Taki jest ulubiony program władców

opublikowano: 10-02-2021, 20:00

Widzowie większości komercyjnych stacji telewizyjnych oraz czytelnicy wielu portali z zaskoczeniem zobaczyli w środę jedynie czarne plansze z napisem „Tu miał być Twój ulubiony program”, tylko tyle usłyszeli również radiosłuchacze.

Część prasy drukowanej ukazała się natomiast w szacie żałobnej. Uwaga praktyczna na przyszłość – inicjatorzy takich wspólnotowych akcji, wywodzący się z podmiotów elektronicznych, powinni jednak uwzględniać specyfikę i wydawnicze zobowiązania mediów papierowych, dając im choćby 48 godzin. Merytoryczną argumentację branżowego protestu „Media bez wyboru” zawiera (zamieszczony na str. 3 wydania papierowego) list otwarty. Jednym z solidarnych sygnatariuszy jest Bonnier Business Polska – wydawca rodziny mediów gospodarczych, do której należy założony 24 lata temu od zera „Puls Biznesu”.

Tak wyglądało w środę wiele informacyjnych portali, w telewizjach zamiast „serwis internetowy” widniało słowo „program”.
materiały prasowe

Wizerunkowy efekt czarnych ekranów autentycznie dawał po oczach. Niestety, bardzo prawdziwy jest powyższy tytuł. Generalne zamilknięcie – choćby tylko na jeden dzień – wrażych stacji spełniło marzenie Jarosława Kaczyńskiego i wszystkich wyznawców tzw. dobrej zmiany. PiS od ponad pięciu lat umacnia w III RP wielką rekonkwistę PRL, w szczególności forsując doktrynę jak największego udziału państwa w gospodarce, ponieważ bardzo wspomaga to centralizację sterowania życiem publicznym. W obszarze medialnym zaś prezes tęskni do sytuacji z niedzieli 13 grudnia 1981 r. – oczywiście teraz ze stołka wszechmocnego decydenta – gdy po ogłoszeniu stanu wojennego emitowane były tylko dwa centralne programy, Telewizja Polska 1 oraz Polskie Radio 1, notabene nie z ich siedzib, lecz z kompleksu wojskowego. W poniedziałek 14 grudnia zaś ukazały się tylko dwa dzienniki, „Trybuna Ludu” i „Żołnierz Wolności”. Po zmianie ustroju oba tytuły zniknęły, ale współcześnie bez problemu da się wskazać media kontynuujące ich linię klęczenia przed niemal beatyfikowanymi władcami. Przenosząc realia sprzed czterech dekad do 2021 r. rzecz jasna przejaskrawiam, wszak żyjemy w epoce różniącej się od tamtej kosmicznym skokiem technologicznym, ale w mentalności rządzących Polską wtedy i teraz specjalnej różnicy nie widzę.

Poza argumentacją z listu otwartego wydawców, zwrócę uwagę na jeszcze jedną ciemną stronę planowanego haraczu reklamowego. To kolejny granat rozsadzający system podatkowy w Polsce. We wszystkich badaniach opinii, nie tylko przedsiębiorców, lecz także pracobiorców, największą jego wadą jest nawet nie sama wysokość stawek, lecz pogmatwanie, nielogiczność i niesprawiedliwość podatkowych obciążeń. Dlatego generalnym złem jest każdy podatek sektorowy, bez względu na jego ideologiczne uzasadnienie. W wypadku podatku reklamowego niegodziwością władców jest uzasadnianie go walką z COVID-19 oraz fikcyjne zaadresowanie potencjalnie ściągniętych milionów na ochronę zdrowia. Opowiadając budżetowe bajki, premier Mateusz Morawiecki sam w to nie wierzy. Notabene w pracach nad tegorocznym budżetem zaistniała przecież senacka poprawka dodania na konkretny cel zdrowotny blisko 2 mld zł, ale została skreślona w Sejmie jako kwotowo nierealna. Środowiska biznesowe od lat prezentują projekty uczytelnienia systemu podatkowego, np. przez wprowadzenie trudnego do unikania, zaś łatwego do wyliczenia i poboru podatku przychodowego. Byłby on całkowicie oderwany matematycznie od uznaniowości, preferencji ideologicznych etc. W oczach obecnych władców to jednak… straszna wada, idea podatku reklamowego sytuuje się na całkowicie przeciwnym biegunie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane