Szewal Blą i wszystkie te wina

opublikowano: 22-08-2017, 22:00

Ląnsz-Baaż — przeciąga elegancko inwestor, zamawiając Lynch-Bages, czyli jedno z tych win, których nazwę wymawia się najczęściej na świecie

Wina, które dosłownie i w przenośni są na językach, to branżowy przebój lata, które okazuje się równie dobrą porą na podsumowania, co zimowa końcówka roku. Sierpniowe zestawienie najbardziej poszukiwanych win uznawane jest za całkiem wiarygodny barometr, wskazujący, co tak naprawdę będzie kupowane — sumuje wszystkie ruchy na internetowych stronach z ofertami, które śledzi Liv-ex, czyli główna platforma do obracania inwestycyjnymi winami. Z rankingu nie odczytujemy, jakie butelki są najczęściej kupowane, tylko które budzą największe zainteresowanie i jakie zaszły w tym zakresie zmiany.

Pierwszych pięciu pozycji można się przy tym domyślić, bo to wszystkie pięć tzw. Premier Grand Cru, czyli win sklasyfikowanych jako bordoskie trunki najwyższej kategorii: Lafite Rothschild, Mouton Rothschild, Haut-Brion, Margaux i Latour. Początkowe trzy, w tej samej kolejności, otwierają też tabelę porządkującą wina pod względem obrotów na giełdzie — z liderem Lafite, ze średnią ceną 3,4 tys. zł za butelkę. Zaraz za spodziewanymi etykietami z najwyższego szczebla analitycy wymieniają jednak wina również interesujące inwestorów, ale o nazwach jakby mniej spowszedniałych i pasjami przekręcanych.

Montrose zgubiło literę

Drugą piątkę tabeli najczęściej wyszukiwanych win otwiera przodujący producent z Saint-Estèphe: Château Montrose. Samo Saint-Estèphe to niewielki obszar podregionu Médoc, leżącego na lewym brzegu Żyrondy, która dzieli Bordeaux — a to wbrew pozorom istotne, bo właśnie bieg tej rzeki przyjmuje się zwyczajowo za najważniejszą linię podziału. Montrose z lewego brzegu zajmuje wobec tego szóste miejsce w tabeli, co względem wyniku z ubiegłego roku jest awansem o cztery stopnie.

Poza przynależnością do któregoś z brzegów stoki zawdzięczają rzece również łagodniejsze przymrozki i mniej dokuczliwe upały, przed którymi jej wilgoć ochraniała najpierw wrzosy, a teraz winogrona. W przeciwieństwie do wielu bordoskich châteaux nazwa Montrose nie ma celtyckich korzeni — upamiętnia różowe wrzosowiska, które porastały te obszary, zanim posadzono winorośle. Gdyby to były mgliste wrzosy ze szkockich kryminałów, można byłoby szukać w nich litery „t” — zgubiła się w wyrazie Montrose, bo zupełnie nie słychać jej w wymowie.

Petrus jak budowa cepa

Tak jak Montrose z lewego brzegu jest gwiazdą w swoim Saint-Estèphe, tak Petrus z prawego jest niekwestionowanym królem podregionu Pomerol. Różni je wszystko: Montrose kosztuje średnio 585 zł i bazuje na szczepie cabernet sauvignon, a Petrus to głównie merlot w przeciętnej cenie powyżej 10 tys. zł za butelkę. Te uśrednione wartości, które podaje „Wine Searcher”, ujmują wszystkie dostępne w obiegu roczniki, dlatego służą wyłącznie ogólnemu rozeznaniu, jaką pozycję winnica ma na rynku.

W przypadku etykiet z czerwonymi literami Petrus sprawa jest prosta — analitycy są zgodni, że to jedno z najbardziej kolekcjonerskich win na świecie, a inwestorzy wdzięczni, że nazwę wymawia się właściwie tak, jak się pisze. Jedynymi obciążonymi są w tym umownym łańcuchu zbieracze gron, dlatego że wszystko, co przednio prezentuje się w tabeli, kosztuje sporo chodzenia — a dokładnie zrywania winogron po jednym, tylko raz na jakiś czas i tylko po południu, kiedy ze skórki owocu odparują krople rosy.

Lynch-Bages i Pontet-Canet

Pontet-Canet musiało chyba błądzić po tych samych zgubnych wrzosowiskach co Montrose, bo z wymowy w tajemniczych okolicznościach zniknęły dwa ostatnie „t”. Byłoby to prawdopodobne, bo zarówno Pontet-Canet, jak i Lynch-Bages to winnice z sąsiadującego z Saint-Estèphe obszaru Pauillac.

Obie bazują na szczepie cabernet sauvignon, który zresztą zdecydowanie częściej przeważa w uprawach lewego brzegu, podczas gdy prawy bardziej kojarzy się z merlotem. W rankingu najbardziej poszukiwanych win, kandydatów z Pauillac dzieli jedna pozycja,przy czym Lynch-Bages jest notowany wyżej, a Pontet-Canet zamyka pierwszą dziesiątkę.

Cenowo również są sobie dosyć bliskie, bo przeciętna stawka podawana przez „Wine Searcher” to dla wszystkich roczników pierwszego około 560 zł, a drugiego — 100 zł mniej. Gdyby natomiast prześledzić, skąd pochodzą brokerzy, którzy najczęściej wyszukiwali wino na giełdzie Liv-ex, w obu przypadkach zwracają uwagę Stany Zjednoczone. Pontet-Canet jest w tabeli amerykańskich wyszukiwań na pierwszym miejscu, a Lynch-Bages na trzecim — dzieli je Château Cos d’Estournel, trudno stwierdzić, jak czytane za oceanem.

Cheval Blanc ruszył z kopyta

Wbrew nazwie, podstawowe wino Cheval Blanc nie jest białe, tylko czerwone, a w największym uogólnieniu kosztuje 2,4 tys. zł za butelkę, podaje „Wine Searcher”. Jeśli w dodatku nic ma nie być dosłowne, to szczep też nie może, dlatego warto zaznaczyć, że większość obszaru upraw zajmuje nie merlot — spodziewany na prawym brzegu — tylko cabernet franc.

Nietypowa proporcja nie jest jednak kaprysem winiarzy, tylko odzwierciedla tzw. terroir, a więc ogół przyrodniczych warunków, z rodzajem gleby na naczelnym miejscu. Gleby Cheval Blanc układają się w patchwork bardziej gliniastych i takich bogatszych w żwir, dlatego szczep cabernet franc dzieli stoki z merlotem, a maleńki skrawek przypada jeszcze winoroślom cabernet sauvignon.

Zanim winnica zaczęła odnosić sukcesy na różnych przeglądach i aukcjach, grona zbierano z tego obszaru przez setki lat, bo uprawy rozpoczęto już w XIV wieku. Jak podają eksperci z „Wine Searcher”, Cheval Blanc to bez wątpienia najsłynniejsze wino oparte na cabernet franc na świecie — dlatego w rubryce średniej ceny za butelkę znakomitego rocznika 2010 r. pojawia się 4,4 tys. zł — chyba że wybierzemy tzw. drugie wino, czyli Le Petit Cheval i zapłacimy kilkaset złotych, a więc mniej więcej tyle, co za Lynch-Bages.

Drugie wino to produkt, który nie spełnia aż tak surowych wymogów, żeby zasługiwać na główną etykietę Cheval Blanc, ale pomaga zachować finansową płynność w przypadkach, kiedy podstawowego, najdroższego wina powstaje mało. Zjawisko, które zaskoczyło przy tym nawet winiarzy, to zmienianie się na rynku proporcji cen win pierwszych do drugich — odkąd inwestorzy z Azji zauważyli, że etykietę z wyrazem Mouton, Petrus czy Cheval Blanc można mieć taniej, ceny drugich win zaczęły rosnąć na pozarozsądkową, tygrysią skalę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Szewal Blą i wszystkie te wina