Sygnity ma być jak kenijski biegacz

Spółka chce ściąć koszty, zrezygnować z podwykonawców, a docelowa marża ma wynieść ponad 20 proc.

Przez wiele lat kolejne zarządy Sygnity zapowiadały odchudzenie i redukcję kosztów, koncentrację na sprzedaży produktów własnych i rezygnację z niskomarżowej sprzedaży sprzętu i licencji. Nowy zarząd pod kierownictwem Mariusza Nowaka wydaje się być zdeterminowany, tym bardziej że od tego zależy los spółki.

Zobacz więcej

W ocenie Mariusza Nowaka, p.o. prezesa Sygnity, poprzednie zarządy spółki mówiły o cięciu kosztów i potrzebie ich dopasowania do możliwości i skali spółki, ale wiele w tym temacie nie zrobiły. - Koszty zarządu - eufemistycznie mówiąc - nie były przez poprzedni zarząd dostosowane do sytuacji rynkowej – mówi p.o. prezesa. Fot. Marek Wiśniewski

— Koszty w Sygnity są zbyt wysokie, by myśleć o ustabilizowaniu płynności. Pracujemy nad kosztami stałymi, kosztami administracji. Chcemy uniknąć zwolnień grupowych, ale ograniczenie kosztów zatrudnienia będzie mocne, szczególnie w tzw. backoffice. Docelowo Sygnity musi być jak kenijski biegacz, czyli mieć tylko tyle mięśni, żeby utrzymać szkielet. Naszym nadrzędnym celem jest zapewnienie płynności i zysku, a wszystkie inne elementy transformacji będą budowane na bazie tych przesłanek — powiedział Mariusz Nowak.

Zarząd pracuje nad planem restrukturyzacji, który ma być przedstawiony w ciągu tygodnia. Zgodnie z założeniami grupa powinna generować ponad 20-procentową marżę brutto na sprzedaży i dodatnie przepływy pieniężne. Chce też rozmawiać w sprawie emisji akcji, z której planuje pozyskać 10-20 mln zł. W ocenie p.o. prezesa geneza problemów Sygnity leży głównie w kontraktach zawieranych w przeszłości.

— Przez wiele lat spółka starała się generować wysokie obroty na dużych umowach, na których realizowana była niewielka marża. Często były to umowy długoterminowe, o dużym ryzyku, w których długo trzeba czekać na płatność. Mieliśmy też do czynienia z obrotem licencjami i sprzętem. Rozmawiamy z kontrahentami o tym, by pozwolili nam zarabiać na tych kontraktach. Jeżeli nie uda się renegocjować umów, będziemy zmuszeni z nich wychodzić. Chcemy skupić się na umowach, które generują przyzwoitą marżę — mówi Mariusz Nowak.

Według estymacji marża brutto w 2015 r., po wyłączaniu pięciu wybranych kontraktów i zdarzeń jednorazowych, byłaby na poziomie 21,9 proc. wobec 15,7 proc. faktycznie wypracowanej. Sygnity chce także skoncentrować się na własnych produktach oraz ograniczyć do minimum obrót licencjami obcym sprzętem. Duże pole do oszczędności widzi w redukcji kosztów usług obcych,w szczególności planuje zrezygnować z licznej rzeszy podwykonawców. Poszukuje oszczędności w kosztach stałych, w szcególności chce ograniczyć koszty wynajmowanej powierzchni. Spółka podpisała już umowę na sprzedaż nieruchomości w Mielcu. Chce zoptymalizować powierzchnię biurową wynajmowaną w Poznaniu, Wrocławiu i Warszawie.

— Nowa siedziba w Warszawie została wynajęta w oderwaniu od potrzeb i możliwości. Prowadzimy rozmowy, żeby ją zmniejszyć lub część podnająć. Tam hula wiatr, a my za to płacimy — mówi szef Sygnity.

Zarząd analizuje rezygnację z „niestrategicznych” obszarów.Na sprzedaż mógłby zostać wystawiony np. Geomar, rozważana jest sprzedaż litewskiej Baltijos kompiuteriu centras oraz Sygnity Business Solutions. W czerwcu Sygnity podało, że jednorazowe zdarzenia, głównie odpisy, obniżą wyniki o 96 mln zł. Największą pozycję stanowił odpis w wysokości 76,2 mln zł związany z wyceną wieloletniego projektu z zakresu administracji publicznej, tzw. e-Podatki, realizowanego dla Ministerstwa Finansów. Firma Deloitte, audytor spółki, bada obecnie, na ile ten odpis powinien zostać ujęty w wynikach ubiegłych lat.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Suteniec

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Sygnity ma być jak kenijski biegacz