To zmieni świat: Familijna przerzutka

W rodzinie jak w rowerze — czasem zgrzyta. Żeby tego uniknąć, niekiedy wystarczy tylko zmienić przełożenie.

To dziwne, że po stu latach jeżdżenia bezpiecznymi rowerami nadal używamy linek, by przesunąć łańcuch w bok z jednego koła zębatego na inne. Jednocześnie wszystko wystawione jest na działanie czynników zewnętrznych.

Założę się, że czołowi producenci myśleli nad lepszymi rozwiązaniami, ale coś, co nie wymaga ciągłej konserwacji lub wymiany, nie napełni im kieszeni — tak jeden z użytkowników zagranicznego portalu komentował wzmiankę o polskim projekcie przedniej przekładni rowerowej. Wprawdzie z linek nie udało się zrezygnować, ale zniknęły dwa koła zębate. Nad projektem od kilku lat pracuje prawie cała rodzina.

— Wynalazcą jestem i będę do końca życia, jeszcze kilka pomysłów mam — uśmiecha się Stefan Migaszewski, 66-latek, który rozpoczął projekt przedniej przekładni rowerowej Efneo.

Na złomie byłoby kiepsko

Pochodzi z Grudziądza i pod wieloma względami nie różni się od Polaków ze swego pokolenia. W młodości grał w klubie piłkarskim, a życie rzuciło go do handlu i budowlanki. Dzisiaj mieszka w Grodzisku Mazowieckim, gdzie znajduje się jego warsztat, w którym powstał pomysł przekładni. Wspomina, że zawsze lubił majsterkować, chociaż dopiero tuż przed emeryturą zaczął to robić częściej.

— Nie mógłbym pracować na złomowisku, więcej czasu wygrzebywałbym różne rzeczy, z których można coś zrobić, niż pracował — żartuje Stefan Migaszewski.

Mówi, że kiedy pracuje nad projektem, chce, by był przydatny ludziom. Na nową konstrukcję przekładni wpadł, kiedy naprawiał rower. Od tego czasu projekt ewoluował, kilkakrotnie zmieniała się konstrukcja, a we wszystko zaangażowała się rodzina Stefana Migaszewskiego. Jego syn Wiktor zrezygnował nawet z pracy w międzynarodowej korporacji, by zająć się projektem ojca i wprowadzić go na rynek.

— Nie mogę powiedzieć, że jestem jedynym, który to stworzył, bo byłaby to nieprawda. Przez te kilka lat praktycznie każdy dorzucił jakiś pomysł usprawnienia mechanizmu. W porównaniu do tego, co mamy teraz, mój pierwszy projekt to prehistoria — opowiada Stefan Migaszewski.

Kręcenie dla zwyczajnych

Działanie przekładni Efneo jest nieco bardziej skomplikowane niż tradycyjnej przedniej przerzutki. Wewnętrzna konstrukcja działa na zasadzie tzw. przekładni planetarnej, ulepszonej przez twórców. Zmiana biegów odbywa się wewnątrz przekładni, co powoduje, że koło zębate kręci się szybciej lub wolniej zależnie od biegu, przy stałej prędkości pedałów.

Konstruktorzy tłumaczą, że ich przekładnia pozwala na zmianę biegów również w trakcie postoju, podczas gdy zwyczajna przerzutka wymaga ciągłej jazdy, by łańcuch nałożył się na kolejną zębatkę. Poza tym ich pomysł eliminuje krzyżowanie się łańcucha na skrajnych biegach, co się zdarza, jeśli z przodu i z tyłu są przerzutki.

Dodatkowo jest lekka (waży mniej niż 1 kg), niewielka (20 mm szerokości) i można ją zamontować do każdego roweru. Kilkuletnia droga do powstania przekładni Efneo była najeżona problemami. Pierwszym był tzw. wolnobieg, czyli to, co pozwala kręcić pedałami do tyłu. Początkowo w Efneo było to możliwe tylko na pierwszym biegu. Udało się opracować odpowiednie rozwiązanie, ale jeden z elementów okazał się za słaby, więc trzeba było szukać kolejnego. Wynajdywanie odpowiednich materiałów okazało się zresztą największą barierą.

— Nie tylko trudno znaleźć odpowiedni materiał, ale ciężko go dostać w małej ilości. Potrzebujemy np. metra kwadratowego blachy, a hurtownia nie sprzeda nam mniej niż 10 ton za 70 tys. zł. Te poszukiwania zajmują najwięcej czasu — mówi Stefan Migaszewski.

Czy Efneo to rewolucja? Raczej nie. Podobne rozwiązania są już dostępne na rynku (np. Truativ HammerShmidt AM), ale są bardzo drogie (wspomniany model kosztuje około 2 tys. zł), ciężkie i mają dwa biegi (Efneo trzy), przez co należą do produktów niszowych, z których korzystają raczej zapaleńcy.

— Chcemy stworzyć wygodne rozwiązanie za rozsądną cenę, które będzie montowane także w rowerach rekreacyjnych i miejskich dla zwyczajny użytkowników. Naszym celem jest wejście na rynek masowy, a nie wypełnianie niszy dla pasjonatów. Nie wykluczamy sprzedaży Efneo klientom indywidualnym, ale na razie skupiamy się raczej na producentach rowerów — tłumaczy Wiktor Migaszewski.

Dodaje, że na świecie sprzedaje się 150 mln rowerów rocznie. Migaszewscy planują sprzedawać co najmniej milion sztuk swojej przekładni rocznie, z czego przychód szacują na minimum 250 mln zł. W przedsięwzięcie, poza Wiktorem, który zajmuje się głównie sprawami technicznymi i procesem patentowym, zaangażowany jest także drugi syn Fryderyk.

Skupia się na biznesowym aspekcie Efneo. Nazwa przekładni również ma rodzinne korzenie — pochodzi od inicjału jednego z synów i nazwy organizacji katolickiej, do której należy, czyli Neokatechumenatu. Zanim synowie zaangażowali się w pomysł ojca, sprawdzali, czy takie rozwiązanie rzeczywiście jest potrzebne na rynku.

— Wiele pomysłów to niestety tylko romantyczne wizje wynalazców. Chcieliśmy wykluczyć taką możliwość. Zacząłem się tym głębiej interesować, rozmawiać ze specjalistami i użytkownikami, a kiedy okazało się, że takie rozwiązanie jest potrzebne, uczyłem się też budowy rowerów, byśmy mogli odpowiednio przygotować Efneo do wprowadzenia na rynek. Dzisiaj ten etap mamy już za sobą. Projekt jest w trakcie procedury patentowej, wprowadziliśmy ostatnie udoskonalenia i będzie zmieniał się już tylko pod względem wizualnym i materiałowym — opowiada Wiktor Migaszewski.

Rodzina traktuje Efneo bardzo poważnie. Przez kilka lat wydała na to przedsięwzięcie ponad 300 tys. zł. Wsparcie finansowe uzyskała tylko od siostry Stefana Migaszewskiego Bogusławy Janowskiej.

Nie na sprzedaż

Pojawił się inwestor zainteresowany Efneo, ale rodzina nie przyjęła jego oferty. — Nie podobały się nam warunki umowy, bo bardziej nam chodziło o współpracę i czynny udział w dalszym rozwoju Efneo, a nie o sprzedaż — tłumaczy Wiktor Migaszewski.

Teraz szukają inwestora, który wsparłby marketing przedsięwzięcia. — Produkcję bylibyśmy w stanie udźwignąć sami, ale zanim to nastąpi, musimy przekonać jak najwięcej osób z branży do naszego rozwiązania. Zależy nam na partnerze, z którym moglibyśmy prowadzić wspólny interes i razem rozwijać Efneo, a nie sprzedać projekt i o nim zapomnieć — opowiada Wiktor Migaszewski. Na razie udało się rozpocząć współpracę z firmą FCR Romet Wałcz, produkującą akcesoria rowerowe, która ma stworzyć trzy elementy przekładni Efneo. Odzew dostają także od firm z innych krajów.

Chociaż Stefan Migaszewski jest cały czas zaangażowany w projekt i o jego losach mógłby mówić długo, to kiedy rozmowa schodzi na biznes, powoli cichnie.

— To już nie moja działka — kwituje. Sam o sobie mówi, że na miejscu usiedzieć nie może. Tak jest i teraz, dlatego już snuje kolejne plany. Ale szczegółów zdradzić nie chce. — Oni sami jeszcze nie wiedzą, co mi w głowie siedzi — żartuje, spoglądając na synów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Fabisiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / To zmieni świat: Familijna przerzutka