To musi się stać, aby kurs skoczył o 10 proc.

Adrian Boczkowski
opublikowano: 06-07-2010, 00:00

Akcje Tauronu nie chcą drożeć. Znaleźliśmy pięć "życzeniowych" argumentów, aby to się zmieniło

Akcje Tauronu za ponad 1 mld zł kupiło od skarbu państwa w czerwcowej ofercie pierwotnej 231 tys. drobnych inwestorów. Liczyli z reguły na szybki zysk, jak w przypadku majowego IPO PZU (kilkanaście procent). Tymczasem kurs energetycznego Tauronu praktycznie od razu osunął się nieznacznie poniżej ceny z oferty. Wczoraj było to 1-1,3 proc. na minusie. To nie powinno niepokoić długoterminowych graczy, którzy mają okazję na tańsze zakupy. Tymczasem wielu inwestorów, którzy pierwotnie planowali szybkie zakończenie obecności w akcjonariacie Tauronu, wciąż trzyma papiery, licząc na dwucyfrowy zarobek.

Co musiałoby się stać, by kurs Tauronu wzrósł o ponad 10 proc.? Przybliżamy pięć możliwych impulsów dla dynamicznej zwyżki kursu. Pierwszy to zakupy KGHM. Miedziowy kombinat nie tylko wybuduje wraz z Tauronem elektrownię, od której będzie kupował energię. Chce mieć również wpływ na decyzje w energetycznej grupie, co — według zapowiedzi — umożliwi mu posiadanie 11 proc. kapitału akcyjnego (zgodnie jednak ze statutem, jedynie skarb państwa może dysponować głosami z więcej niż 10 proc. akcji). W IPO lubińska grupa zdołała kupić 4,9 proc. Tauronu. Herbert Wirth, prezes KGHM, wprost oświadczył, że jego intencją jest dokupienie akcji Tauronu po "dobrej cenie", a obecna wycena jest "bardzo atrakcyjna". Na razie KGHM skupił dodatkowe 0,3 proc. kapitału Tauronu. Powinien więc wyłożyć jeszcze 400-500 mln zł (kapitalizacja Tauronu to obecnie nieco więcej niż 8 mld zł).

Jeśli kurs Tauronu rzeczywiście wydaje się okazyjny dla KGHM, to spółka powinna przystąpić do mocniejszych zakupów. Okazje nie trwają bowiem wiecznie. To z kolei powinno oznaczać przynajmniej krótkoterminowe wybicie notowań Tauronu. Analizując arkusz zleceń z GPW, wyraźnie widać, że popyt jest bardzo słaby (10-11 mln zł od 1 gr wczoraj około południa). Dzięki potencjalnej determinacji KGHM sytuacja diametralnie by się zmieniła. Zlecenia kupna za niecałe 70 mln zł wystarczyłyby, by kurs Tauronu w jednej chwili skoczył o 10 proc., do 5,57-5,58 zł. Część krótkodystansowców miałaby więc okazję do zyskownego opuszczenia pokładu. Późniejszy możliwy atak podaży KGHM mógłby wykorzystać do dokończenia zakupów.

Mocny skok notowaniom Tauronu mogłoby dać również wezwanie CEZ-u na pakiet większościowy polskiej grupy. Czesi negocjowali przecież podobno z MSP taką transakcję po 9,8 zł za scaloną akcję. Teoretycznie można byłoby więc liczyć na premię w wysokości aż 90 proc. względem obecnego kursu. Problem w tym, że CEZ jest właśnie w trakcie procesu zakupu Energi. Z drugiej strony, możliwości finansowe CEZ-u ostatnio wzrosły, bo Czesi zrezygnowali ze złożenia oferty na zakup ZE PAK. CEZ nie praktykuje jednak wezwań na akcje spółek publicznych. Prawdopodobieństwo tego, że inaczej postąpi z Tauronem, jest niewielkie. Pewności, że wezwania nie będzie, mieć jednak oczywiście nie można. Przy kilkudziesięcioprocentowej przebitce powodzenie wezwania byłoby pewne. Wciąż pozostałaby jednak kwestia dogadania się z MSP, by zmienić zapisy statutu ograniczające głosy innych akcjonariuszy do 10 proc.

Wzrost kursu Tauronu nie musi być jednak wcale spektakularny na tle porównywalnych spółek. Wystarczy, że dobry klimat na rynkach finansowych się utrzyma, a kursy PGE i Enei będą rosły. To pociągnęłoby również notowania Tauronu. Podobnie jak zdolności sales-traderów. Wielu brokerów ciepło wypowiedziało się przecież o Tauronie przed debiutem i wyceniło scaloną akcję na 6-9 zł. Pierwsza rekomendacja po wejściu na GPW pochodziła od Raiffeisena i brzmiała "kupuj" z ceną docelową 6 zł (potencjał wzrostu kursu o 18 proc.). Jeśli Austriakom uda się przekonać do tego dużych klientów, to wchłonęliby oni sporą część podaży akcji i wyraźnie podnieśliby kurs.

W perspektywie kilku, kilkunastu miesięcy dużo zależy w końcu od samego Tauronu. Wystarczy, że zapowiedzi o miliardowym cięciu kosztów zaczną się sprawdzać, spółka z powodzeniem uplasuje planowane duże emisje obligacji (w tym euroobligacji za ponad 2 mld zł), a kwartalne wyniki pozytywnie zaskoczą rynek. To nie musiałoby być wielkim wyczynem, gdyż baza startowa efektywności spółki nie jest wyśrubowana.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy