Szef PIE: nawet po brexicie Polsce będzie się opłacało prowadzić interesy z Wlk. Brytanią

  • PAP
opublikowano: 28-01-2019, 10:06

Nawet jeśli nastąpi brexit, będzie się nam opłacało prowadzić z Wielką Brytanią interesy handlowe; to rynek z ponad 66 mln konsumentów, którzy do polskich produktów już się zdążyli przyzwyczaić - mówi PAP dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego Piotr Arak.

"Wielka Brytania jest dla Polski, dla naszych firm istotnym partnerem gospodarczym. Mamy prawie 60 tys. polskich przedsiębiorców obecnych na rynku brytyjskim i szereg polskich produktów, które są dostępne w sieciach brytyjskich" - wskazuje dyrektor PIE.

Jak dodaje, niepewność związana z tym na jakich zasadach Wielka Brytania rozstanie się z Unią, odczuwają przedsiębiorcy ze wszystkich państw UE, również polscy. "Na jakich warunkach będziemy pracować na rynku brytyjskim, na jakich warunkach mamy prowadzić biznes, czy możemy kooperować z firmami brytyjskimi - czy np. nie będzie jakiś dodatkowych ceł w momencie, w którym umowa brexitowa zostanie, albo nie zostanie, przyjęta" - zaznacza.

Ale - jak podkreśla Arak - "z Brytyjczykami nadal będzie nam się opłacało prowadzić biznes nawet po wyjściu tego kraju Unii Europejskiej". "To jest duży rynek konsumpcyjny z przeszło 66 milionami konsumentów, którzy do polskich produktów już się zdążyli przyzwyczaić" - podkreśla. Według niego to się nie zmieni, bo na Wyspach pozostanie mniejszość polska, która będzie "ambasadorem marki naszych produktów".

Arak przypomina, że Wielka Brytania na tle innych państw Europy była otwarta na firmy pochodzące z Europy Środkowo-Wschodniej. Jego zdaniem, trudności dla przedsiębiorców mogą pojawić się wtedy, gdy Brytyjczycy zaczną wprowadzać dodatkowe bariery wchodzenia na ich rynek. Z drugiej strony - dodaje - "może być tak, że Brytyjczycy będąc już poza Unią Europejską, zdecydują się, podobnie jak inne państwa anglosaskie - Kanada czy Stany Zjednoczone, być dalej piewcami liberalnego rynku i mieć niższe stawki podatkowe niż np. w UE, zachęcać do lokowania kapitału czy centrów finansowych właśnie w Wielkiej Brytanii".

Decyzję, czy zostać większą "Północną Szwajcarią" czy też nie, podejmą ostatecznie brytyjscy politycy, przy czym - jak zaznacza - "wszystko będzie się tak naprawdę decydowało się w ciągu najbliższych pięciu, sześciu lat".

Według niego, do tego czasu polscy przedsiębiorcy, którzy rozważali ekspansję na rynek brytyjski, mogą wybrać "inny kierunek rozwoju swojego biznesu". "Będą raczej decydować się na inne kraje Europy Zachodniej" - mówi.

Zdaniem szefa Polskiego Instytutu Ekonomicznego w lepszej sytuacji są przedsiębiorcy już działający na rynku brytyjskim. "Jest szereg rzeczy, które wiadomo, że nie zmienią się z dnia na dzień, tzn. nikt nie wydali ich z kraju, co najwyżej ich działalność gospodarcza może zostać w jakiś sposób, na jakiś czas ograniczona" - tłumaczy.

Szef PIE zaleca polskim firmom spokój i radzi poczekać z decyzjami do 29 marca, kiedy to ma nastąpić oficjalnie wyjście Wielkiej Brytanii ze struktur UE. "Tak naprawdę nie powinniśmy podejmować żadnych decyzji inwestycyjnych, czasem czekanie jest lepsze od nagłych i nieprzemyślanych decyzji" - ocenił.

Na 29 stycznia zaplanowana jest debata i głosowanie nad przedstawionym przez premier Theresę May planem B dla brexitu. Szefowa brytyjskiego rządu szuka w parlamencie poparcia dla umowy zakładającej wystąpienie z unijnych struktur.

Arak przypomniał, że w przypadku twardego brexitu Wielka Brytania z dnia na dzień opuści także unię celną. "To oznacza, że swobodny handel odbywający się między Irlandią Północną a Irlandią, czyli tak naprawdę dwoma państwami irlandzkimi może być zatrzymany" - mówił. Brexit umowny przewiduje tzw. backstop - mechanizm awaryjny, którego celem jest uniknięcie powrotu twardej granicy między pozostającą w UE Irlandią a należącą do Wielkiej Brytanii Irlandią Północną. Zakłada on, że w razie braku innego porozumienia z UE Zjednoczone Królestwo byłoby zmuszone do pozostania w unii celnej i w elementach wspólnego rynku UE, a także sprawia, że mogłoby dojść do powstania tzw. granic regulacyjnych między Wielką Brytanią a wchodzącą w jej skład Irlandią Północną.

"Pamiętajmy, że poparcie dla rządu brytyjskiego w parlamencie brytyjskim zapewnia także partia z Irlandii Północnej. Tak naprawdę jest to bardzo skomplikowana sytuacja polityczna, dotycząca tego, co się wydarzy między dwoma państwami irlandzkimi w momencie, w którym Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej: czy będziemy mieli dalej handel bez dodatkowych ceł, czy będzie umożliwiony swobodny przejazd rodzin na granicy" - mówi.

Szef PIE zwraca ponadto uwagę na złożoność relacji wewnątrz podzielonej Irlandii. "Nie chcemy, żeby powróciły ataki terrorystyczne na Wyspach Brytyjskich związane z ewentualną integracją dwóch państw irlandzkich, bo dzięki temu, że obydwa znajdowały się w ramach Unii Europejskiej, udało się uniknąć napięć pomiędzy ludnością protestancką a katolicką na wyspie irlandzkiej" - podkreśla.

Wskazuje też na problem relacji gospodarczych, z uwagi na fakt, że "wymiana handlowa pomiędzy Irlandią Północną a Irlandią jest o wiele większa niż pomiędzy samą Wielką Brytanią a Irlandią". "Podział Irlandii staje się głównym tematem najbliższych dwóch miesięcy" - prognozuje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu