TFI PZU: w funduszach akcji gorzej już było

opublikowano: 11-07-2019, 22:00

Tomasz Stankiewicz, dyrektor biura rynku akcji w towarzystwie, przekonuje, że przewrót w portfelach wkrótce da owoce

Liczby są nieubłagane. Trzy flagowe fundusze akcji polskich z oferty TFI PZU odnotowały wyniki słabsze od konkurencji nie tylko w perspektywie krótko-, ale także średnioterminowej.

Tomasz Stankiewicz, szef biura rynku akcji w TFI PZU, tłumaczy,
że dopiero niedawno nadarzyła się okazja do gruntownych zmian w portfelu. Na
ich efekty trzeba będzie poczekać. [FOT. ROBERT
Wyświetl galerię [1/2]

LEKCJA CIERPLIWOŚCI:

Tomasz Stankiewicz, szef biura rynku akcji w TFI PZU, tłumaczy, że dopiero niedawno nadarzyła się okazja do gruntownych zmian w portfelu. Na ich efekty trzeba będzie poczekać. [FOT. ROBERT Fot. Robert Gardziński

Największy — PZU Akcji Krakowiak (jego aktywa to 714 mln zł) — stracił w pół roku 1,1 proc., w rok 9 proc., a zwrot za trzy lata to -1,1 proc. Konsekwencje to odległa pozycja w grupie — w rankingu za pół roku fundusz zajmuje 53 miejsce, a niżej są tylko 3 rozwiązania, w tym należący do tej samej kategorii PZU Akcji Spółek Dywidendowych (jest przedostatni). W pół roku fundusz stracił 2,1 proc., w rok 6,6 proc., a zysk za trzy lata to zaledwie 1,3 proc. Zaledwie, bo średni wynik w grupie za 36 miesięcy to 15,5 proc., a za 6 miesięcy +3 proc.

Słabo radził sobie też fundusz PZU Akcji Małych i Średnich Spółek, który ma 16 proc. straty za trzy lata (wobec średnio 11,4 proc. zysku w grupie), a wynik za ostatnie pół roku — mimo że dodatni (3 proc.) — to jest znacznie gorszy niż średnia (8,1 proc.). W rezultacie to rozwiązanie okupuje odległą lub wręcz ostatnią pozycję w rankingach za poszczególne okresy.

— Wyniki nie są satysfakcjonujące ani dla nas, ani dla naszych klientów — przyznaje Tomasz Stankiewicz, odpowiedzialny w towarzystwie za inwestycje na rynku akcji.

Zwrotnica przestawiona

Zarządzający, który wcześniej przez wiele lat pracował w MetLife PTE, przyszedł do TFI PZU 1 września 2017 r. Jak podkreśla, zadanie miał niełatwe, bo fundusze były skoncentrowane na kilku-, kilkunastu spółkach i dość mocno przeważone w stronę małych i średnich kosztem firm z WIG20. Tymczasem trend, który zaczął się kształtować w kwietniu 2017 r., był dokładnie odwrotny. „Misie” znalazły się pod presją, a WIG20 zaczął być relatywnie lepszy.

— Sytuacja fundamentalna małych i średnich spółek ewidentnie zaczęła się pogarszać. Presja płacowa zabierała im dużą część rentowności, a konkurencja uniemożliwiała przenoszenie wzrostu kosztów na ceny produktów i usług. To skutkowało znaczącym pogorszeniem wyników. Moim zdaniem to zmiana strukturalna, a nie cykliczna — uważa Tomasz Stankiewicz, który podjął decyzję o przebudowie portfeli i zwiększeniu udziału spółek z WIG20 kosztem małych i średnich.

Dodatkowym argumentem było przekonanie, że trend wzrostowy na akcjach największych firm będzie kontynuowany, bo sytuację na giełdzie determinowały napływy kapitału zagranicznego (głównie z ETF).

