieczniejsze. Wypadki, które miał Michał, skończyłyby się kiedyś poważnymi uszkodzeniami ciała. On wychodził z nich co najwyżej potłuczony — mówi restaurator.

Przyznaje, że pozwolił synowi zająć się sportem motorowym nie ze względu na wiarę w nowoczesne technologie, lecz raczej z braku możliwości wyboru.

— Ma mój genotyp. Wiedziałem, że będzie to robił ze mną lub beze mnie. Wolałem, żeby zaczął pod moim okiem, w jak najbardziej profesjonalny sposób — przyznaje Jan Kościuszko.

Senior też wraca w tym roku na trasy Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski. Ze względu na niedostateczne przygotowanie auta nie wystartował co prawda w pierwszych majowych zawodach cyklu, ale z walki o tytuł nie rezygnuje. Pomysł rady nadzorczej, aby w związku z publiczną emisją akcji spółki dobrowolnie zobowiązał się do nieuczestniczenia w sportach ekstremalnych, potraktował jak żart.

— Nie mówię, że zostanę mistrzem Polski, ale się postaram. Jestem tak skonstruowany, że jak się do czegoś biorę, to robię wszystko, by osiągnąć założony cel. I w sporcie, i w biznesie — zaznacza Jan Kościuszko.

Zawziętość?

— Determinacja — odpowiada.

Zanim został restauratorem, prowadził m.in. warsztat samochodowy i produkował kanistry. Pierwszy własny pojazd silnikowy — gokarta — skonstruował, gdy miał 16 lat.

— Zapisałem się do Automobilklubu Krakowskiego. Dostałem tam stary silnik motocyklowy o pojemności 125 cm sześc. Z kolei mój kolega, zaliczający się do tzw. bananowej młodzieży, otrzymał w prezencie od rodziców gokarta. Miał jednak słomiany zapał. Rozmontował go i pogubił części. Co mu zostało, sprzedał mi za radio, magnetofon i jakieś pomniejsze rzeczy. Z tych części i silnika motocyklowego zbudowałem swój pierwszy wózek — wspomina Jan Kościuszko.

Karting krakusa jednak nie interesował. Nie startował w wyścigach, lecz szalał po Lasku Wolskim i ciągu deptakowym przy kopcu Kościuszki. Tak dla przetarcia szlaku przed sprawdzeniem się w dorosłym sporcie samochodowym. Wystarczyło jednak, by sąsiedzi go znienawidzili, bo hałaśliwy pojazd wytaczał na ulicę o świcie, nawet o 3.00 rano. Później nie mógł ryzykować. Nie miał zezwolenia na jazdę w tych miejscach ani nawet prawa jazdy.

Kiedy jako siedemnastolatek złożył swój pierwszy samochód rajdowy, znienawidzili go nie sąsiedzi, lecz władze spółdzielni mieszkaniowej. Kupił dwie rozbite zastawy 750 i na parterze mieszkania przy ul. Odrowąża zmontował z nich jedno sprawne auto.

— O ile części jakoś dało się wsadzić do mieszkania przez duże okno, o tyle zmontowany samochód nie bardzo chciał wyjść. Aby go spuścić po deskach, musiałem zdemontować kaloryfer i wybić dwa pustaki w ścianie — relacjonuje Jan Kościuszko.

Zagraniczne inspiracje

Kierowcy rajdowi potrafią używać w trakcie jednego sezonu kilku aut. Jeśli nawet nie nowych, to tylu części zamiennych, że kilka samochodów można by z nich wybudować. Janowi Kościuszce zastawa służyła trzy lata.

Sukcesy przyszły dużo później. W połowie lat 80. Wraz z nimi wyjazdy zagraniczne i rozmiłowanie w sztuce kulinarnej.

— Startując we Włoszech, Austrii, Niemczech czy w Hiszpanii, byłem skazany na jedzenie poza domem. Starałem się wybierać lokale dla tubylców. Naprawdę mnie to pasjonowało. Dlatego w Polsce pełnej restauracji wietnamskich, francuskich i włoskich postanowiłem otworzyć lokal z ortodoksyjną kuchnią polską — wyjaśnia Jan Kościuszko.

W połowie lat 90. uruchomił pierwszy lokal pod szyldem Chłopskie Jadło. W kwietniu 2006 r. sprzedał tę sieć spółce Sfinks Polska, szykującej się wtedy do debiutu na GPW. Dziś debiutuje z własną firmą — Polskim Jadłem.

Jan Kościuszko
Zobacz więcej

Jan Kościuszko

Syn bliski mistrzostwa

Jan Kościuszko specjalizuje się w wyścigach górskich. Rozgrywa się je wyłącznie na asfaltowych nawierzchniach, a kierowcy nie pomaga pilot. Jego syn Michał wybrał typowe rajdy samochodowe. Jest kierowcą fabrycznym Suzuki Sport Europe i ma realne szanse zdobycia tytułu mistrza świata w kategorii Junior WRC — auta z napędem na jedną oś o pojemności silnika do 1600 cm sześc. Na półmetku sezonu, po zwycięstwie w Rajdzie Sardynii, jest wiceliderem. Kiedy pierwszy raz usiadł za kierownicą pojazdu z silnikiem, miał 12 lat. Zaczynał jak ojciec. Od gokartów. W przeciwieństwie do restauratora brał jednak udział w wyścigach. Już w pierwszym sezonie startów, w 2001 r., został kartingowym mistrzem Polski.

Coca-cola w torebce

W Chłopskim Jadle można się napić kwasu chlebowego, ale nie coca-coli. Kiedy sieć zyskała popularność, koncern zamówił w niej imprezę dla menedżerów. W toku negocjacji ustalono, że na każdego uczestnika przypadnie po butelce coca-coli. Miała być jednak konsumowana jak alkohol przez amerykańskich lumpów — z butelek włożonych do torebek.

Restauracje w liczbach

15,9

mln zł Takie przychody w 2007 r. osiągnęła Grupa Kościuszko Polskie Jadło

5,2

mln zł Taki był zysk netto spółki w 2007 r.

54,7

proc. Tyle oferowanych akcji zdecydowali się objąć nowi udziałowcy. Zapłacili za nie 11,4 mln zł.

Wigilia dla ubogich

Założyciel dzisiejszego debiutanta giełdowego jest nie tylko biznesmenem i rajdowcem, ale również filantropem. Działania charytatywne przyniosły mu przyznany przez prezydenta miasta tytuł Filantropa Krakowa A.D. 2004, Złoty Medal Serce za Serce od wojewody małopolskiego, Dębowy Laur Dobroczynności od Markotu oraz Statuetkę Orła Białego, przyznaną przez Fundację Prometeusz. Wyróżnienia otrzymał za organizowanie wigilii dla ubogich na krakowskim rynku. W 2007 r. odbyła się ona po raz dziesiąty. Pracowało nad nią ponad sto osób, z których 60 dbało o sprawny przebieg finału akcji. Przygotowano 150 tys. pierogów, 6 tys. litrów zupy, 6 tys. litrów kapusty z grzybami oraz niezliczone ilości pieczywa.

Zobacz stronę poświęconą ludziom związanym z biznesem>>>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Swojskie jadło na swojskiej giełdzie