— Niestety, takiej zmiany nie dało się na naszym niepłynnym rynku przeprowadzić szybko. Podejmowaliśmy nawet próby sprzedaży z dyskontem, ale musiałoby ono wynieść 15 proc. i więcej względem ceny rynkowej. Działalibyśmy wtedy na szkodę klientów, dlatego się na to nie zdecydowaliśmy — mówi Tomasz Stankiewicz.

Okienko płynnościowe otworzyło się w końcu w pierwszym kwartale tego roku,kiedy doszło do odbicia na szerokim rynku.

— Po takich spadkach notowań musieliśmy sobie jednak odpowiedzieć na pytanie, które spółki sprzedawać. Cześć portfela, w której były relatywnie słabe spółki, była większa, więc jedyną czysto techniczną możliwością była sprzedaż w pierwszej fazie zwyżki. Nasze fundusze w styczniu- -lutym najbardziej przez to ucierpiały — dodaje zarządzający w TFI PZU.

Jak podkreśla, potrzebę sprzedaży aktywów wymusiły też umorzenia jednostek przez klientów. W funduszu Akcji Małych i Średnich Spółek ostało się 50 mln zł, czyli połowa aktywów w porównaniu ze stanem z końca 2017 r. W funduszu Akcji Spółek Dywidendowych pracuje obecnie ledwie 25 mln zł, wobec 50 mln zł na koniec 2018 r. i 126 mln zł rok wcześniej.

Energetyczna kotwica

Wyniki funduszy PZU były pod presją nie tylko ze względu na wybór „misiów” kosztem blue chipów, ale także wybory w ramach tej drugiej grupy. Na koniec 2017 r. udział akcji spółek energetycznych w portfelu PZU Akcji Krakowiak sięgał niemal 12 proc. i niewiele zmienił się w 2018. W PZU Akcji Spółek Dywidendowych na koniec 2017 r. było to około 12 proc., rok później nieco ponad 10 proc. Tymczasem udział PGE, Tauronu, Enei, Energi i ZE PAK w WIG nie przekracza 5 proc. WIG-Energia stracił w 3 lata 14 proc., w 2018 r. około jednej piątej, a spółki przestały płacić dywidendy.

— Energetyka mocno zaważyła na wynikach funduszy w 2018 r. i pierwszym kwartale 2019 r. Pozycja w porównaniu z końcem 2017 r., kiedy dla TFI była to jedna z preferowanych branż, jest jednak już znacznie niższa — mówi Tomasz Stankiewicz.

Jego zdaniem strukturalnie jest to „trudny temat”, choć w perspektywie najbliższego półrocza kierunek, w którym pójdą notowania, wcale nie musi być negatywny.

— Udział energetyki w portfelach funduszu jest dużo niższy niż w punkcie wyjścia, a perspektywy branży i jej wycena powodują, że relacja ryzyka do zysku jest neutralna, a nawet lekko pozytywna. Długoterminowo nie jest to jednak już nasz top pick — zaznacza ekspert TFI PZU.

Pociąg odjechał

W miesiąc notowania WIG-Energia odbiły o niemal 14 proc., dzięki czemu większość strat poniesionych od początku roku została zniwelowana. Odbiły też w końcu małe i średnie spółki. Stopa zwrotu mWIG40 od początku roku to 5,5 proc., a sWIG80 12,1 proc. WIG20 zyskał w tym czasie niewiele ponad 2 proc. Tomasz Stankiewicz broni jednak decyzji o przebudowie portfela, choć przyznaje, że nie docenił zasięgu odbicia na rynku akcji w pierwszej połowie tego roku.

— Od połowy lutego staliśmy się mniej agresywni względem rynku, a rynek jeszcze rósł do końca kwietnia i później w czerwcu — mówi Tomasz Stankiewicz.

Jego zdaniem tym, co determinuje koniunkturę na rynkach akcji, są tendencje w zyskach spółek i PKB, a polityka monetarna i fiskalna co prawda może przedłużyć cykle, ale ich nie likwiduje.

— Prognozy zysków spółek spadały, coraz więcej jest głosów, że po drugim kwartale analitycy będą je jeszcze obniżać. Wolę być ostrożny, niż podejmować nadmierne ryzyko — mówi szef biura rynku akcji w TFI PZU.

Tomasz Stankiewicz nie wyklucza, że dojdzie do kolejnej odsłony programu luzowania ilościowego zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w strefie euro. Dałoby to zapewne impuls do zwyżki na rynkach akcji.

— Czy będzie to jednak fundamentalny wzrost i czy te działania wyhamują spowolnienie w gospodarce? Niekoniecznie, bo dopływ pieniądza z banków centralnych przede wszystkim pompuje bąbel spekulacyjny, ale kondycja gospodarki jest przeciętna — uważa zarządzający.

Specjalista zakłada, że świat zmierza ku spowolnieniu lub nawet krótkiej recesji w przyszłym roku.

— Należy oczywiście pamiętać, że Fed jest niewolnikiem rynków, a Donald Trump mocno naciska na Jerome’a Powella. Jeżeli Fed nie obniży stóp o 50 pkt baz. w lipcu, to rynki akcji spadną, a spready na obligacjach korporacyjnych wzrosną. Dojdzie do samoczynnego zacieśnienia warunków rynkowych, czyli czegoś, czego Fed bardzo nie chce. Teraz warunki są sprzyjające gospodarce. Jeśli Fed złagodzi politykę za bardzo, to stworzy bańkę i dojdzie do powtórki z lat 2000 czy 2008 — ostrzega Tomasz Stankiewicz.

Choć zastrzega, że inwestującym fundamentalnie trudno na takie sytuacje reagować, to w funduszach TFI PZU portfele uelastyczniono na tyle, by móc zareagować odpowiednią alokacją aktywów. Jak dodaje, zarządzający coraz chętniej inwestują na rynkach zagranicznych. Docelowo mogą one stanowić nawet 10 proc. portfela funduszy akcji polskich.

Czas na owoce

Tomasz Stankiewicz jest przekonany, że korzystne dla klientów będą też zmiany w sposobie zarządzania funduszami.

— W punkcie wyjścia zarządzający odpowiadali za poszczególne portfele i analizę wybranych sektorów. W konsekwencji trzy czwarte czasu poświęcali na zarządzanie, a resztę na pracę analityczną. Pod presją wyniku praca analityczna, która powinna być podstawą, schodziła siłą rzeczy na dalszy plan. Zarządzający lepiej się też czuli, mając w portfelu spółki, które sami pokrywali. Zmieniliśmy ten model. Obecnie mamy czterech analityków i czterech zarządzających wobec dotychczasowych ośmiu zarządzających i jednego analityka — mówi Tomasz Stankiewicz.

Wśród nowych twarzy są m.in. analitycy Dariusz Dziubiński (ex-Trigon) i Katarzyna Włodarczyk (ex-Pekao IB). Pracami zespołu kieruje Piotr Zielonka (przyszedł do TFI na początku 2019 r.), który również zarządza portfelami.

— Dużo rzeczy zależy teraz od nas samych, a nie od rynku. Dwa lata temu było inaczej. Zadanie, które otrzymałem, zostało wykonane i wierzę w to, że przyniesie owoce — mówi Tomasz Stankiewicz.

Zmiana goni zmianę

TFI PZU zarządza aktywami o wartości 20,3 mld zł. W najbliższych dniach dojdzie do formalnych zmian w zarządzie towarzystwa. Nowym prezesem będzie Robert Kubin (dotychczasowy dyrektor zarządzający PZU i PZU Życie). Zastąpi Marcina Adamczyka, który był prezesem od początku 2017 r. Do zarządu wejdą ponadto Marcin Żółtek (były prezes PZU PTE), który będzie odpowiadał za wdrożenie PPK (wczoraj pierwszym dużym klientem został PKN Orlen) oraz Dariusz Lasek, który obejmie funkcję dyrektora inwestycyjnego. Będzie on przełożonym Tomasza Stankiewicza, który pracuje w TFI PZU od września 2017 r. i kieruje biurem rynku akcji. Jego poprzednikiem był Piotr Bień, który obecnie jest członkiem zarządu Lartiq TFI.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu